
GHOST ORGY "Lullabies For Lunatics"
Thoth Music
CD 2005
GHOST ORGY to prawdziwa perełka dla miłośników
gotycko doom metalowo-progresywnego nastroju. Album zawiera 12 kołysanek nie tylko
dla lunatyków, ale i dla fascynatorów bardzo mrocznej psychodelii. Już od początku
moją uwagę zwróciły dwie piękne kobiety. Dina Concina - wokalistka o syrenim śpiewie,
której głos wodzi słuchacza po gotycko-psychodelicznych tonacjach oraz Elena Doroftei
- tajemnicza skrzypaczka, która swoimi dźwiękami wnosi wiele melodyjnego szaleństwa
a przede wszystkim również sporo psychodelii. Oprawę do tych kobiecych dźwięków stanowi
reszta instrumentarium, obsługiwana już przez panów. Utwory jak przystało na doom
metalowe klimaty oscylują w średnio-wolnych tempach, chociaż czasami pojawi się niewielkie
przyśpieszenie, czy szalony motyw (jak w ostatnim kawałku). Charakterystyczną cechą
dla gitarowych aranży są wolne, ciężkie gitarowe riffy i melodie wzbogacone o progresywne
motywy, co w połączeniu z ciekawą pracą perkusji i bardzo psychodelicznymi partiami
skrzypiec idealnie współgra z bardzo tajemniczym śpiewem Diny. Całość ze względu
na wiele skojarzeń mógłbym określić jako mieszaninę wpływów LACUNA COIL i MY DYING
BRIDE oraz SKUNK ANANSE (ze względu na mocniejsze frazy śpiewu). Klimat jaki panuje
na krążku jest naprawdę bardzo psychodeliczny i mroczny, przesiąknięty jakby obecnością
duchów.
|
GHOST ORGY
thothmusic@thothmusic.com -
THOTH MUSIC
| |
Gnom
|
**********************************************
|
|
STILLBORN
Promo '04
Cóż napisać? Znakomite preludium do tego, co po nim nastąpiło, bo pełna płyta, jest już od jakiegoś czasu w obiegu. STILLBORN na tym promo, daje wyraźnie do zrozumienia, że kult śmierci i siara, spoiła się w truciznę, która od lat płynie w ich diabelskiej krwi, i nie ma mowy, aby coś w tej kwestii, zmieniło się w najbliższym czasie. Niespełna 10 minut, trzy utwory, i piekielne inferno, rozpętane w kulcie rogatego. Nie ma przebacz! Bestia łaknie świeżej krwi, a ten stuff, jest tylko przedsionkiem podziemnego królestwa. Ten band dewastuje wszystko co święte, z wściekłością szerząc plugastwo i spustoszenie. Ten swąd bijący od tego materiału już nawet nie szczypie w oczy, tylko dusi, nie dając możliwości, na zaczerpnięcie, hausta powietrza, potrzebnego do przedłużenia ziemskiej egzystencji. Mus dla maniaków śmierć metalu. Pure Death Metal Inferno!
|
-
www.stillborn.prv.pl
| |
Skowron
| |
**********************************************
|
|
SPIRAL MADNESS
"The Berserk Crowning"
CD'04
Ten band, przynajmniej części z was, musiał się obić nazwą o uszy. Trochę się chłopaki promują, więc szperaczom nowości, nazwa zespołu pewnie nie jest zupełnie obca. Ale do rzeczy. Po dwóch wydanych demosach, pora na trzeci materiał spięty tytułem "The Berserk Crowning". Nowa pozycja w dyskografii kapeli, ale nie należy tego mylić z zupełnie nowym materiałem. Otóż ten krążek, to takie "the best of", które zafundował sobie sam zespół. Jak się bawić, to się bawić. Co by jednak nie psioczyć za bardzo, to trzeba nadmienić, iż nie jest to zupełnym novum na metalowej scenie, że zespół X czy Y, zbiera swoje stare nagrania, odgrzewając je z dekacza, i nagrywa całość ponownie z lepszym brzmieniem, wrzuca na srebrny talerzyk, traktując taki album jako swój właściwy debiut. Można i tak. Czemu nie?! "The Berserk Crowning" chyba po raz pierwszy w historii kapeli, ma konkretny wygląd od strony graficznej, i autentycznie, materiał brzmi nienajgorzej. Tych, co ze SPIRAL MADNESS nie mieli wcześniej do czynienia, wypada poinformować, że dobrze się czują w klimatach death thrash'u, z rock'n'roll'owym podejściem do tematu. Można czuć delikatne znużenie długim czasem trwania płytki, bo to blisko godzina słuchania, ale na korzyść tej ekipy przemawia ciekawie zmontowany stuff, przez co o sadystycznym znęcaniu się z ich strony, raczej nie można powiedzieć. No, to "The Berserk Crowning" już za nami, zobaczymy co przyniesie przyszłość z ich strony, bo takiego składacza, na kolejne lata, na razie wystarczy.
|
-
www.spiralmadness.metal.pl
| |
Skowron
| |
**********************************************
|

RECKLESS TIDE "Repent Or Seal Your Fate"
Armageddon Music
CD 2005
Oto ostatni materiał promocyjny wytwórni
Armageddon Music, jaki mam okazję recenzować. To już szóste wydawnictwo spod szyldu
Armageddon Music, z jakim miałem okazję się zapoznać. I teraz mogę śmiało powiedzieć,
że wytwórnia wydaje materiały naprawdę godne uwagi, zarówno pod kątem muzycznym jak
i technicznym. ARMAGEDDON OVER WAKEN, HOLY MOSES, METALIUM, SAEKO, SUIDAKRA, RECKLESS
TIDE i wiele innych, których nie miałem okazji posłuchać…. Ale zajmijmy się RECKLESS
TIDE - zespołem, który połączył tradycyjny thrash metal z nowoczesnymi elementami
muzyki metalowej…. Agresja, dynamika, szybkość, technika i spora ilość thrash metalowej
melodyki tworzy podstawę albumu "Repent Or Seal Your Fate". Dynamiczne, ciężkie,
tłumione i łamane riffy wraz z podwójnymi partiami wokalnymi bezkompromisowo rządzą
całością. Wściekły, agresywny, ostry wrzask płynnie przeplata się z melodyjnym, ale
wciąż dynamicznym śpiewem, lub uzupełniając się równocześnie, razem tworzą kuriozalny
klimat. Zdecydowanie góruje tutaj szybkie tempo z niewielkimi tendencjami do zwolnień.
Muzyka zawiera również elementy brutalnego death metalu, czy grind core'a co między
innymi słychać w "Lebende Organverpflanzung". Innowacjami również są rozważnie wykorzystane
partie klawiszy spychające muzykę w głębsze rejony mroku, czy też melancholii. Muzyka
sprawia wrażenie nieustannego pędu, aczkolwiek zdarzają się również ciężkie i wolne
takty. Na zakończenie dodam, iż miłym zaskoczeniem okazał się fakt, że w zespole
jedną z gitar obsługuje kobieta - Suzanne Swillus.
|
info@armageddon-music.com -
ARMAGEDDON MUSIC
RECKLESS TIDE
| |
Gnom
|
**********************************************
|

EMPHERIS "Ancient Necrostorms"
Promo CD 2005
Oto kolejne bluźnierstwo z Polski rodem!!!
EMPHERIS (Empherion - Guitars; Adrian - Voices of Evil; Nymphobh - Bulldozer; Helvete
- Hellbattery) to warszawska black metalowa horda, która wydała na świat siedmioutworowy
materiał, którego tytuł znajduje się powyżej. Klimat jaki panuje na krążku przepełniony
jest agresją i bluźnierstwem. Typowe dla black metalu, ostre potężne gitary, wściekły
blackowy scream i mocne uderzenia po garach są priorytetem w aranżacjach (co nasuwa
skojarzenia ze starymi hordami w stylu DARKTHRONE, MAYHEM, czy stary EMPEROR) -
ostro, szybko, bezlitośnie… Dodatkowym atutem jest zfuzowany bas przybliżający skojarzenia
np. z NECROMANTIĄ… co nadaje dodatkowej miażdżącej siły. Poza tym mamy tu do czynienia
z modyfikacją barwy głosu z blackowych wrzasków po patetyczny, doniosły, wręcz wojowniczy
śpiew. Zazwyczaj muzyka obraca się w bardzo szybkim tempie, chociaż miejscami pojawiają
się potężne klimatyczne zwolnienia. Całość jest bardzo potężna, oscyluje w regionach
tradycyjnego black metalu, bez upiększeń typu klawisze, czy inne melancholijne motywy.
Materiał brzmi bardzo mrocznie, wojowniczo i bluźnierczo.
|
empheris@eranet.pl
| |
Gnom
|
|
|
PHOBIA
"Grind Your Fucking Head In"
Obscene Prod
Ale ten materiał kaleczy! Auuuua, ojeju!!! Zresztą, tytuł płytki jest jak najbardziej adekwatny do zawartości. Pieprzony grindcore, w starym stylu, pieszczący ciało, że aż się wykrwawić można. W sumie zawartość "Grind Your Fucking Head In" przeleci szybciej niż by człowiek tego sobie życzył, bo to dla mnie tylko jakieś 20 minut konkretnego, muzycznego znęcania się na ośrodkami słuchu, ale ile w tym nieskrywanej przyjemności, wręcz sadystycznej rozkoszy, z ciosów, jakimi beż przerwy częstuje PHOBIA. Takim band'em, można straszyć wszystkie głowy, rządzące nowym i starym kontynentem, zamiast kolesi w turbanach. W tym zespole jest tyle energii, że żaden pieprzony dworzec, czy inne metro nie wytrzymałoby tak gwałtownej eksplozji, gdyby ktoś nagle uwolnił całą agresję i siłę drzemiącą w tej kapeli. A tak na marginesie, to kolesie mają głęboko w dupie politykę, i nie ukrywają dezaprobaty dla krawaciarza "Dablju". Ale...PHOBIA niszczy, i choć słowo "kataklizm" przez lata pewnie straciło już na wartości, przy opisach takich jak ten, jednak za cholerę, nie idzie go pominąć, bo to znakomity, idealny, niemal stworzony dla tego bandu, odpowiednik ich muzy. "Grind Your Fucking Head In" i basta!!!
|
-
| |
Skowron
| |
**********************************************
|
|
PHOBIA
"Get Up And Kill"
Obscene Prod
Czy ja mówiłem, że PHOBIA kaleczy?! Zmieniam zdanie. To gówno zabija! I nie to jest najważniejsze. Po takiej eksplozji agresji i wściekłości, człowiek pada jak ścięte drzewo na glebę, przyjmując kolejne ciosy, ale i tak nie chce dopuścić do siebie myśli, aby Amerykańcy przestali chociaż na chwilę. Znowu jest cholernie krótko, bo w niespełna 19-stu minutach, zespół upchnął 17 piosenek, w tym 6 w wersji live. Mało, autentycznie mi jest zdecydowanie za mało tego łomotu. Pewnym pocieszaczem może tu być całkiem obszerny zapis koncertu tych szaleńców w wersji video. Z braku laku... Cóż rzecz o tym stuff'ie? Jak dla mnie jest intensywniejszy niż zawartość "Grind Your Fucking Head In", a to głównie zasługa siłowego, który co chwila częstuje uszy blastami i całkiem przyjemnymi prędkościami, wyciskanymi na swoim zestawie. "Get Up And Kill", to również mniej core'owych elementów, a więcej mięsa. Potężniejsze brzmienie, ale ciągle siejące spustoszenie i szerzące przemoc soniczną. Normalnie miód na moje serducho. Jeżeli kolejna płytka znowu zamknie się w nastu minutach, to się zwyczajnie wkurwię!!!
|
-
| |
Skowron
| |
**********************************************
|

SIMBIOZ "Tajny Wecnyh Snow"
CD 2005
SIMBIOZ to zespół naszych sąsiadów zza Buga,
czyli z Ukrainy. Panowie (i panie) parają się brutalną formą metalu, a mianowicie
death metalem. Aczkolwiek death metal w ich wykonaniu nie jest zwykłym death metalem,
ponieważ jak zaraz się okaże zawiera pewne naleciałości zupełnie niecharakterystyczne
dla tego gatunku metalu. Cały materiał składa się z 12 kawałków, a każdy z nich nacechowany
jest sporą dawką agresji i brutalności (jakże typowej dla death metalu), ale też
i melancholii (!!!), która jest nietypowa w death metalowej konwencji. Aranżacje
wahają się między frazami swoistymi dla brutalnego deathu a "techniczno-deathowymi"
lub thrash'owymi zagrywkami co w sumie oscyluje pomiędzy np. DEATH'em a np. kolumbijską
MSACRE lub francuską MASSACRA lub amerykańską MASSACRE (hahaha…). Partie wokalne
utworzone są z czterech barw pojawiających się w odpowiednich do nastroju momentach
- miażdżący growling przeplata się z blackowo-grindowym scream'em, czy też z mocnym
thrashowym wrzaskiem lub delikatnym kobiecym śpiewem (!!!). Poza ciężkim i brutalnym
graniem pojawiają się melodyjne solówki, czyste gitarowe pasaże i spore ilości kobiecych
śpiewów lub melodeklamacji (za które odpowiedzialne są Olga i Tatjana), co czasami
tworzy doom metalowy klimat (jak np. w utworze "Bezumie"). Oprawę liryczną tworzą
teksty w ojczystym języku, co wyraźnie słychać podczas melodeklamacji lub kobiecych
śpiewów. "Tajny Wecnyh Snow" stanowi świetne połączenie brutalności z melancholią.
|
simbioze@gala.net -
www.simbiozband.narod.ru
| |
Gnom
|
**********************************************
|

REDEMPTOR "None Pointless Balance - Promo 2005"
CD 2005
Najnowsze wydawnictwo REDEMPTORA (młodej
i cholernie bardzo obiecującej polskiej kapeli) "None Pointless Balance" to ponad
40 minut (7 utworów) konkretnego, ekstremalnego a zarazem technicznego death metalu.
Promo zapowiadające ten materiał składa się z 3 utworów (ponad 17 minut muzyki).
"Whispering Balance" to pierwszy utwór na promówce, którego rozpoczynają klimatyczne,
melodyjne gitarowe solówki i gitarowe pasaże, po czasie przechodzące w ciężkie techniczne
death metalowe partie, wspierane przez potężny growling i bardzo dynamiczną pracę
sekcji rytmicznej. W zasadzie już w tym jednym utworze możemy znaleźć wiele tematów
muzycznych, od wolniejszych, ciężkich czy melodyjnych motywów po naprawdę ekstremalne
i brutalne patenty. Utwór posiada sporą ilość swoistej melodyki (typowej dla technicznego
death metalu) a zarazem jest bardzo dynamiczny i ciężki… "Glazed Heart Of Fire" zaczyna
się klimatycznie, ale równocześnie ciężko i ostro. Aranżacje bazują na ciężkich tłumionych
i "szesnastkowych" riffach uzupełnianych przez gitarowe piski i sporą ilość melodyjnych
solówek (co niezaprzeczalnie nasuwa na myśl wspomnienie o DEATH!!!)… Growling wzmacnia
brutalność, natomiast gary sterują dość zróżnicowanym rytmem… "Radial Vestiges" to
dynamiczne i ciężki gitary pełne technicznych rozwiązań, łamanych riffów, zróżnicowanego
tempa, wielu solówek i czasem bardzo ostrych lub melancholijnych zagrywek. Całość
mocno zróżnicowana i zaskakująca, ale nadal utrzymana w stylu typowym dla całego
materiału. Ogólnie materiał cechuje się bogactwem aranżacji i zaskakujących rozwiązań.
Słychać, że tutaj każdy członek zespołu ma coś do powiedzenia. Promo można śmiało
określić jako dobrze zaaranżowany techniczny death metal na wysokim poziomie inspirowany
dokonaniami DEATH czy też może MORBID ANGEL.
|
info-redemptor@wp.pl -
www.redemptor.metal.pl
| |
Gnom
|
**********************************************
|

HOLY MOSES "Strength Power Will Passion"
Armageddon Music
CD 2005
Oczywiście tak znakomitego zespołu nie
trzeba przedstawiać. Dzięki uprzejmości Armageddon Music mam przyjemność przedstawić
kolejny album tej kultowej niemieckiej grupy. "Strength Power Will Passion" to kawał
bezkompromisowego thrash metalu, (chociaż wiele fraz zbliża się w rejony death metalu)
zawierający około 60 minut ostrej, bardzo agresywnej muzyki, gdzie kaskada potężnych
i ciężkich gitarowych riffów tworzy trzon muzyki zawartej na albumie. Owa ciężkość
i agresywność jest wzmacniana i akcentowana przez bardzo drapieżny growling należący
do pięknej Sabiny Classen, (która swoim głosem bezlitośnie miażdży każdą myśl o tym,
że kobiety to słaba płeć) oraz przez silnie brzmiące męskie wrzaski. Bardzo dynamiczna
praca perkusji nadaje wszystkiemu potężnej energii oraz steruje zmianami tempa, które
z reguły jest szybkie, chociaż czasami potrafi przejść w chwilowe ciężkie zwolnienie.
Natomiast melodyjne gitarowe solówki pozwalają na chwilę odpocząć od prawie nieustannej
gonitwy, tworząc potężny mroczny klimat, aczkolwiek z kolei te ostrzejsze solówki
potrafią mocno wwiercić się prosto w mózg by wprowadzić sporą dawkę szaleństwa.
Zabawnym oderwaniem od tego potwornie dynamicznego nastroju jest druga połowa ostatniego
utworu "Say Goodbye", która pojawi się tym cierpliwym, którzy nie zatrzymają krążka
wraz z pojawieniem się dłuższej ciszy. Wówczas do naszych uszu dotrze energiczny
melodyjny punkowo-metalowy song w niemieckim wydaniu. Cały album jest wypełniony
ogromną dawką potęgi, drapieżności i mroku z odpowiednią dozą melodii a przede wszystkim
natchniony jest nieśmiertelnym duchem starego dobrego thrash metalu.
|
info@armageddon-music.com -
ARMAGEDDON MUSIC
HOLY MOSES
| |
Gnom
|
**********************************************
|

GORGON "Promo 2001-2005"
GORGON jest już ostatnią japońską kapelą,
jaką recenzuję przed wakacyjnym odpoczynkiem. Powiem szczerze, że zaszalałem z japończykami
i po prostu zostałem zalany różnymi materiałami z Japonii. GORGON trzyma się pewnej
zasady - nie wydaje materiałów na CD tylko na winylach i kasetach (jak za starych czasów),
dzięki czemu muzyka wciąż posiada charakterystyczne stare brzmienie. Zespół istnieje
od 1995 roku, a tworzą go Shigeyuki Koine - bas, wokal, Kenji Naruse - perkusja,
Matsuaki Suzuki - gitara i Naomi Kudo - gitara. W swoim dorobku mają wiele materiałów,
w szczególności są to single, 7'', Ep., splity z innymi kapelami np. z MAGNESIUM,
HEADLIGHT czy WYTCHKRAFT. Na własne żądanie otrzymałem na jednym CD zbiór 12 utworów
pochodzących z różnych wydawnictw np.: "Savage The Fox" (2001), "Heavy Metal King
Of Kings" (2002), "The Soundhouse" (2003), "Devil's Daughter" (2003), "Tribute To
HMSS" (2004), czy "Heavy Metal Feler Volume II" (2004). Muzyka zespołu jest silnie
nacechowana wpływami z początku NWOBHM. Szczególnie wyraźnie słychać inspiracje starym
IRON MAIDEN (głównie za czasów Paula Di'Anno) czy też JUDAS PRIEST - charakterystyczne
brudne archaiczne brzmienie gitar rytmicznych, częste melodyjne, czasem ostre partie
solowe i typowe ironmaidenowskie rozbudowane partie basu (w stylu Steve Harris'a).
Dynamiczna praca perkusji dopełnia całości. Barwa wokalu oscyluje między czystym
śpiewem a lekką chrypką czy wysokim piskiem, wspomagana przez akcentujące frazy delikatnego
chórku. Wiele osób mogłoby mieć zastrzeżenia do angielskiego z japońskim akcentem.
Miejscami wyczuwam również wpływy melodyjnego punk rocka. Utwory są bardzo spójne,
rytmiczne, melodyjne i utrzymują się w zrównoważonym średnim tempie, ale mimo to
znajdziemy niewielkie przyśpieszenia lub zwolnienia. Słuchając GORGON ma się wrażenie,
że dla nich czas zatrzymał się w miejscu, a nawet się cofnął i słucha się zespołu
z początku lat 80.
|
gorgon@jnb.odn.ne.jp -
www.truemetal.org/gorgon
| |
Gnom
|
**********************************************
|

PSYCHOTOBLACK Demo#2
Bloody Black Records
CD 2004
To drugi materiał japońskich doomowców.
Dla przypomnienia zaznaczę, że panowie określają swoją muzykę mianem sludge/doom
metalem, co idealnie pasuje do muzyki, jaką wykonują. Tym razem demo zawiera 5 utworów
oscylujących w tych samych klimatach co Demo#1. A mianowicie - brudne i ciężkie brzmienie
gitar, ochrypły, agresywny wrzask lub monotonne zawodzenie oraz podkreślająca
(z reguły wolne) tempo perkusja tworzą trzon kompozycji. Aranżacje są proste, szczególnie
bazujące na tłumionych riffach lub hipnotycznych, transowych, walcowatych, psychodelicznych
melodiach wspomaganych przez transowe i akcentujące partie gitary basowej oraz podkreślającej
wolne tempo perkusji, która miejscami swoimi przejściami i potężnymi uderzeniami
ożywia całość. Oczywiście nie brakuje tutaj agresywnych przyśpieszeń, czy emocjonalnych
ekspresji, aczkolwiek jak przystało na doom metal podstawą są walcowate tempa, które
wraz z hipnotyczno-psychodelicznymi frazami tworzą właśnie sludge/doom metal. Również
i Demo#2 nie jest pozbawione asocjacji z EYEHATEGOD. Muzyka PSYCHOTOBLACK miażdży
i doprowadza do szaleństwa!!!
|
pluhino@hotmail.com -
www.psychotoblack.com
| |
Gnom
|
**********************************************
|

SUIDAKRA "Command To Charge"
Armagedon Music
Digipak 2005
Jest to już siódmy album niemieckich metalowców,
którzy swoją karierę zaczęli jeszcze w latach 90. "Command To Charge" składa się z
11 utworów plus 2 koncertowe teledyski i tzw. hidden track. Nad całością wydawnictwa
czuwa niemiecka wytwórnia Armageddon Music!!! Niestety nie słyszałem wcześniejszych
wydawnictw zespołu, więc nie mam porównania… W takim razie skupię się tylko na obecnym
materiale… "Command To Charge" to znakomite połączenie metalowej melodyki i dynamiczności
zawartej w kolażu thrash metalu i melodyjnego death'u (ze szwedzkimi wpływami) i
z nowoczesnym nu metalowym tchnieniem. Krótko mówiąc SUIDAKRA podąża własnym stylem.
Utwory cechują się ciężkim brzmieniem opartym na mocnych gitarowych riffach (piskach,
tłumieniach i tym podobnych metalowych patentach), dynamicznej i ciekawie skomponowanej
pracy perkusji (Lars Wehner) i basu (Marcus Riewaldt) oraz melodyjnych gitarowych
frazach. Ciężkości dodają też agresywne thrashowo-blackowo-deathowe wokale Arkadiusa
Antonika (gitarzysty i wokalisty o polsko brzmiącym nazwisku). Natomiast (poza ciężkimi,
ale melodyjnymi gitarowymi frazami) melodyjne partie utworzone są dodatkowo przez
czysty śpiewany wokal, za którym stoi Mathias Kupka (gitarzysta i kolejny wokalista
o równie polsko brzmiącym nazwisku). Tą całą melodykę uzupełniają delikatnie akcentujące
klawisze, spora ilość gitarowych pasaży i akordów oraz solówki, miejscami nasuwające
mi skojarzenia z folkiem irlandzkim lub szkockim. A już na pewno utwierdziły mnie
w tym dźwięki kobz, fletów i nostalgiczna ballada w irlandzkim stylu. Utwory są dobrze
przemyślane i bogato zaaranżowane. Całość oscyluje w dość szybkich tempach z miejscowymi
zwolnieniami… Na zakończenie pora przejść do owego ukrytego kawałka. Tak, zdradzę
tajemnicę. Jest to pierwszorzędnie wykonany cover Mike Oldfield'a "Moonlight Shadow",
który tchnął w oryginał wiele metalowej energii nie tracąc przy tym oryginalnej melodyki.
Niestety nie mam pojęcia jaka niewiasta śpiewa ten coverek.
|
info@armageddon-music.com -
ARMAGEDDON MUSIC
SUIDAKRA
| |
Gnom
|
**********************************************
|
|
DISGORGED FOETUS
"GOREvisions"
Imphalte Prod
Trochę tego stuffu, na nośniku dvd ostatnimi czasy obrodziło na metalowej scenie. Do niedawna taka forma promocji, to był jeszcze pewien rarytas, na który tylko najwięksi w tym "biznesie", mogli sobie pozwolić. Dzisiaj staje się to normą, by nie powiedzieć, mimowolną powszedniością, pozostaje jedynie kwestia, czego po takim wydawnictwie, i danym zespole możemy oczekiwać, a co są w stanie nam zarzucić, nam metalowym "mięsożercom". Z DISGORGED FOETUS, zawsze byłem w dobrej komitywie. Cholernie lubię ich gore death grind'owe granie, zwyczajnie zasmakowałem w tym fekalnym graniu. Wiem, że nie do każdego dotrze sztuka Francuzów, dlatego usilne namowy i wszelkie zachęty, by sięgnąć po nagrania tej załogi, nie mają większego sensu. Te dźwięki uderzają w konkretnych odbiorców, i tylko dla nich są konstruowane. DISGORGED FOETUS od lat plącze się w odmętach podziemia, bo i taka muza, niekoniecznie pcha się na powierzchnię - no i lepiej niech tak zostanie - przez co też i takie jest to "diwidi". Typowo podziemna produkcja, na którą na pewno nikt nie wyłożył bajońskich sum, by wychuchać "GOREvisions" do granic możliwości. Ten materiał jest przede wszystkim udokumentowaniem ostatnich lat działalności załogi, na metalowych deskach. Ten stuff ma pokazać, że zespół radzi sobie na scenie, uderza, w pewien sposób bawi się tym graniem, a może lepiej zabrzmi, żyje tym łomotem, a na koncertach nie podpierają pak z nagłośnieniem, a mikrofon stoi na statywie, by było komu machać baniakiem między kolejnymi, wokalnymi wymiotami. "GOREvisions" to głównie dwa strzały live. Pierwszy z 2003 roku z Belgii, drugi nieco starszy - z 2002 roku z Francji, z festu organizowanego notabene przez lidera DISGORGED FOETUS. Każdy z osobna, to jakieś 30 minut gore death grind'owej młócki z odpowiednimi introsami, ściętymi głowami w wiadrach z brunatną cieczą, i masą uniesionych w górę, odpowiednio ułożonych paluchów. Do tego dwa klipy zmontowane w domowych warunkach, i jeszcze trzy wyrywkowo cięte z jakiegoś setu. Bio, dyskografia - to już obowiązkowe standardy, jak i fotosy, na których zespół uwiecznił swoje raczej wesołe życie poza sceniczne, jak i własną hordę w akcji. Jak już wspomniałem wyżej, to typowo podziemne wydawnictwo, ale ja nie mogłem tego nie widzieć he he, choćby z czystej ciekawości. I powiem szczerze, że nie żałuję.
|
-
| |
Skowron
| |
**********************************************
|
|
BLOÖD DŰSTER
"Menstrual Soup"
Leprous Prod
To materiał stary jak świat! Dokładnie, jest to demo z 1991 roku, które czeski label postanowił wznowić w formacie siedmio calówki, w ściśle limitowanym nakładzie. Nie spodziewajcie się niczego innego, jak typowo old school'owego wydawnictwa, pozycji kolekcjonerskiej. BLOÖD DŰSTER z pewnością dochrapał się rzeszy swoich zwolenników, którym ta pozycja zrobi dobrze, a szczególnie tym, co to Australijczyków zaczęli łykać, dopiero w ostatnim czasie, kiedy to stare pozycje zespołu, są już z wiadomych przyczyn nieosiągalne. Co można napisać o tym stuffie? Bez wątpienia broni się pełną gębą, i ciągle potrafi narobić poważnych szkód na zdrowiu potencjalnego słuchacza. BLOÖD DŰSTER prze do przodu swoją gore grind death'ową machinę, a materiał z tego demosa, spokojnie trafia tam gdzie powinien. Jest krótko, ale treściwie. "Menstrual Soup" powinien trafić w łapska tych, którym mokro się robi w obecności GENERAL SURGERY, czy choćby starego CARCASS. Wszelkie względy merytoryczne niech pozostaną milczeniem, bo takiej muzy, powinno się słuchać namiętnie, zamiast opisywać w lakoniczny sposób hie hie. Zresztą, tak leciwym dźwiękom, należy się szacunek.
| |
-
| |
Skowron
| |
**********************************************
|
|
ABRASIVE
"Devotion"
Nice To Eat You Rec
Przyznam, że jestem pod wrażeniem postępu, jakiego dokonał ten band na swoim najnowszym materiale. Już wcześniejsze mini "Desire" trafiło do mnie w pozytywny sposób, choć reakcje na tamten stuff, były raczej wyraźnie podzielone. Ale "Desire" miało mniej wyrazisty charakter, było bardziej zachowawcze w porównaniu z "Devotion", i bardziej słyszalne, bardziej wyczuwalne piętno pozostawił na tamtych nagraniach duch czasów minionych. Pewne elementy powiedzmy sobie old school'a, można zauważyć i tym razem, co jest swoistym parametrem stylu, z jakim ABRASIVE chce być po części kojarzony, jak i stylu w jakim Ralf Köhler (głównodowodzący tym brutalnym aktem) zawsze płodzi swoje riffy. Tym razem jednak, Niemcy są bardziej US, niż miało to miejsce do tej pory. Katowanie się krążkami wielkiego SUFFOCATION, wzięło na "Devotion" górę. To combo wypluło z siebie kawał chorego draństwa, że już o agresorze jakiego ta ekipa podłapała nie wspomnę. Brutalny death metal, któremu całkiem nie daleko do team'ów z Unique Leader. Blasty, świetna praca basu, gdzie chwilami jego partie sprawiają wrażenie smyczy, trzymającej resztę w ryzach, a i gitarnicy się nie wyłamują, rzeźbiąc ostro, przy jednoczesny serwowaniu kolejnych złamańców. Od strony technicznej, to wyraźnie ABRASIVE przysiadło swoje fałdy w sali prób, męcząc materiał zanim nawiedzili studio. Na koniec zostawiam sobie kwestię wokali, nad którymi można chwilę popiać w pozytywach, bo gardłowi wykonali na "Devotion" solidną robotę, niemal bawiąc się barwami, bardzo dobrze wpasowując je w ciężkie granie. So stay tuned, and be prepared to get fucked by brutality!!!
|
bralf@semendemon.de -
www.semendemon.de
| |
Gnom
|
**********************************************
|

WIZARDS' HYMN "The Call From The Unknown"
CD 2004
"The Call From The Unknown" jest trzecim
materiałem japońskiej grupy heavy metalowców, na czele której stoi kobietka - Kimiko
Shirao. Tym razem materiał zawiera 2 utwory, muzycznie podążające utartym już szlakiem
przez zespół. Specjalnością zespołu jest bardzo miły dla ucha heavy metal, charakteryzujący
się słodkim (chyba za sprawą słodkiego śpiewu Kimiko), baśniowym i nostalgicznym
klimatem, ozdobionym mnóstwem mistrzowskich gitarowych i klawiszowych partii. Kompozycje
poza wieloma wokalno-gitarowo-klawiszowymi melodiami zawierają dość ciężkie, czyli
heavy metalowe i dynamiczne frazy, bazujące na tłumionych, energicznych riffach oraz
dynamicznej pracy sekcji rytmicznej. Całość tworzy połączenie odpowiednio dozowanej
metalowej agresji z tajemniczą nostalgią, czasem melancholią i muzyką klasyczną.
WIZARDS' HYMN muzyczne inspiracje zdecydowanie czerpie z takich kapel jak HAMMERFALL
czy STRATOVARIUS.
|
wizards-hymn@mbm.nifty.com -
www.sound.jp/wizards-hymn
| |
Gnom
|
**********************************************
|

VAVEYLA "Abandoned Like A Lighthouse"
CD 2004
VAVEYLA pochodzi z Turcji. Zespół tworzą:
Eren Tanis - gitary i wokale, Aybars Turan - gitary, chórki i Darbuka (???), Kutay
Vardar - bass i Darbuka (nie mam pojęcia co to jest) oraz Erdine Yilmaz - perkusja
i talerze. Materiał składa się aż z 15 doom metalowych utworów, nasyconych wpływami
muzyki tureckiej. Utwory zawierają sporą ilość czystych gitarowych pasaży przeplatanych
zfuzowanymi riffami i melodiami podążającymi mozolnym tempem, co podkreśla spokojna
praca perkusisty, który nadaje czasami całości rozpędu, ale nie za wiele. (Poza tym
pałker musi jeszcze trochę popracować nad swoją grą). Natomiast partie wokalne tworzą
czyste śpiewane frazy (których właściciel również powinien więcej nad nimi popracować)
lub blackowe wokalizy, czy nawet growlingowe partie, które sprawiają, że dany fragment
jest bardziej dynamiczny i cięższy. Dodatkowym uzupełnieniem są rozbudowane partie
gitary basowej (która miejscami nawet ciekawie miesza, przez co urozmaica monotonny
repertuar) oraz rytmy wystukiwane na bongosach (może to są Darbuka), które wraz z
melodiami utrzymanymi w orientalnych skalach tworzą właśnie orientalny ale mroczny
i melancholijny klimat. Niektóre mocniejsze frazy przypominają mi materiały demo
takich kapel jak TIAMAT czy MOONSPELL .Całość czasami zaczyna wydawać się nudna,
gdyż za rzadko pojawiają się mocniejsze uderzenia, a przede wszystkim za rzadko
pojawiają się wokalne partie, brzmienie zfuzowanych gitar należałoby poprawić (ale
myślę, że to kwestia sprzętu). Poza tym koncept jest dobry - połączenie ciężkiej
nuty z folkiem tureckim - Należałoby popracować nad aranżacjami, dodać więcej przyśpieszeń,
mocniejszych partii wokalnych i poprawić brzmienie całości.
|
eren_tanis@yahoo.com -
www.vaveyla.com
| |
Gnom
|
**********************************************
|

TYRANT "Grimoires"
Word Chaos Production
CD 2005
Kraj Kwitnącej Wiśni ciekawił mnie już
od dzieciństwa… Zen, sztuki walki, kultura, filmy, no i oczywiście muzyka… Taiko
Drums, Shakuhachi, Kitaro… a ostatnio od kilku miesięcy upajam się japońskim metalem.
Większość japońskich kapel, jakie słuchałem było spod szyldu heavy metalu i w większości
kapel w zespole była kobieta. Podobnie i w TYRANT jest kobieta (mroczna Ayumi - klawisze;
oraz panowie: Keisuke - wokale; Z3 - gitary i wokale; Masato - bas; dodatkowym muzykiem
jest Toshiya Nakamura - perkusja). Ale TYRANT, muzycznie oscyluje zupełnie w innej
metalowej konwencji… Ich trzeci album "Grimoires" to 12 utworów opartych na symfoniczno
black metalowych patentach w stylu DIMMU BORGIR i CRADLE OF FILTH… czyli mroczny,
brutalny, bluźnierczy a zarazem bardzo melodyjny i melancholijny black metal ze sporymi
wpływami muzyki klasycznej, co chociażby słychać między innymi w utworze "Fallen Angel
Of Plague" (motyw z Moonlight Piano Beethovena). Zespół istnieje już od 1994 roku,
więc kolesie mają dosyć spory staż muzyczny, co słychać na "Grimoires". Utwory cechują
się ogromnym bogactwem tematów - od ostrego, totalnie wściekłego black metalu po
przez ciężkie i wolne, melancholijne lub mroczne rejony metalowej muzyki aż do ambientowo
symfonicznych dworsko-klasycznych motywów. W niektórych momentach wyraźnie słychać
wpływy heavy, death czy doom metalu. Oczywiście podstawę muzyki tworzą ciężkie, z
reguły szybkie riffy, blackowy scream oraz bardzo rozbudowane melodyjne klawiszowe
partie osadzone w szybkich tempach, co podkreśla bardzo dynamiczna praca perkusji.
Uzupełnieniem wszystkiego są spore ilości melodyjnych lub ostrych solówek, wokalne
frazy oraz melodeklamacje (osadzone w obniżonej tonacji). Całość nasycona jest głębokim
mrokiem, wściekłością jak i melancholią. Materiał jest profesjonalnie wydany i naprawdę
dobry. Uważam, że Japończycy w niczym nie ustępują wyżej wymienionym europejskim
bandom.
|
katyr@ve.netyou.jp -
www.tyrant.jp
| |
Gnom
|
**********************************************
|

ALGOL/SHROUD OF DESPONDENCY
"Whispers From An Empty Room"
Paragon rec.
Stany Zjednoczonej Kukurydzy za sprawą niejakiego Dominiusa (bliżej znanego z działalności w DIMENTIANON) po raz... Właściwie ja nie o tym miałem pisać! Dostałem składaka, na którym znajdują się powyżej wymienione formacje. Takowy ALGOL na swojej połówce prezentuje niby zwykły black metal. Ino, że ten ich black z czasem zaczyna się robić coraz bardziej poschizowany... A u mnie już od kilku miechów pustki w barku! Krótko pisząc jestem w domu, wszak lubię taką muzę, która jest miejscami dosyć melodyjna, wymowna i raczej nie pozostawia wiele złudzeń na temat preferencji panów z kapeli. Coś tak mi szumi w uchu na modłę skandynawską. Może w kawałku "To Sin Is Immortality" zalatuje odrobinę banałem, ale dzięki Stwórcy mało tego czuć! Aczkolwiek tak poza tym jest to 100% czarcia polewka za pierwszym razem tak ALGOL nie wchodził gładko... SHORUD OF DESPONDENCY to już inna bajka stworzona przez jednego typka znanego w środowisku lokalnym Michigan jako Rory Heikkila. Oj ten to
potrafi zdołować człeka! Naparza... Może za mocne słowo... Uderza w struny, perkę i kto go wie, co jeszcze z prędkością staruszka o dwóch kulach! Ochrzcił to wszystko jako depresyjny black i ma chłopina rację ino, że przez tą zabójczą prędkość dorzuciłbym sam od siebie określenie "doom". Osłucham się tego tworka i co ja zrobię jak nie przyjdzie kolega z butelachą?! Mordeczka się haha, bo taki SHORUD OF DESPONDENCY dobija mnie swoimi nieokrzesanym chaosem dźwięków, chociaż są one poukładane w zespoloną całość... No jakby nie patrzyć to taki Paragon rec.
wie co wydawać!
|
Paragon rec.; P.O. Box 354; Commack NY 11725; USA
| |
www.paragonrecords.net
| |
Artur
|
**********************************************
|
TRIOXIA
"Flames Of Prophecy"
Independent/Risestar prom.
Hewiki z Włoch dają znać o sobie za pośrednictwem Risestar z Kolumbi. To się nazywa podróż za jeden uśmiech! Czyżby nikt na starym lądzie nie chciał zainteresować się bliżej formacją, że musiała pokonać dwa razy wielka wodę, aby trafić do mnie? Pół godziny materiału powinno odpowiedzieć na nurtujące mnie pytanie. Jak na dzisiejszy dzień to jest to nieudolna kopia MANOWAR, nie dość że strasznie senne to i takie jakieś bez życia, ikry, werwy, energii! Straszelnie przesiąknięte tęsknotą za czymś utraconym... łzawe do bólu... Nie wiem, co napisać? Makarony żyją świetnością Imperium Rzymskiego, czy też złudnymi czasami pana Benito?! Co prawda technicznie są nienaganni, ale cały czas czegoś im brakuje... Kurwa chyba się popłaczę razem z Kron'em. Jeszcze te popowe wstawki - Eurowizja 2004, czy co! Mieć sprzęt, kasę na studio i spłodzić coś takiego to w pewnym stopniu powód do wstydu... Nie wiem, ale ja inaczej pojmuję heavy metal...
Gdybym był 10 lat młodszy i stanu wolnego, pewnie trafiłby "Flames Of Prophecy" w moje gusta z powodu zawodu miłosnego, a tak to długo poleżą zanim sprawdzę swoją cierpliwość. "Hand Of Revenge" jest tym co lubię w takiej muzie, a i tak zmieniłbym wokal. Już po kredkach, wszedł keys i jest dyskotekowo! Nawet nie podali kto sesyjnie w niego uderzał...
Idę to drukować i wklejać w zina!!!!
|
| |
ale@alessandrojacobi.com -
www.trioxia.com
| |
Artur
|
**********************************************
|
CARRIER FLUX
"In Waste"
Black Lotus rec.
Czarny Lotos wypuszcza dziwne twory, aczkolwiek wszystkie oscylują wokół szeroko pojętego rocka. Tym razem przyszło mi się zmierzyć z CARRIER FIX. Zespół a raczej jednoosobowy projekt pochodzi z Hameryki i powstał gdzieś w drugiej połowie lat 90-tych. Jeff Phillips, bo tak zowie się twórca owego zamieszania, komponuje emocjonalno-brutalny melanż gotyku i black metalu. Jeżeli tak ma wyglądać, a raczej brzmieć hybryda obu stylów, to ja wysiadam na najbliższej stacji met! Gdzie są te owe brutalne dźwięki ja się pytam? Emocji jest owszem aż nadmiar, ale jest to raczej uczucie znużenia! Nic to poczekam, może dalej będzie ciekawiej, wszak dopiero minęło 6 z 11 kawałków. Odnosi się wrażenie, że Jeff zrobił mały eksperyment muzyczny, a nóż widelec się uda i ktoś to kupi? Na razie kupili to grecy, a kto wie, czy nie plują sobie teraz w brodę? Jeśli poprzednie materiały CARRIER FLUX były w tym samym stylu... A na początku był to agresywny death metal z czystym wokalem...
To tylko pogratulować oryginalności pomysłów i smykałki do komponowania! Nie wiem, co mam jeszcze napisać? W bio plecie ktoś, że Jeff się rozwija muzycznie, ale ja tego nie słyszę! Jedyny plus "In Waste"
jest taki, że grać to on potrafi ino z resztą gorzej.
|
Black Lotus rec.; Poleos 72; 17235 Himittos; Athens; Greece
| |
invaders@otenet.gr -
www.black-lotus-recs.com
| |
Artur
|
**********************************************
|
|
HOLLOW SIGN
"Cienie"
Bomber prom.
Dawno dawno temu, za lasami za górami... No może z tymi górami to drobna przesada... Rzępoliła sobie kapelka o nazwie ASSHOLE i to by było tyle względem początków HOLLOW SIGN... Jak było kiedyś to nawet najstarsi Indianie niewiedzą a teraz nie powiem miła dla uszka muzyczka zamknięta w 11 kawałkach. Jedzie starymi heavy-hard rockowymi nawykami bez zbędnego kombinowania, co by tu jeszcze dodać. I może przez to całość "Cienie" jest na jedno kopyto, ale zaznaczam, że akurat to mi nie przeszkadza. Trochę się zagalopowałem, bo taki weźmy na to "Za Każdy Grzech" jest cholernie skoczny, przez co odbiega od ogółu. Jeśli ktoś lubi odrobinę klasyki nie powinien mieć oporów przed sięgnięciem po ten krążek. Liryki po naszemu (dzięki czemu znam ich treść), wydobyte z głębokiego wyrazistego gardła. Ciężkie wiosełka, rytmiczna perkusja i w pewnym sensie podjeżdża mi to trochę blusem. Ot coś dla ludzi wielbiących T.S.A. i tego pokroju kapel. Przez track number 4 to i SWEET NOISE
usłyszałem. Dziwne, że z taką muzyką, jaką prezentuje HOLLOW SIGN zapoznałem się dopiero za pośrednictwem edytora BOMBERA... Czyżby nasze media niebyły zainteresowane tak melodyjnymi i nastrojowymi produktami? Nie mój cyrk to i nie moje zmartwienie - mnie to pasi -
wy sobie sprawdźcie!
|
| |
hollowsign@o2.pl -
www.hollow-sign.metal.pl
| |
Artur
|
**********************************************
|
|
NOMAD
"Demonic Verses"
Baphomet rec/Red Stream inc.
Nawet ostatnio się zastanawiałem, co tam panie dzieju słychać w stolicy płytek ceramicznych? Coś tam kum za miedzy mówił, że ETHYLEN, to kiedyś był a teraz go nie ma... A o NOMAD to już z roczek cały nie słyszał... Biedny to zespół, bo i niedoceniony w naszym kraju! Co wyda materiał to nikt go nie chce wziąć pod swoje skrzydła, a jak już to uczyni to plajtuje - fatum jakieś czy co? A przecież ci pustynni wędrowcy dalej klepią tego swojego death metala, co to go się nauczyli grać kilka lat wstecz. Żeby tak wiało nudą na "Demonic Verses" to bym jeszcze zrozumiał. Ino tak nie jest! Naparzają ten swój śmierci metal aż iskry lecą z głośników... Lata pracy i wyrzeczeń zrobiły lub robią swoje... Nie wiem czy coś się zmieniło w składzie, ale na mój niuch to lider jest ten sam od początku. Gramy tak jak JA każę, albo wypad z mojej piaskownicy! I właśnie przez takie podejście są efekty i to bardzo słyszalne. Nie rozumiem, co im brakuje, że dalej się tak błąkają na obczyźnie?
Kill You na dzień dobry, Kill You na dobranoc! To mówiłem JA - zwykły fan metalu!
|
Maciej Kaczorowski; Batorego 1/13; 26-300 Opoczno; Poland
| |
b_abyss@interia.pl -
www.abyss.opoczno.net
| |
www.nomad-band.com
Artur
|
**********************************************
|
|
BLOODSHED
"Warped In The Macabre"
Snakebite Prod
Fuck! Coś mi się przetoczyło przez mieszkanie, zostawiając po sobie pokaźny rozpierdziel. Fuck! Już po wprawdzie krótki intro, można było się spodziewać, że budzi się bestia. I w istocie, brutal death metalowej masakrze, nie ma na tym mini końca. Pięć następujących kolejno utworów, to ultra ciężki i chory stuff, inspirowany wyraźnie rzeźnikami zza wielkiej wody, z grind'ującymi elementami. Zabijające tempa, cholernie ponury i głęboki voice, i nawałnica gniotących, okrutnych gitar. Intensywne grzanie, w hołdzie kultu krwi, szaleństwa i mroku rodem ze scen filmów grozy. Ten band, to jeszcze jedno zaskakujące odkrycie francuskiej sceny. Może nie najbardziej odkrywczy w swojej twórczości, ale nieprzewidywalni, i mający w sobie siłę i moc buldożera. Konieczność dla wyznawców DYING FETUS, DEEDS OF FLESH czy amerykańskiego DISGORGE. Nic więcej w tej chwili nie powiem, bo duży album tuż tuż, i trzeba zacząć się uzbrajać w twardą dupę, by następnym razem, tak mocno nie bolało.
|
-
| |
Skowron
|
**********************************************
|
|
PURGATORY
"Luciferianism"
Animate Rec
Ten band, dochrapał się już w pewnym sensie, kultowego statusu na scenie niemieckiej. W istocie, mają już kilkanaście wiosen na karku, nagrali kilka dużych krążków i innego stuffu, żadne z nich młodziki, i jeszcze się im chce napieprzać śmierć metal. Od ostatniego wydanego długograja, minęły już okrąglutkie cztery lata, nawet ze sporym hakiem, i PURGATORY znowu daje o sobie znać, uderzając karzącym niewiernych albumem o wdzięcznym tytule "Luciferianism". Zaiste, mocna to rzecz, mimo iż w kilku momentach można pokusić się o stwierdzenie, że Niemcy mają dobrze osłuchanego VADER'a z czasów "Sothis" czy "De Produndis". Czy inspirowali się polskim mordercą? Chyba najlepiej wiedzą sami zainteresowani, co jednak nie podważa faktu, że spłodzili solidnego, nie naginającego karku bękarta. PURGATORY soli mocno i brutalnie, ale nie stronią od wyważonej melodyki, kombinowania, rzeźbienia w hałasie. Już na wstępie trzeba stawić czoła morderczym tempom, pożerającym wszystko dookoła, łapczywym jęzorom ognia, ciosom nie do zatrzymania, zadawanym z impetem i cholerną furią. Bębny, to miejscami jeden wielki wybuch, niczym młot z upodobaniem uderzający w czaszkę. Z pewnością, nie bagatelną rolę w tym całym zamieszaniu, odgrywa basista, który jak piroman, dolewa oliwy do i tak nie małego pożaru, wprawiając swój instrument w odpowiednie pulsacje, a i siła rażenia, przybiera na skali. Zagęszczone riffy, miło trzeszczące wiosła, i niczego sobie, zwierzęcy głos Sick'a. Soniczny kataklizm, to priorytet dla tego kwartetu, choć Niemcy nie wzbraniają się przed zmianami na tempach, zapuszczając się w średnio szybkie rejony. Ten krążek, jest również w pewnym sensie chimeryczny z dziwnymi inklinacjami i trochę nietypowymi jak dla death metalu wpływami. Całość, to jak najbardziej tchnienie kostuchy, które PYRGATORY chłonie jak gąbka wodę. Z chirurgiczną precyzją cięte metalowe mięso ręką wężowatego stwórcy, które wszystkim polecam.
|
-
| |
Skowron
|
**********************************************
|
|
GOMORY
"Destruction & Misery"
Snakebite Prod
Dla mnie osobiście, Francja od niedawna stara się o dołączenie do unii europejskiej, i wcale nie mam tu na myśli, mydlanej solidarności między narodami starego kontynentu he he. Fakt, zawsze w sumie można było dogrzebać się do co najmniej kilku bardzo dobrych załóg - wspomnę choćby MASSACRA, która mnie zawsze rozkładała na łopatki - ale ostatnio chyba dał się wszystkim zauważyć, pewien wysyp wszelkie maści brutalistów, u tych odwiecznych pożeraczy płazów. Być może zaczynam się powtarzać, ale autentyk, jestem pod wrażeniem rozmachu, z jakim tamtejsza scena zaczyna żyć i poziomu "produkowanego" tam hałasu. Zapewne niewielu z was słyszało o takim band'zie jak GOMORY, a uważam to za rzecz do jak najszybszego nadrobienia. W tym zespole jest więcej zalet niż wad, i nie jest to bynajmniej czcze gadanie. Brutalny death metal, z wyraźnym błogosławieństwem thrash metalu. GOMORY to tylko dwóch koleżków, którzy spikneli się zaledwie kilka lat temu, a już na "Destruction & Misery", który jak się dobrze doczytałem, jest ich zupełnym debiutem pod tym szyldem, robią niemałe zamieszanie. Mnie ta ekipa zaskoczyła mocno, i bardzo "in plus". Zarzucają mordercze struktury, co chwila serwują łamańce, nie stronią od melodyki - nie mającej notabene nic wspólnego z lukrem - katują tempami, łamią kości w miażdżących zwolnieniach, świetne opanowanie instrumentarium, to już zupełny dodatek hie hie, mocne pomysły i brzmienie, które jest całkiem potężne. "Destruction & Misery" to ciężki, brutalny, ale też mimo że przemyślany, to i szalony materiał. A wszystko to zmontowane i podane tak, że aż się prosi, o dawkowanie w większych ilościach. Już dziś chylę czoła i czekam na więcej takiej karmy dla moich skatowanych uszu. Brawo panowie!!!
|
nakebiteprod@free.fr -
www.snakebiteprod.com
| |
Skowron
|
**********************************************
|
|
TENEBROSUS
"Lost And Forgotten"
Metal Mind Rec
Nowy album diabłów ze Świnoujścia, w zasadzie nie przynosi niczego innego, niż dane nam było usłyszeć w ich wykonaniu do dnia dzisiejszego. Siarczysty black metal, pełen wszelkiej maści diabelstwa, szczypiącej siary, bluźnierstwa i wściekle szybkiej muzy. Ciągle w ich własnych dźwiękach, pobrzmiewają echa wyraźnych inspiracji DARK FUNERAL jak i w nieco mniejszym stopniu MARDUK. A może taki miks, ma być zarzewiem, ich własnego, TENEBROSUS'owskiego stylu?! A może jeszcze wiele rozgrzanej smoły w piekle się przeleje, zanim ten band złapie właściwy wiatr w żagle, i nie pora jeszcze na to, co zwie się oryginalnością?! Mi te wszystkie zbieżności w sumie nie przeszkadzają znacząco dopóty, dopóki to co robią, robią dobrze, nie czyniąc z tego bezużytecznej groteski. Będąc szczerym, to nie spodziewałem się po tej hordzie daleko idących innowacji w ich sztuce, rozpasanych klawiszy, czy teatralnego, orkiestralnego grania. Pewnie bym się mocno zdziwił, gdybym zamiast siarczystej młócki, zastał na "Lost And Forgotten" zupełnie przemeblowany twór. Właściwego grania, jest tu 20-ścia parę minut, a potem tylko pada deszcz podciągając cały album pod 40-chę. Wyraźnym plusem tego krążka, jest mocniejsze brzmienie, przez co kilkakrotnie, można poczuć rozgrzany gwóźdź, wdzierający się z niepohamowaną siłą przez skroń do mózgowia. TENEBROSUS nie ściemnia, nie owija w bawełnę. Ich muza ma lutować od pierwszych taktów w ryj i tak zaiste jest. Można ich nie lubić, ale posłuchać warto.
|
-
| |
Skowron
| |
**********************************************
|
|
MATHYR
"Mandraenken"
Animate Rec
Ten band muzycznie, jest wyraźną hybrydą śmierć metalu i czarnej polewki, z dopieszczaniem od strony thrash'owego łomotu. Na "Mandraenken" teraźniejszość ściera się jakby w swoisty sposób z przeszłością. Wyraźnie słyszalne są inspiracje dokonaniami współczesnej sceny metalowej, a nawet wiodą one tu zdecydowany prym - styl pisanych piosenek i dzisiejsze techniki pracy podczas nagrywania w studio - jednak pobrzmiewa na tym krążku forma estetyki, z której znane są chociażby KREATOR, SLAYER czy DESTRUCTION. Nie jest to może drastycznie wyraźne nawiązanie do old school'a, ale stary duch metalowego jazgotu, pałęta się po tym krążku, jak ból po kościach. MATHYR trochę kuleje pod względem świeżości, czy oryginalności w ogóle. Z opresji ratuje ich zdecydowanie chęć jak najlepszego zmontowania swoich muzycznych pomysłów do kupy, co wychodzi im nad wyraz rzetelnie i bardzo uczciwie. Na "Mandraenken" ważna jest atmosfera. Śmiertelny zaduch, wchodzi w reakcję z niemały stężeniem siarki w powietrzu. Generalnie death i black metal, uzupełniają się na tej płytce wzajemnie, bez większego zauważalnego gloryfikowania któremuś z tych nurtów muzycznej ekstremy. Najmocniejszym punktem "Mandraenken", są dwa wymieniające się wokale - ponury growl z iście czarcim darciem ryja - gdzie jeden próbuje wyraźnie dokopać drugiemu, przez co zdrowo mieszają na krążku, a same utwory zyskują na zróżnicowaniu i atrakcyjności słuchowej. Nie ma to jednak nic wspólnego z teatralnością, bardziej z próbą sił, lecz zamierzoną. Warsztat muzyczny całkiem niczego sobie, tyle że praca poszczególnych instrumentów, riffy etc., co chwila przywodzą na myśl kolejne szyldy załóg, które już coś osiągnęły na niwie metalu. Jest w dokonaniach MATHYR pewna jakość, ale kołysze się ona na nie wytarowanej wadze, przez co nie da się zasmakować konkretnie w dźwiękach tego zespołu. Dobre brzmienie, mocna dynamika, tyle że przydałoby się kaleczyć tą muzą, a tym czasem, MATHYR tylko szczypie.
|
-
| |
Skowron
|
**********************************************
|

ANALOG "Analogia"
Yellow Flower
CD 2004
ANALOG po raz pierwszy usłyszałem w TV…
Utwór "Rabbits On The Grass" wstrząsnął mną niesamowicie!!! Po prostu totalny odlot!!!
Połączenie hinduskiego folkloru i brytyjskich intonacji z potęgą nu metalu!!!...
Sitar… bongosy… zsamplowane piszczałki… folkowy śpiew charyzmatycznej Moniki… i nagłe
uderzenie ciężkich nu metalowych fraz i elektronicznych sampli… wściekłość i ekspresja,
mrok i melancholia... Niesamowita energia bije z tego utworu!!! Właśnie ten jeden
utwór skłonił mnie do zapoznania się z całym materiałem… Ogólnie aranżacje są niesamowicie
urozmaicone, tworząc profesjonalnie zmiksowany twór, który mocno rozszerza ramy i
tak szeroko pojętego rocka, zawierającego wiele naleciałości innych gatunków muzycznych….
Znajdziemy tutaj sporą dawkę różnorodnych folkowych wpływów (od Polski i Ukrainy,
przez Wyspy Brytyjskie aż do Indii czy z innych rejonów świata) pod postacią motywów
charakterystycznych dla danych regionów, typu ukraińskie czy brytyjskie intonacje
lub linie melodyczne…, sitar, tabla, piszczałki, skrzypce czy też bongosy. Kolejną
ornamentykę stanowią elektroniczne smaczki tworzone przez różnorodne sample i loopy.
Z bardziej konwencjonalnych form muzycznych znajdziemy sporą dawkę nu metalowych
lub wręcz gotyckich patentów czy też popowych naleciałości. Można śmiało powiedzieć,
że prawie każdy utwór cechuje się odmienną melodyką, stylistyką i klimatem - od głębokiego
mroku, chłodu, nostalgii, melancholii po zamierzony infantylizm czy idylliczność.
Liryki osadzone są w polsko-angielskiej oprawie. Mimo wszystko całość jest koherentna
i zdecydowanie dla ludzi otwartych na wszelkie innowacje.
|
menago_delight@o2.pl -
http://www.analog.art.pl
| |
Gnom
|
**********************************************
|
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |