Oj przeleżał ów wywiadzik w kompie dobrych parę miesięcy, cóż nie samą muzą człek żyje i trza było wyruszyć za chlibem w Polskę! Jako, że szkoda mi jest pracy chłopaków jaki włożyli w ten view pomimo jego leciwości zamieszczam na stronie... Może jeszcze kapelka istnieje i ktoś się skusi aby ich odszukać.

Che! Na dzień dobry pytanko następujące: to u Was gra MORBIUS MORTIFER i ODWET 88? Jeśli tak, to znaczy się, że mnoga jest scena w Gostyniu, a czy przypadkiem w takiej sytuacji nie zaistniała taka sytuacja, że muzycy krążą od jednej do drugiej i tak w kółko? Coś tam jeszcze u Was brzdąka po garażach?

Wojtech: Morbus Mortifer to zupełnie inni kolesie nie było miedzy nimi, a nami żadnych personalnych przetasowań tak jak z Odwet88, chyba tylko Szwed coś tam z nimi dziobał w przeszłości dalekiej. A scena jako taka w Gostyniu jest po prostu martwa.

Z ODWET88, Szwed coś tam dziobał? Nie powiesz mi, że bliskie są mu zapatrywania w prawym kierunku... Zresztą mnie to ani ziębi ani grzeje, tak ino się pytam. Wracając do Waszej sceny to jak dla mnie jest spora, bo wszystkie wymienione formacje posiadają materiały, no i zawsze możecie razem jakiego giga wykombinować.

Szwed: Witam uprzejmie. Z moją karierą w Odwet88 jest to długa historia i myślę że jej opisanie takie, żeby nie została ona pobieżnie i opatrznie (czytaj błędnie) zrozumiana- zajęłoby więcej miejsca niż te wszystkie pozostałe pytania i odpowiedzi razem wzięte – mogę co najwyżej z grubsza zaznaczyć, iż frontmana tego zespołu znam od kilkunastu lat – tzn. był i jest moim dobrym kumplem dlatego głupio mi było kiedyś odmówić grania z nim; poza tym był to pierwszy zespół, z którym (będąc wówczas w wieku 16 lat) zacząłem cokolwiek brzdąkać. Co się zaś tyczy moich poglądów (rzekomo prawicowych hehe) to powiem, co następuje: Nigdy w życiu nie określiłem moich poglądów jako skrajnie prawicowe (nacjonalistyczno-faszystowskie) ani skrajnie lewicowe (anarchistyczno-socjalistyczno-komunistyczne). Aczkolwiek w każdym z tych nurtów myślowych jest coś z prawdy, (racji); to coś – jest korzeniem, z którego wyrasta, i na którym się opiera nowotwór zwany skrajnością ideologiczną. Te skrajności muszą być po prostu gdzieś zakorzenione; niemożliwe byłoby bowiem zbudowanie i spopularyzowanie na szerszą skalę jakiejś ideologii politycznej bez choćby jednego takiego korzenia (lub nawet kilku na raz). Tymczasem ja bardzo często się zgadzam z takim korzeniem, (bo trudno się nie zgodzić z czymś co samo w sobie jest prawdziwe i nominalną prawidłową dedukcję rodzi (podobnie jak niepodobna nie zgodzić się z tautologicznym twierdzeniem „to, co jest istnieje, bo byt jest a niebytu nie ma ”, bądź też z kanoniczną postacią prawa o podstawie dostatecznej, które brzmi: „nie ma niczego bez podstawy, czemu jest raczej, niż nie jest”)) a nie zgadzam się całkowicie, lub częściowo z wyrosłym na nim nowotworem. A zatem w przypadku mojej kontrowersyjnej osoby niewinna koza jest w tym padole żywcem pogrzebana, że nigdy nie odrzucam c a ł k o w i c i e żadnej ideologii, gdyż wiem, że mimo, iż głupia – gdzieś tam na czymś sensownym się opiera. I być może to wystarcza niektórym ludziom żeby od razu przypiąć mi jakąś nonsensowną łatkę – i później przy jej pomocy sztucznie kreować jakąś negatywną falę (sprzeciwu? oburzenia? niechęci? – chuj to jeden i zarazem jedyny wie) przeciwko np. mojej osobie. Przykładów na takie niecne i prymitywne, aczkolwiek niestety często skuteczne praktyki jest mnóstwo, podam dwa pierwsze z brzegu: 1) niedawno wrogowie Leppera zarzucali mu, że jest faszystą po tym, jak pochwalił publicznie niektóre ekonomiczne osiągnięcia Hitlera. 2) partia braci Kaczyńskich ( i w ogóle cała polska obleśna, do granic wytrzymałości skatoliczona, i zhipokrytyzowana prawica) wytyka obecnej lewicy komunizm czy tam socjalizm – nawiasem mówiąc chyba tylko jakiś debil złapie się na te brednie i nie zagłosuje na SLD z tylko i wyłącznie z obawy przed powrotem komunizmu bądź czegoś na kształt stalinizmu. Przechodząc do zasadniczej części pytania (przypominam, że dotyczącego gostyńskiej sceny metalowej) odpowiem tak: zależy od tego, jaka scena. Bo scena rozumiana jako ileś tam funkcjonujących zespołów to może i jest bo jest np. bestiar, jest morbus mortifier, jesteśmy my, jest także taki fajny nowy i młody zespolik gotycki via nocturia, którego to zespoliku jestem fanem – grają całkiem nieźle zapraszam na ich stronę www.via-nocturia.prv.pl weź sobie ściągnij jakieś mp3 (polecam piosnkę pt. „instynkty”) to sam zobaczysz, że jak na naszą małą dziurę (miasto Gostyń) to całkiem przyjemnie brzdąkają, chociaż boję się, że niebawem mogą się rozpierdolić z tych samych, co zawsze powodów: brak kasy, niekompetencja ludzi, czasami przedwczesne samouwielbienie, niedojrzałość płciowa, brak koncepcji na dalsze funkcjonowanie. Tymczasem scena rozumiana jako miejsce, gdzie można regularnie zagrać koncert to niestety czegoś takiego u nas niema - i otóż owa martwość, o której pisał Wojtek.

Wyczerpująco odpowiedziałeś na moje pytania i z tego względu nie wiem co mam teraz rzec! No właśnie, dajecie czasem czadu dla tłuszczy? Zespół, który nie koncertuje w rzeczywistości nie istnieje, a jak ogólnie wiadomo jest to najlepszy środek promocji! Nie zawsze płyty są odwzorowaniem możliwości kapeli i vice versa?

Szwed: A z surowym, żywym mięsem dla radującej się tłuszczy sprawa wygląda tak, że specjalnie dla niej w październiku hanno dominetum 2006 (dokładnie dnia 19) wybieramy się wespół z Bestiar i Warpath na taką minitrasę (Poznań, Zbąszynek, Opalenica, Zielona Góra), podczas której przyobiecaliśmy sobie siać zniszczenie i pożogę; poza tym warto dodać, że w roku 2006 zagramy prawdopodobnie więcej koncertów, niż w całej naszej dotychczasowej karierze, ponieważ dopiero całkiem niedawno – czyli na przełomie 2005/2006 (czyli po wielu latach bezowocnego poszukiwania) udało się wreszcie zbudować optymalny skład zespołu, z którym można się gdziekolwiek godnie pokazać (tzn. nie wychodząc na debili... – albo wychodząc (zwłaszcza gdy ja śpiewam cover zespołu gut)).

Istniejecie od 1998 roku na koncie macie 2 demosy, no i pierwszą pełną płytę, chociaż zawsze sądziłem, że płyta rodzi się wtedy gdy należy się do jakiejś stajni(?), no chyba, że wy już załapaliście się pod jakieś skrzydełka?

Wojtech: Jeśli chodzi o dema i płytę i stajnie to z tym jest rożnie (w sensie chujowo). Głównymi powodami takiego obrotu sprawy są dwa podstawowe czynniki - KASA I SKŁAD. Większość polskich bandów zmaga się z tym na co dzień. Jedna i druga rzecz musi się uzupełniać inaczej jest ciężko. Biorąc pod uwagę, że trzeba było przeskoczyć takie problemy jak 2 dema i płytę (tę ostatnią jak na razie bez stajni). Jeśli natomiast chodzi o stajnie to myślę, że każdy kto ma do czynienia z podziemiem sceny metalowej w Polsce wie, że z ta kwestia -sytuacja jest po prostu do dupy. Bo, która z nich jest w stanie zainwestować kilkanaście, albo kilkadziesiąt tysięcy złotych w debiutujący zespół? To Polska, a nie zachód i trzeba mieć to na uwadze;) Ja w każdym bądź razie nie widzę zbyt dużo nowości na półkach w sklepach jeśli chodzi o polski death, grind, black etc. Chociaż może słabo szukam;)

A może nie tutaj szukasz? No popatrz, taki pan Kmiołek dorzuca do każdego numeru płyciorę rodzimej produkcji. Teraz zaczął to robić Megasin, czy też 7 gates. Pagan też parę ciekawych rzeczy wypluł, mniejsi także tłoczą polskość na krążkach, czyli nie jest tak źle jak wygląda. Może uderzcie na zachód... MOULDED FLESH zostanie wypuszczony przez amerykanów, to i może Wam się uda?!

Wojtech: No i sam widzisz ile pozycji wymieniłeś – nie za dużo. Zmienię całkowicie zdanie na ten temat jeśli wejdę do średniego sklepu z muzą 1 na miesiąc i bez kłopotu zakupie po kilka pozycji z death, grind, black itp. I gdy będą to w 3 polskie produkcje oraz gdy nie będę musiał się ich doszukiwać w podziemnych distrach. Jeśli chodzi o zagranicę tzn. o wszelkiego rodzaju wytwórnie to z mojego własnego doświadczenia zdążyłem zauważyć że jest łatwiej wydać i dogadać się z kimś z zachodu niż od nas. Mimo, że jednak nie udało nam się tego jak na razie osiągnąć to mogę się założyć, że wydamy płytę wcześniej z pomocą kogoś z innego kraju. Nie oszukujmy się Polska to podświatek produkcji na większą skalę bo ciągle podkreślam, która wytwórnia włoży kilkadziesiąt tys. zł na studio i drugie tyle na wydanie płyty debiutanckiego zespołu death czy podobnego? Większość z nich chce otrzymać gotowy produkt(płytę), która zajebiście brzmi, dołożyć parę złotych i się pod tym podpisać. Tak to u nas wygląda.

Nieoficjalne demo miało nazwę „Silent Shit”, oficjalne „Confusion In Chaos”, czyli w oba tytuły wpletliście imię Waszego Tworu. Krok głęboko przemyślany, czy też zwykły wypadek przy pracy? Wiesz jeśli to wszystko zrobiliście z pełną premedytacją, to można było przy obecnym krążku umieścić w tytule pełną nazwę kapeli...

Wojtech: Nazwy na dwóch demach były raczej słabo związane z zawartością tekstów, które pojawiły się na nich w związku z tym doszło do takich małych zawirowań z tytułami. Natomiast zupełnie inaczej sprawa ma się z płytą tam wszystko zostało bardzo konkretnie zaplanowane poszczególne tytuły, tytuł płyty oraz projekt okładki.

Czyli teraz zaczynacie okres nic pochopnie i na szybkiego. Tematycznie obracacie się w klimatach bezsensownej zagłady, holokaustu ludzkości tak przynajmniej wnioskuje patrząc na okładkę? Chyba, że to na Auschwitz, a jakiś grodek obronny!

Wojtech: Dokładnie. Nic na siłę i na szybko. Dobrze zauważyłeś, to Auschwitz. Treści zawarte w naszych tekstach często dotyczą zachowań mogących doprowadzać w jakiś sposób do tego typu wydarzeń. Oczywiście jesteśmy przeciwni rasizmowi itp. fanatycznym bzdetom. Okładka ma na celu przykuwać uwagę i dawać do myślenia.

Jak dla mnie gracie bardzo archaicznie, tak jakbyście zatrzymali się na ubiegłej dekadzie. Wszystko poszło do przodu a Wy nadal „męczycie” stary Death Metalu. Nie sądzisz, że przez to wszystko możecie dużo stracić? Pomimo tego, że wiara lubi odgrzewane rzeczy nie zawsze złoto, co się świeci!

Wojtech: Być może dla Ciebie jest to archaiczne. Masz prawo tak twierdzić. Jednak z moje punktu widzenia to trochę nie rozumiem rozgraniczania pojęć stary death i nowy. Jak dla mnie to trochę szufladkowanie na siłę i wymyślanie nowych pojęć. Nie wiem, które kapele są tak bardzo odkrywcze w tym nurcie, myślę że są jedynie takie, które ekstremalnie wyśrubowały poziom techniczny gry na instrumentach np. Yattering, Necrophagist, Nile i parę innych, ale jeśli chodzi o odkrywczość to nie widzę żeby ktoś nadużywał czystych wokali, elektroniki i wprowadzał jakieś dziwaczne rozwiązania rytmiczno - gatunkowe. Oczywiście pojawiają się jakieś niecodzienne zagrywki, ale czy są to od razu jakieś wielkie odkrycia to raczej nie sadzę. Odkrywczy to był np. Frank Zappa tymczasem w death metalu wszystko ogólnie zostało już powiedziane najwyżej jakiś band znowu wyśrubuje poziom to wszystko.

Ty również masz rację, ale stary i nowy death to nic strasznego w porównaniu z genetic metal, funky terrible metal, to jest dopiero „odkrywcze”! Mi chodziło o to, że Wasza muzyka nie jest ciągłym naparzaniem w struny, aby szybciej i głośniej.

Wojtech: Może i coś w tym jest. Jednak myślę, że zbytnie mieszanie styli muzycznych daje podobny efekt jak mieszanie alkoholi(śmiech).Gdy kiedyś zaczynaliśmy tworzyć materiał na tą płytę jednym jeśli nie jedynym założeniem było – nie naparzać bez końca bo takie płyty są dość nudne. Płyty w których występuje brak zmiany tempa, i klimatu nic nie wnoszą. Myślę, że przy pracy nad tym materiałem każdy z nas chciał dodać coś od siebie co niekoniecznie wiąże się szybkim, niekończącym się blastem.

Nie uwłaczając Waszej pracy, którą włożyliście w stworzenie „The Gods And The Leaders” wyszło to wszystko raczej średnio. Fakt niezaprzeczalny, że dla mnie najlepiej prezentują się moment gdy zwalniacie i wtedy słychać te ciężkie, walcowate brzmienie.

Wojtech: Do skomponowania tego albumu włożyliśmy mnóstwo pracy i to nie tylko jeśli chodzi o robienie muzy trzeba wziąć pod uwagę ciągłe przetasowania w składzie, prace, szkoły, kasę, rożne problemy osobiste członków kapeli wiec na powstanie tego albumu składa się wiele czynników. Jak to wyszło każdy może ocenić tak jak mu się podoba. Haczykiem jest to, że oprócz nagrania bębnów i zrobieniu małego masteringu w studio wszystko nagraliśmy i zmiksowaliśmy sami. Jeśli chodzi o wolne momenty to chyba nie spodobała by Ci się płyta gdzie nie byłoby blastów i trochę szybkości. (taka płytę można by było nazwać starym death’em chyba - to jedyny wyjątek)

I może tutaj właśnie jest koń pogrzebany, że z pewnych względów robiliście ten materiał sami, a wiara szuka obecnie dopieszczonych na maksa śrebrników. Co się zaś tyczy wolnych momentów to jestem za, a nawet przeciw, hehehe. Wychowałem się na porządnych walcowatych ekipach i stąd ten sentyment.

Wojtech: Z mojego punktu widzenia to w sferze metalu w Polsce powstała albo powstaje bardzo niewielka ilość produkcji która może naprawdę konkurować z zachodem. Często są to też zespoły, które maja już bardzo dobrze wyrobioną pozycje takie jak Vader, Behemot, Yattering albo np. Decapitated (plus parę innych). Przepraszam, jeśli w tym momencie obrażam jakieś zespoły ale z tego co widzę i rozmawiam z różnymi muzykami grających metal to raczej nie słyszę żeby wielu dysponowało własnym sprzętem przekraczającym wartość kilkudziesięciu tysięcy złotych.(powyżej 10-15 tys). Do czego zmierzam? Do tego że, żeby nagrać plytę z prawdziwego zdarzenia to trzeba mieć przynajmniej 2 piece na dobrych pakach (wartość ponad 20 tys. zł) Ze 3 zajebiste wiosła na każdego gitarzystę lub bas (ok. 20 tys.) plus (studio 20-30 tys) parę innych przydatnych rzeczy. Podobne wartości wychodzą na jaw, jeśli chodzi o bębniarzy. (brak śmiechu) Muszę też przypomnieć że 90% polskich muzyków grających metal dodatkowo pracuje, uczy się i w żadnym wypadku nie żyje z grania. Przy polskich jebanych zarobkach dla zwykłego śmiertelnika treść: ”kupuje gitarę za 6 tys. zł„ jest oznaką zaawansowanej choroby psychicznej wykazywanej prze oznajmiającego.

Szwed: A ja tylko chciałem wtrącić, że nie do końca się zgadzam z twierdzeniem „a wiara szuka obecnie dopieszczonych na maksa śrebrników”. Bo takie dopieszczone srebrniki oznaczają zwykle wyłożenie ogromnych pieniędzy na produkcję (i na promocję) a to jest zazwyczaj powodowane chęcią maksymalizacji zysku a to oznacza z kolei zazwyczaj komercję. Komercja ma swoje dobre i złe strony: dobre to ładnie wypieszczony album, a złe to bardzo często kierowanie uwagi na masowego odbiorcę, kierowanie się nie własnymi pomysłami muzycznymi tylko tym, co jest sprzedawalne. Tymczasem istnieje jeszcze coś takiego, jak podziemie – i w dodatku to obskurne podziemie, w którym nie było i zbyt szybko nie będzie miejsca na wielkie pieniądze i wypieszczone srebrniki. Myślę, że jest dużo fanów właśnie takiego obskurnego niekomercyjnego brzmienia, jakie prezentuje np. napalm death, disgorge (mex), last days of humanity, dead infection, cerebral turbulency itd. Do takich fanów ja się właśnie zaliczam, chociaż nie mam jeszcze pewności do końca, w jakim kierunku brzmieniowym będzie podążał nasz zespół, ponieważ sprawa ta zależy głównie od pieniędzy; tzn. być może kiedyś – gdy będzie nas na to stać – pokusimy się na jakieś „skomercjalizowanie” naszego brzmienia – wiem także również, że Wojtek ma właśnie bardziej ambicje w takim kierunku podczas, gdy ja gustuję bardziej w stronę brzmieniowego brudu, gnoju, smrodu i chlewu. Czas pokaże, co to dalej będzie – jedno natomiast jest pewne: będzie na pewno.

Wojtech: Skomercjalizowć znaczy w sferze brzmienia ponieważ tylko taki rodzaj produkcji daje pełną możliwość pokazania warsztatu i pomysłów na aranżację muzy. Inaczej wiele rzeczy ginie w tle i wszystko staje się mało ciekawe oraz bez kopa.(śmiech).

Z mojej winy nigdy nie ukończyłem owej przepytywanki za co SORRY chłopaki!!!!

-

Artur




Š Born To Die'zine