DELIGHT "Od nowa"

Metal Mind Records
CD 2004

Materiał "Od nowa" jest czwartym wydawnictwem zespołu, który pnie się coraz wyżej. A przemawia za tym między innymi fakt, iż zespół podpisał kontrakt z Roadrunner Records…. Kompozycja składa się z 11 polskojęzycznych utworów oscylujących pomiędzy gotyckim rockiem a nu metalem z widocznymi zabarwieniami elektroniką pod postacią sampli i loopów. Oczywiście wokalną stronę dźwięcznie reprezentuje Paula, której delikatny i czasami lekko zadziorny lub przesterowany sposób śpiewania wprowadza wiele nostalgii, melancholii i kobiecej energii pomiędzy ciężko brzmiące, nisko strojone gitary. Nu metalowa specyfika gitar, ich aranżacje i potężne partie perkusji oraz klawiszowo-elektroniczne motywy tworzą ciężki, mroczny czasem chłodny klimat. Każdy utwór zawiera sporą dawkę emocji od agresji po dominującą wspomnianą wcześniej melancholię i nostalgię. Dynamika poszczególnych utworów jest dość zróżnicowana, chociaż przeważają średnie tempa, ale nie brakuje również dosyć ostrych fraz czy ballad. Zespół na materiale "Od nowa" wyraźnie podąża podobną drogą co EVANESENCE czy też MILCZENIE OWIEC.

menago_delight@o2.pl - http://www.delight.art.pl

Gnom

**********************************************

SERPENTIA
"Nails Enigma"
Metal Mind Rec

Moje oczekiwania względem tego zespołu, były zgoła odmienne od tego, co mogłem usłyszeć na ich najnowszej produkcji. Być może nie potrzebnie, bo żadną tajemnicą jest, że Chriser i spółka, generalnie od początku próbowali eksplorować tematy śmiałe, nie ograniczając się, właściwie nie przywiązując się na stałe do jednej stylistyki w tym całym, metalowym graniu. Jednak zawsze jest jakieś ale. Spodziewałem się raczej kontynuacji "Dark Fields Of Pain", na pewno odważnej, jednak jakby wiążącej następujące po sobie albumy. Tymczasem, jest inaczej, a przynajmniej ja to tak odbieram. Godziny cierpienia, które można sobie było zafundować za sprawą debiutanckiego długograja, dzisiaj generalnie nie mają racji bytu, a pola bólu stały się bardziej jałowe, i spowija je większy, mroczny klimat. Przyznam, iż otwierający ten krążek instrumentalny "Icons Of Youth Death" na chwilę przyostrzył mój apetyt na zawartość "Nails Enigma", bo w miarę upływających sekund, rozkręcał się powoli, przybierając całkiem ciekawą formę. Jednak jedna jaskółka wiosny nie czyni, i pojawiły się już tylko mieszane uczucia. Sporo w ich graniu kombinowania, jakby zlewania w jeden element, rozrzuconych w przestrzeni muzycznej klocków, zaczerpniętych z zupełnie odmiennych sobie muzycznych układanek. Czy jest to krążek wymagający większego posiedzenia od potencjalnego słuchacza? Poniekąd tak, ale po kilku przesłuchaniach, w zasadzie nie ma problema. Czasem zerwą się do bardziej morderczej jazdy, w eter polecą ciężkie, masywne riffy, czy bardziej wbijające w glebę gary. Jednak to są tylko pierwiastki brutalności, a resztę wypełniają odpowiednie dla SERPENTIA emocje, klimat, i melodyjne linie. Nie wykluczone, że mogę nie rozumieć idei "Nails Enigma", i muza z tej płytki, trafia na mieliznę moich szarych zwoi mózgowych skąd dalej ani rusz, dlatego oddam ten album waszej własnej, subiektywnej opinii.

-

Skowron

**********************************************

DEFORMED
"Project Torture 005"
Deformeathing Prod/Skull Fucked Prod

Nie ma bata, kamieniem w ten band na pewno nie rzucę. W końcu od zajebania czasu wyczekiwałem na ten krążek, i nie ma mowy, abym się zawiódł. Chciałem, to mam. Soniczny wpierdol na maksa! Przyznam szczerze, że często zastanawiałem się, jaki będzie nowy stuff DEFORMED? Nie nie, co do stylistyki, drążonego przez załogę z Suchej Beskidzkiej tematu muzycznego mordu, w sumie żadnych wątpliwości nie miałem - choć czasem zdarzają się wypadki przy pracy. Cholernie chciałem wiedzieć, jak to będzie wyglądać całościowo, i czy przypadkiem skazany wielokrotnym, prawomocnym wyrokiem na zabijanie dźwiękiem aż do zdechu hie hie, niejaki Wojciech L., i jego równie "zwichrowana" załoga, nie popadli przypadkiem w marazm, wtórnego podążania za własnym, w pewien sposób sukcesem - mowa o bardzo dobrym przyjęciu "Everything Is A Fun Torture". Dzisiaj już wiem, że "Project Torture 005" potrafi być sprawcą spotkania z glebą w systemie "full contact", tyle że z miejsca zaznaczam, iż nie jest to płytka dla pierwszej z brzegu metalowej główki, tylko dla notorycznych smakoszy ropotoku i innej zgnilizny. DEFORMED wyrzygali z siebie bardzo gęsty materiał, chory jak zawsze, do tego zróżnicowany, pojechany i co ważne, z bardzo dobrym, mocnym brzmieniem, bez którego, całe te grind'owe imadło, nie miałoby pewnie aż takiej siły niszczenia. A tak, kruszy czaszkę bez zająknięcia! "Teraz sam jestem dziadkiem, więc cóż mógłbym dać swoim wnuczkom, jak nie moje ulubione.... "Project Torture 005" he he". A tak na poważnie, dzieci trzymajcie od nich z daleka hie hie. Oprócz fonii, jest tu trochę stuffu z serii, jak to się robi na Obscene Extreme w formie video, jak i trochę fotek przyłapanych na gorącym uczynku, tych "zbrodniarzy". A więc "endżoj" i smakować to ścierwo!!!

Deformeathing Prod; P.O.Box 15; 34-200 Sucha Beskidzka; Poland

deformed@wp.pl - www.deformed.metal.pl

Skowron

**********************************************

VEDONIST / BRAINWASHED
"The First Damage"
Old Temple

Co prawdaż gdzieś dalej jest kompletna recka VEDONIST tak jak wywiad z grupą zaraz na początku, ale autorem tamtych wypocin jest mój braciak. On ma troszeczkę inne spojrzenie na świat. W takim wypadku ograniczę się tylko do kilku zdań.... Jakby wszystkie pozostałe recki były dłuszcze od tej... Mam taki niewielki problem z VEDONIST, bo chciałbym zaklasyfikować ich do samego thrash metalu a tutaj nie mogę, bo bliżej im do defiora... Wszystko jest cacy, piękne, solóweczki jak się patrzy. Kapela po prostu porywa swoją muzyką, dopóki ktoś tam nie zacznie wyciągać normalnych partii wokalnych. Od razu mam zamiar wstać i wyłączyć krążek. Chcecie to poszukajcie obszerniejszej recki na 98 stronie... Jednak VEDONIST ma tyle do thrashu, co ja do osobnika po 5-letnim technikum - tak sobie uzmysłowiłem podczas słuchania BRAINWASHED. Oj tutaj już mamy śmietnik pełną gębą!!! Chropowato, agresywne naparzanie coś jakby wypadkowa TESTAMENT i EXODUS. Może nie jest to ten thrashowy dryl, który uwielbiam, ale nie mam już nieodpartej pokusy przyciśnięcia (jak powyżej) znaku STOP. Zresztą jest to muza z krwi i kości, którą się słuchało, słucha i słuchać będzie... Choćby się miało niebo zwalić nam na głowy! A tak na poważnie to jestem pozytywnie nastawiony do wszelkich przejaw twórczości BRAINWASHED o ile nadal będą podążać w tym kierunku co na "Brain Damage".

Old Temple; Chełmińska 108 D/40; 86-300 Grudziądz; Poland

old@oldtemple.com - www.oldtemple.com

Artur

**********************************************

FAUST
"Misantropic Supremancy"
CD'05

Taki FAUST dwa razy zawitał pod moją strzechę i za każdym razem robił niezłą niespodziankę. Ów krążek, który teraz słucham (nie pamiętam, który już raz) wyłamuje się pod każdym względem z wszelkich zasad logiki… Oczywiście mojej logiki. Sądziłem, że będę miał do czynienia z kontynuacją 2 demówki, ba nawet mój Guru tak myślał! Obaj zmierzyliśmy się z "Misantropic Supremancy" z tą różnicą, iż ja doskonale wiedziałem, kogo słuchamy. Lutek po pierwszych 20 minutach zapytał z bojaźnią w głosie "Czy to ten sam zespół?". Bo jakże mogą być to ci sami ludzie skoro muzycznie rozstrzeleni stylistycznie są od hard rocka po kanony death metalu. Melodyjnie, agresywnie z odpowiednią dozą progresji, masakrują co się da po drodze! Mógłbym napisać, że nie ma zmiłuj, ale tak po prostu wygląda muzyczna ewolucja. Nie ma tu miejsca na zbędne smucenie! Tutaj po prostu gra się swoje. Przygniata masywnym brzmieniem. Wszystko jest odpowiednio synchronizowane, dopięte na ostatni guzik. FAUST z materiału na materiał cholernie uzależnia. Jedyny mankament to przeróbka DESTROYERS "Noc Królowej Żądzy" - oj nie tak sobie to wyobrażałem panowie, nie tak! Widać zatwardziały ze mnie piernik, czasami zamknięty w swojej skorupie na wszelkie odmiany, przemiany, zamiany i kto wie, na co jeszcze. Szkoda, że zapodziałem gdzieś normalny adres i będziecie się musieli fatygować przez internet, ale mówię wam, że warto!

www.faust.republika.pl

Artur

**********************************************

COERCION
"Lifework"
Animate Rec

Nie wiem jak wy, ale ja często lałem w gacie jak małe dziecko, kiedy na tapetę się brało doskonałe - dziś już klasyki, majstersztyki gatunku - albumy, powstałe we wczesnych latach 90-tych, gdzieś na szwedzkich ziemiach. Choćby taki "Into The Grave" - stary jak "świat", a ciągle niesie śmierć, sieje spustoszenie, a po ciele, za każdym razem przechodzą mnie ciary, jakbym słyszał ten krążek pierwszy raz. Młode pokolenie metalowej wiary, może sobie jedynie zakupić ten album, by poznać istotę pewnej ery w death metalowym łomocie, ale pewnie nie będą w stanie zrozumieć kuriozum całej sprawy, geniuszu tamtych czasów. Z jednej strony, wcale im się nie dziwie, bo dążenia współczesnej sceny, jej osiągnięcia i założenia, są niemalże diametralnie inne, od możliwości, i często chęci robienia czegoś...głównie dla sprawy. Wczucie się w feeling tamtych dni, graniczy dziś praktycznie z cudem hie hie. Tym bardziej, powinni zakupić sobie i zarzucić nowe cudeńko COERCION, bo "Lifework" jest jak uderzenie pioruna, a jak się orientuję, raczej nie wielu jest szczęśliwców, którym udało się przeżyć pieszczoty z tą potężną energią. Ten kwartet, ciągle pomyka jak za najlepszych czasów szwedzkiej, death metalowej potęgi, która w proch obracała wszystko, co stało im na drodze, pozostawiając pożogę, na ziemiach które nawiedzała. Tylko pięć utworów - dla ścisłości dodam, że to tylko mini, a nie pełny długograj - ale za to takich niszczycieli, że aż miło posłuchać. Żadnego ściemniania, upstrzonego, mega technicznego grania. Tylko maszyna wojenna, którą ciężko powstrzymać. Podobno każdą bestię można zabić. Całkiem możliwe! Jeżeli chodzi o mnie i o COERCION, to wolę zejść im z drogi, prosząc aby mocno nie bili he he!

Skowron

**********************************************

ABOMINATTION
"Doutrine Of False Martyr"
Animate Rec

Nic nie poradzę, że takie granie, jakie uprawia ABOMINATTION, trafia do mnie bez proszenia. Brazylijczycy, w zasadzie nie są w żaden sposób nowatorscy, czy odkrywczy, a oryginalności, to u nich w sumie za grosz się człowiek nie doszuka. Jeżeli w danym momencie nie słychać wyraźnych podobieństw do KRISIUN, to w eter leci masa grania pod MORBID ANGEL, i na odwrót. Poprzedni krążek tej hordy - "Rites Of The Eternal Hate" - pod tym względem wyglądał korzystniej, a przynajmniej, dorzucili na nim więcej od siebie, niż ma to miejsce obecnie. I gdyby pominąć fakt wszelkiej maści podobieństw i mankamentu, jakim jest dość przeciętne brzmienie, to mamy do czynienia z wysokiej klasy, brutalnym death metalem. Diabeł w każdym zakamarku, piekielne wrota otwierają swoje podwoje, a piwniczne plugastwo, garnie się do światła dnia. ABOMINATTION ma w swoich metalowych żyłach, ten tak bardzo charakterystyczny dla tamtego regionu świata temperament, pełen chaosu i jadu, i chwilami kąsają, że aż boli. Technicznie - bez najmniejszego zarzutu, wręcz znakomicie opanowane instrumentarium tortur. Połamany, powykręcany w każdy z możliwych sposobów, spazmatyczny, kombinowany, pieprzony, brutalny death metal. Ultra szybkie partie, zmieniają się z miażdżącymi pochodami. Ja po prostu nie mogę, nie potrafię, nie chcę im posłać zjebki, bo rewelacyjnie mi się ich słucha, choć autentycznie, muszą wzniecić ogień, wywołać burzę, przywołać czarcie moce, by wichry przemian, zreformowały ABOMINATTION w obrębie ich własnego stylu. A pomniejsze uchybienia, to już będzie mały pikuś, do zupełnego wyeliminowania. Kończąc, dla formalności tylko dodam, że "Doutrine Of False Martyr", to płytka pierwotnie wydana w 2001 roku, a teraz odkurzona przez Animate Records, i wytłoczona z dwoma, dodatkowymi bonusami: "Eternity's Defy" oraz "Devastated World".

Animate Records; Walterstal 54; 09599 Freiberg; Germany

animate-records@web.de

Skowron

**********************************************

AGGRESSOR
Demo'05

Jakoś ostatnimi czasami robią come back Dinozaury!!! AGGRESSOR też do nich należy, bo jak inaczej można określić formację, której początki sięgają końcówki lat 80-tych! Oblicze muzyczne nie może być inne jak tylko stary poczciwy death metal, oczywiście utrzymany w klimatach jeszcze z tamtego stulecia... Ile to ja wtedy lat miałem... 15.. 16... Kto to teraz pamięta?! Wielgachna szkoda, że materiał to tylko 4 kawałki... Kurwa czuję niedosyt... 11 minut miazgi, retrospekcji, naparzania w werbelki, centralkę, zapitego growla, czarciego skrzeku. Czuć tą agresję, chęć do łojenia, rytmicznych podjazdów... Nie to, co teraz prezentują, co poniektórzy. Z braku wprawy wymyślają jakieś dziwne deathowe hybrydy. AGGRESSOR grał i gra old death i powinni się tego nurtu trzymać dalej, bo jest mu pisany. ALCOHOLIC NOISE FORMATION w odświeżonym składzie robi to, co lubi i robi to nadzwyczaj dobrze. Oby nie skończyli tak jak kiedyś, a powinno być w dalszym ciągu przyjemnie i to nawet bardzo przyjemnie.

Stanisław Jocz; 3 Maja 76/87; 76-200 Słupsk; Poland

aggressordeath@interia.pl - www.aggressor.go.pl

Artur

**********************************************

PERDITOR
"In Signo Suo"
Ordealis rec.

O ile minie pamięć nie myli to PERDITOR pochodzi z kraju wiatraków, tulipanów i zalegalizowanego obrotu zielem i innymi specyfikami kuchni… Na trzech przedstawicieli, jakich otrzymałem od Ordealis ten jest najgorszy. Nie chodzi mi tutaj, że kompletnie niewiedzą, co czynić z instrumentami ani co mają grać. Tutaj rzecz rozbija się o to, że ten ich black, czy też, black/death jakoś cieniutko wypada w świetle dziennym. Klecą te swoje nutki do kupy, ale jakieś to oklepane. I ten wokal na początku nie przekonuje mnie do nich - ot przyzwoicie zrobiony materiał. Zero polotu - po prostu ktoś krzyknął "jadziem chłopy" no i tak jakoś wyszło. Chociaż od bólu to można nawet i tego słuchać. Zapomina się o przykrym "beeee" z "Hellstorm", bo wszak szybko jadziem, ale czy z taką muzyką daleko zajadziem? Czas pokaże, a na razie Holendrzy na 23 minuty przykuli moją uwagę jednak nie na tyle, aby wracać ustawicznie do "In Signo Suo"...

Ordealis rec.; Le Murmure Des Pins N°20-13190 Allauch; France

ordealis@hotmail.com - www.ordealis.com

Artur

**********************************************

DRAGULA
"True Pain"
demo '04

Całkiem przyzwoicie mięsny to materiał. Fakt, że "mięso" w dzisiejszym death metalu, jest sortowane w kilku różnych sobie gatunkach, jak i przy konsumpcji, każde z osobna smakuje inaczej, co tylko pozwala, w bardziej treściwy sposób, dobrać sobie do indywidualnych potrzeb każdego maniaka, metalową "karmę" he he. Dźwięki generowane przez Częstochowian, może jeszcze nie wprawiają w dziką euforię, jednak nie są popłuczynami po rasowym hałasie. Powiem więcej, "True Pain", jest materiałem naprawdę dobrym, któremu po trosze, należą się peany i słowa uznania. DRAGULA serwuje patenty, które śmiało można podciągnąć pod kanony, mające swój początek w starych technikach zabijania dźwiękiem. Nie, żeby zawartość, "True Pain" to istny old school, ale posmak inspiracjami dokonań praojców gatunku, pałęta się przez cały czas trwania tego demo. Zespół stawia wyraźnie na dynamikę i odpowiednią motorykę swoich utworów, gdzie mocno zaawansowane technicznie niuanse, idą w odstawkę. I nie chodzi mi o umiejętności ludzi tworzących ten band, tylko charakter tego stuffu, który sam w sobie, nie pozwala na wirtuozerskie popisy. Z drugiej strony, jest kilka momentów, które potrafią miło zaskoczyć, że aż się prosi oto, aby zarzucić sobie to jeszcze raz. Natomiast, co do samych aranży, budowy poszczególnych piosenek, to bez obawy - jest ciekawie, interesująco i przyciągająco hie hie. Jest ciężko, z odpowiednią brutalnością, jak i agresją dla takiego grania. Często bawią się zmianami temp, przez co muza nie nuży, a zyskuje na atrakcyjności. Marszowe pochody, miażdżące zwolnienia, konkretna młóca - no, może bez przesadyzmu - ciekawa praca centralek... Cóż dodać jeszcze?! Całość nie brzmi najgorzej, a "True Pain", pozostawia po sobie lekkie ssanie w żołądku, i oby się opłaciło, to całe, intensywne wytwarzanie soków trawiennych.

Andrzej Drzastawa; Bohaterów Katynia 13a m 4; 42-200 Częstochowa; Poland

dragulaorg@wp.pl

Skowron

**********************************************

RESUSCITATION
Promo '04

W Poprzednim numerze tej szmaty, mieliście okazję, trochę szerzej poczytać sobie o tej belgijskiej ekipie - znaczy się w piątej odsłonie tego ścierwa, bo reckę piszę w momencie, kiedy krążyć zaczyna szósteczka. Minęło kilka wiosen, i RESUSCITATION znowu zawitało do mojej skrzyneczki, ze świeżutkim stuff'em. Japa mi się uśmiechnęła, bo już poprzedni materiał tego bandu, był porządnym kawałkiem metalu, więcej niż godnym uwagi, i spory czas gościł w moim odtwarzaczu, zanim połknął on inną pozycję. I jest jeszcze coś, co wprawiło mnie autentycznie w bardzo dobry nastrój. Opisywane promo, dostałem na nośniku, w zasadzie już wymarłym, na kasecie. Długo się zastanawiałem, kiedy ostatni raz otrzymałem materiał do odsłuchu, właśnie na "tejpie", i za cholerę chyba sobie nie przypomnę. RESUSCITATION ponownie uderzył, i to jest najważniejsze! Promo 2004 to cztery utwory, będące zwiastunem pełnego krążka, od wydania którego, dzielą nas już chyba tylko chwile. A przynajmniej, ma taką chorą nadzieję. Nie zawiodłem się na zawartości tych nagrań, choć brakuje im jeszcze końcowego wykończenia. Brak masteringu, miksów i całej reszty powoduje, że na razie o brzmieniu nie ma co wspominać, ale jak pisał Bob, tak to promo miało wyglądać. Muzycznie, ciągle oddają hołd starym bogom death metalu, próbując ożywić ich ducha na swój sposób. RESUSCITATION bazuje na ciężkich, chorych i prostych riffach, i są w tym co robią, naprawdę ekstremalni. Ten band potrafi zabić z marszu, nie siląc się na udziwnienia w swojej muzycznej zbrodni. Nie jest to zespół nader techniczny, upychający niezliczoną ilość zagrywek, smaczków, zakręconych i połamanych riffów w jednym utworze. Bardziej pasuje tu określenie BEZPOŚREDNI. Chaos, brud i obskurność, częste zmiany temp i zwroty akcji - tego znajdziecie w ich muzie, być może nawet w nadmiarze. Pure death metal i basta!

C/o Bob Ceyssens; Weg naar Helcheteren 30; 3670 Meeuwen; Belgium

Bieggel@yahoo.com

Skowron

**********************************************

GRIMNESS
Promo '02

O tym akurat stuff'ie, nie da rady, konkretnie rozpędzić się z opisem. Promóweczka trwa zaledwie 5 i pół minuty, gdzie zespołowi udało się upchnąć 12 piosenek, a tylko trzy z nich, poważniej przekraczają magiczną zdawałoby się, granicę jednej minuty, a reszta to już cztero, pięcio lub kilkunasto sekundówki. Włosi łoją grindcore'a w starym stylu, i jeżeli są jeszcze w śród was maniacy, dla których NAPALM DEATH i ich niezapomniany "Scum", są ciągle niedoścignionym wyznacznikiem muzycznej ekstremy, bez wątpienia, znajdą coś dla siebie, w sonicznej zagładzie GRIMNESS. Podobne stylistycznie granie, a czy inspirowane dokonaniami Angoli? To już pozostawiam do waszej indywidualnej oceny. W każdym bądź razie, ten band dąży do eksterminacji rodzaju ludzkiego, i żeby sobie rączek krwawą cieczą nie upaprać, sieją kataklizm dźwiękiem. Z pewnością, nie jest to topowe mielenie, i nie nadaje się do rekomendacji szerszemu gronu, metalowej wiary. Tylko nieliczni, najbardziej wytrwali, maniakalni, zagorzali zwolennicy takiego wymiotu, będą w stanie w nim zasmakować, bo chyba przyznacie, iż nie każdy zrozumie sens zamieszczania numeru, w którym słuchać jedynie uderzenia perkusji, a co dopiero uznać go za utwór muzyczny, z jakimś "przekazem". Rzućcie okiem na takie tytuły utworów jak: "Holy Mary Ejaculation", "Medjugore Satan Devastation" i wszystko w temacie! GRIMNESS jest pokoleniem wojny, łaknącym śmierci. Podobno często grają, nieopodal Watykanu... No to mają szczęście, że chwilowo wygasły stosy, na których piekło się ludzkie mięsiwo hie hie. Bo inaczej, pewnie długo by pewnie nie pograli...

Pasqualinotto Francesco; Via Trento 14; 30020 Eraclea; Venezia; Italy

ecatombeprod@hotmail.como

Skowron

**********************************************

SCENT OF FLESH
"Roaring Depths Of Insanity"
Black Lotus Rec

Przyznajcie się, ile tak naprawdę znacie kapel z Finlandii? Pewnie niewiele. A tych naprawdę dobrych, zabijających? Pewnie jeszcze mniej. SCENT OF FLESH, to właśnie produkt na eksport dokładnie z tego kraju, i bezsprzecznie, należą do grupy załóg, niosących zagładę. Brutalny death metal jak się patrzy, który potrafi wręcz obrzygać wściekłością nie do zatrzymania, a potem obrócić was w popiół. Od pierwszego odpalenia tego krążka w swoim pożeraczu, otrzymałem od zespołu potężny cios w szczenę, po której padłem jak ścięte drzewo. I jak się ocknąłem, obejmowałem się już czule z podłogą. Nie ma zmiłuj, ten materiał zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Fakt, od "Roaring Depths Of Insanity" jedzie wyraźnie fascynacją wczesnych dokonań załogi imć Bentona - "Legion" oraz "Once Upon The Cross" - ale ja szczerze mam to w dupie, i nie zawracam sobie tym głowy. Zresztą, DEICIDE to nie wyjątek w kwestii ewentualnych inspiracji, bo ja już od siebie, dorzuciłbym tu wczesną Florydę jako taką. SCENT OF FLESH, to nie tylko brutalność i jak najszybsze sprowadzenie człowieka do parteru. Ci kolesie mają fach w łapach, i techniczne wycinanie, co bardziej zawiłych patentów w swojej muzie, mają bardzo dobrze opanowane. Żadne z nich leszcze! W sumie chirurdzy pierwsza klasa he he. "Roaring Depths Of Insanity" jest albumem gęstym, momentami wręcz zbitym, jedynie tnące, zakręcone solóweczki, i bardziej melodyjne fragmenty, od których ten band chwilami nie stroni, dają czas na złapanie oddechu. Riffy spadają na człowieka jak lawina, i jeżeli nie skręcą wam karku od razu, to przynajmniej poważnie okaleczą. Agresywna, i intensywna praca fizycznego, jest już tylko gwoździem do trumny, ale zarówno gardłowy jak i basista tej załogi, nikomu nie pozostają nic dłużni. Wracając jeszcze do wspomnianych, gdzieś wcześniej melodyjnych, chwytliwych momentów, to są one pewną spuścizną skandynawskiej sceny - AMORPHIS, DISSECTION - i czyni to z "Roaring Depths Of Insanity", bardziej pikantny kąsek. Szybkie tempa vs. przemarsze, miażdżące zwolnienia, i pochody w średnich tempach. Bardzo dobre brzmienie, ziejące ogniem i siarą, lecz jednocześnie klarowne i dość czytelne. Dla mnie bomba! No, to ja jeszcze sobie poleżę na tej podłodze co?! Hie hie.

Skowron

**********************************************

HORRID FLESH
"Suicide Order"
demo '04

HORRID FLESH jak dla mnie, jest jednym z bardzo obiecujących zespołów sceny francuskiej. Demos, którego miałem okazję wysłuchać, jest kawałkiem hałasu, dającym jasno do zrozu7mienia, że ten band, ma jasno sprecyzowane schematy, bądź jak kto woli, plany odnośnie własnej egzystencji i tego, co chce i tworzy pod szyldem HORRID FLESH. Muzycznie, jest to wypadkowa, pomiędzy technicznym graniem, brutalnym death metalem, i czarną polewką. Francuzi nadomiar wszystkiego, mają własny, zachowany charakter, co jedynie umacnia moje przekonanie odnośnie przyszłych dokonań, ale pozwala to im, zręcznie ominąć wszelkie porównania. Owszem, jakieś inspiracje są zawsze słyszalne, i czasem można się zesrać, a nie uda się da się danej załodze, uciec przed etykietkami, i przyszywanymi logami bardziej znanych wyjadaczy. Akurat przy "Suicide Order", przynajmniej ja, dałem sobie z tym spokój, z przyjemnością skupiając się na zawartości tego krążka. Ten materiał, jest kawałkiem całkiem brutalnego stuffu, gdzie ingerencji piekła z pewnością nie brakuje, ale i miażdżące influencje śmierć metalu, to żaden ozdobnik, czy rarytas, na który ciężko się zdobyć zespołowi, tylko paliwo, na którym ten band jedzie cały czas. Są momenty, kiedy diabelstwo bierze górę, i tworzy się specyficzny klimat, z psychodelicznymi naleciałościami, ale takie małżeństwo, na dłuższą metę, może im się odbić czkawką. Chyba również i oni sami wiedzą, że najbardziej do twarzy im z odpowiednią furią, wściekłością, pazurem i dzikością. Przeważnie jest szybko, choć i balansów na prędkościach generalnie, też się trochę znajdzie. Całkiem niczego sobie brzmienie, i utwory sklecone do kupy tak, by chciało się je odpalić po raz kolejny. Dobra muza, mocne pomysły, i zobaczymy co dalej?

Mikulski Julien; 35 Rue Barbes 71300 Montceau-Les-Mines; France

fleshkult@hotmail.com

Skowron

**********************************************

WIZARDS' HYMN "Wings Of Time"
CD 2004

"Wings Of Time" to drugi materiał Japońskiego heavy metalowego zespołu. WIZARD'S HYMN podąża tą samą muzyczną drogą, jaką obrali już na poprzednim materiale. Muzyka płynąca z tego materiału to rzekłbym słodki ale dynamiczny i posiadający swoistą ciężkość heavy metal. Za tą słodkością przemawia delikatny śpiewu pani Kimiko oraz bardzo melodyjne wirtuozerskie solowe partie gitar pana Tsutomu oraz równie wirtuozersko zaaranżowane klawisze, niczym z barokowego okresu. Śpiew pięknej Kimiko wnosi wiele delikatności i nostalgii w ten heavy metalowy klimat, aczkolwiek miejscami niewiele poddaje się silniejszym emocjom (jak przystało na Japońską tradycję owe emocje trzymane są bardziej na wodzy niż ekspresyjnie uwalniane). Poza bardzo melodyjnymi partiami wokalno-instrumentalnymi aranżacje opierają się też na bardzo dynamicznych i rytmicznych gitarowych riffach, utrzymanych w szybkim tempie. Siłą napędową całości jest bardzo żywa i mocna praca perkusji (za którą odpowiedzialny jest pan Kensuke) wspierana przez równie dynamiczną pracę gitary basowej pana Toshimasy. Całość materiału brzmi dość oryginalnie jak na heavy metal inspirowany zachodnimi bandami, w szczególności właśnie dzięki wokalnym partiom Kimiko, w których wyczuwa się Japońskie tchnienie. Tym razem materiał składa się z 3 utworów "Wings Of Time", "Firestorm" i "A Drop Of The Ocean", a każdy z nich zawiera ogromną dawkę wirtuozerskiego heavy metalu nasączoną wpływami muzyki klasycznej.

wizards-hymn@mbm.nifty.com - http://www.sound.jp/wizards-hymn/

Gnom

**********************************************

BLACK MASQUERADE "Spread Your Wings"
Metal Master Records
CD 2005

Mam zaszczyt przedstawić wam kolejną japońską kapelę - BLACK MASQUERADE, którą tworzą Takashi Sakagucchi (Gucchi) - wokal, Yoshihiro Nitta - gitary, Yasutoshi Haitani (Hai-Bo) - bas, Kayo Ikeda (Kayo-Chan) - klawisze oraz Hideki Moriuchi (Ninja-Moriuchi) - perkusja. Uff… Przebrnąłem przez te azjatyckie wyrazy! Profesjonalnie wydany album składa się z 10 kompozycji, w tym trzech instrumentalnych. Muzyka, jaką wykonuje zespół to bezwątpienia heavy metal. Heavy metal na profesjonalnym poziomie, klasyczny, bez zbędnych naleciałości innych gatunków muzycznych. Chociaż swoją drogą zespół mógłby pokusić się o odrobinę folklorystycznych samurajskich wpływów, co dodałoby muzyce oryginalności, o którą dzisiaj bardzo trudno, a fakt, że są azjatami mógłby korzystniej wpłynąć na ich twórczość. - Panowie nie odcinajcie się od swoich korzeni! To taka moja subiektywna rada. Ale póki co, zajmijmy się muzyką zawartą na "Spread Your Wings". Jak już wspomniałem muzyka zawarta na krążku to 100% klasyczny power/heavy metal jaki wykonują kapele typu HELLOWEEN, JUDAS PRIEST czy HAMMERFALL. Czyli BLACK MASQUERADE proponuje nam bardzo dynamiczną i dość agresywną, ale zarówno bardzo melodyjną dawkę metalu, której podstawę tworzą szybkie, rytmiczne i dość ciężkie gitarowe riffy z dużą ilością równie dynamicznych i melodyjnych partii solowych. Napędem jest oczywiście mocna praca sekcji rytmicznej, utrzymująca prawie nieustannie szybkie tempo, które tylko miejscami daje odetchnąć muzykom (przeważnie na utworach instrumentalnych). Uzupełnieniem tych bardzo żywych aranżacji są odpowiednio zaaranżowane melodyjne i akcentujące partie klawiszy dodające odrobiny mroku i melancholi. Na czele całości wybrzmiewa melodyjny, o wysokiej tonacji śpiew (miejscami w stylu np. Michael'a Kiske z nieśmiertelnego HELLOWEEN) wspomagany przez równie falsetowe chórki. W całości materiał trwa ponad 40 minut! Chciałbym jeszcze dodać, iż zespół wraz z Metal Master Records wydał również DVD z koncertowym utworem "The Guardian", który ukazuje "przedkoncertową" atmosferę i bardzo gorącą atmosferę z koncertu z Korei. Intro do całości DVD tworzą zdjęcia z koncertu i brzmiący w tle utwór "Into The Sky". Natomiast podkład pod napisy końcowe tworzy utwór "Prisoner Of Dark". Materiał świetny, ale szkoda, że trwający tylko niewiele ponad 10 minut.

himeka3650@yahoo.co.jp - http://www.blackmasquerade.com

Gnom

**********************************************

PAGANIZER
"No Divine Rapture"
Xtreem Music

Po tych Szwedach, autentycznie nie spodziewałem się żadnej rewolucji zarówno stylistycznej czy iście muzycznej. Ale autentycznie, dostałem to, czego chciałem. Uparte drążenie typowego, szwedzkiego grzańska w starym stylu. I gdyby nagle, PAGANIZER zaczął świrować z udziwnieniami, pewnie bym się obraził he he. Oni są nie reformowalni, a mimo to, małymi krokami brną do przodu, z każdym albumem zapodając lepsze, ciekawsze, mocniejsze dźwięki. PAGANIZER to nie są nawiedzeni kaznodzieje, próbujący na siłę przyciągnąć do siebie, jak największego grono odbiorców. Owszem, zawsze coś tam sprzedać trzeba, choćby po to, by ktoś zechciał wydać im kolejną płytkę. Rogga jednak z tym zespołem, nie pcha się w światła reflektorów, blichtr sławy. Raczej nie dlatego, że nie umie. Prędzej mu na tym nie zależy. Człowiek ma już kilka ładnych krążków na swoim koncie, żadnej grubej kasy w kieszeni z tego "pitolenia", a mimo wszystko, ciągle mu się chce, i uparcie pcha swój wózek nawet pod górkę. Ktoś powie, że "No Divine Rapture" jest taki typowy, ani przez chwilę nie zaskakuje. Ja mam to w dupie, i z pozdrowieniami środkowego palca dodam, iż takiego PAGANIZER właśnie chce mi się słuchać, i dokładnie takiego mięcha, będę się spodziewał na następcy "No Divine Rapture". Brutalny, ciężki, smolisty i rzetelny szwedzki death metal. Kultowe pozycje już takimi pozostaną, nikt im tego statusu nie zabierze, i na pewno nikt już nie nagra drugiego "Into The Grave". Ktoś jednak musi szerzyć tę specyficzną zarazę, wskazując drogę do rasowego gnicia. Ten band jest na właściwym miejscu, i dla mnie, robi to znakomicie. Mnie ten zespół ciągle niszczy, a oto przecież w tym wszystkim chodzi!

Skowron

**********************************************

GODÜS
"Hell Fuck Demon Sound"
Xtreem Music

Słyszałem już w swoim życiu i lepszych i gorszych kontynuatorów, skandynawskich tradycji, surowego i ponurego black metalu. GODÜS akurat jest hordą, którą można umiejscowić gdzieś po środku całej "stawki". Zawartość "Hell Fuck Demon Sound" jak dla mnie, jest materiałem, który ani szczególnie nie razi, ale nie wzbudza też jakichś nadspodziewanych emocji podczas odsłuchu. GODÜS serwuje dźwięki na wskroś bluźniercze, brudne, lodowate i mroczne, bo jakże by inaczej he he. Nie ma na tym krążku miejsca dla bardziej technicznych aspektów, mariaży, zawiłych, wyszukanych zagrań. Hiszpanie od początku do końca chcą być naprawdę evil. Składowe "Hell Fuck Demon Sound" to brud, chamstwo, piekielny chaos, i niepohamowany sadyzm, przyjemność ze znęcania się nad niczemu niewinnym słuchaczem hie hie. No i oczywiście bez kompromisów - najważniejszy jest celny strzał, lecz ten, jeszcze nie koniecznie rozkłada na łopatki! Co by nie mówić, to GODÜS oprawił swój krążek w całkiem adekwatne do zawartości brzmienie. Całkiem dobre, i nieszczególnie dopieszczone. "Hell Fuck Demon Sound" wieńczy przeróbka kultowców czarnej sztuki - DARKTHRONE "Triumphant Gleam". Z całą stanowczością stwierdzam, że uczeń jeszcze dłuuugo będzie ścigał mistrza.

Skowron

**********************************************

RESURRECTURIS
"The Cuckoo Clocks Of Hell"
Mondongo Canibale Rec

Trochę zbyt łapczywie, wytwórnia zagarnia sobie nalepkę "death metal", przypinając ją tej włoskiej załodze. Owszem, RESURRECTURIS jako główny podkład pod swoje utwory, korzysta z kostuszych dźwięków, ale po wysłuchaniu "The Cuckoo Clocks Of Hell" do samego końca, bez wyrzutów sumienia, spokojnie mogę skwitować całość, że jest death metalowego łojenia na tym krążku jak na lekarstwo. W temacie konkretnego zabijania, na tym krążku, najbardziej wyróżniają się w zasadzie tylko dwa songi - otwierający ten album "The Last Sun" oraz jak na ironię, wieńczący ponad pół godzinne granie "I Corpi Privi Di Vita". W nich nie braknie agresywnego wykurwu i miazgi. W tych piosenkach jest wściekłość, ciężar, brutalność i pozostałe przymiotniki, którymi zazwyczaj opisuję się śmiercionośne granie. Wnętrzności "The Cuckoo Clocks Of Hell", to już wycieczki w kilka innych rejonów metalowego rzemiosła. Znika gdzieś rzeźnicza makabra, i gwałt na ośrodkach słuchu, a w zamian pojawia się niespożyta energia, melodyka, i dobrze poukładane schematy, chwilami możne nawet zbyt matematycznie wykalkulowane. Bliżej wtedy muzycznie im do thrash'u, czy wręcz skocznego core'a, a i ciągoty delikatnego old school'a są faktem namacalnym. RESURRECTURIS lubi pokombinować, wyskoczyć z własną innowacją. Taka operacja nie zawsze się udaje, chociaż Włosi zwinnie wymykają się sztywniactwu i nudzie. Czyli zabieg się udał, a pacjent wciąż żyje hie hie. Już po pierwszym przesłuchaniu, w szarych zwojach kodują się co lepsze riffy, powtarzając się uparcie, czyli człowiek zaczyna zwyczajnie nucić fragmenty poszczególnych utworów. Najlepsze w tym całym graniu, jest potężne gradło śpiewaka tej kapeli. Potrafi to wykorzystać, lecz jednocześnie, zbiera mu się czasami na czyste wokalizy. RESURRECTURIS jak dla mnie to trochę takie EDGE OF SANITY, późne ATROCITY, czy zupełnie z innej bajki LIFE OF AGONY, a gdyby się uprzeć, to można dorzucić jeszcze KREATOR'a, czy nie małą gromadę innych załóg. Myślę, że ten stuff, powinien sobie dobrze radzić na żywca, choć ja, spodziewałem się większego żywiołu pod tym band'zie. Dobre brzmienie, nie powalająca, ale ciekawa muza, którą można punktować o wiele więcej niż przeciętnie.

Mondongo Canibale Records; APDO 27I06; 28044 Madrid; Spain

info@mondongocanibale.com

Skowron

**********************************************

THE HERETIC
"Chemistry For The Soul"
Xtreem Music

Coraz częściej - no może nie jest to jeszcze notoryczne posunięcie - label Dave'a zaczyna wypuszczać na rynek pozycje z muzyką chwilami dziwną, niekiedy całkiem przeciętną, niewiele mającą wspólnego z szeroko rozumianą ekstremą, a pewnie też i delikatnie niespodziewaną po tym jegomościu he he. To trochę niebezpieczny zabieg, choć z punktu widzenia marketingu, szukanie nowych rejonów na drodze sprzedawca - kupujący, jest pewnie wskazane... Tym czasem, THE HERETIC jest dla mnie strzałem nie trafionym, i ja przynajmniej tego nie kupuję. Po szufladce black/death metal, obiecywałem sobie o wiele więcej, a na pewno zupełnie co innego, niż mogłem usłyszeć na "Chemistry For The Soul". Zamiast piekielnej sadzy, brutalnego wyziewu, ciężaru i agresji, dostałem coś co podpada sorry, ale pod jakieś rock'owo gotyckie granie. Podobno i w takiej stylistyce można odnaleźć coś dla siebie, gdzie spierał się nie będę, bo nie w tym rzecz, lecz THE HERETIC jest rzadziutkie jak gówno niemowlaka. Nie ma w tym zespole mocy, w żadnym z utworów nie mogłem się doszukać siły rażenia, przynajmniej jej jakichś pierwiastków, czegoś co mogłoby zwiastować, iż ta kapelka za chwilę się rozkręci, i złapie mnie za gardło. Fakt, sporo tu progresji, popisów technicznych, i zdrowo naściemnianych aranży, ale wszystko to trąca sofciarskim efektywizmem. Stękają, stękają, kombinują jak koń pod górę, a i tak nic ciekawego im z tego nie wychodzi. Brzmienie również jakieś takie bladziutkie, a przy całej teatralności, czy symfoniczności na jaką THE HERETIC usiłuje się zdobyć, to jak mina, na którą się niechcący wlazło, i szlag wszystko trafił. Być może szyldy załóg, uznanych skądinąd, jak COVENANT, ARCTURUS czy choćby DISSECTION, z którymi próbuje THE HERETIC kojarzyć zawiadowca Xtreem Music, w jakiś sposób wzbudzi Waszą ciekawość, by zaznajomić się z tą pozycją, ale nie oczekujcie opadku szczeny z łoskotem na glebę. Słuchania sporo, jednak przyjemności nie wiele. "Chemistry For The Soul" to 11 studyjnych kompozycji, plus 5 z koncertu.

Skowron

**********************************************

BESTIAL RAIDS
"Necrowar Holocaust"
DemoCD-R'03

Gdzieś tam kiedyś wyczytałem, coś tam na temat BESTIAL RAIDS. Pomyślałem i zaryzykowałem, czego pewnikiem nie będę żałował, obojętnie, w jakiej to godzinie mego marnego żywota! Miażdżąca dawka nieświętego garażowego black metalu. Ekstremum prostoty w połączeniu z pokaźną dawką surowizny daje niezłego kopa, przez co entuzjastycznie człek podchodzi do wypustu Bestialskich Najeźdźców! BATHORY, BEHERIT, BLASPHEMY - takie nazwy cisną się na usta słuchając "Necrowar Holocaust". Po cóż więcej pisać, kombinować... Chaos, zgnilizna, siarka.. Wystarczy raz posłuchać i każdy jest w temacie i wie czy sięgnie po następną demówkę! Ja wiem, że to zrobię, bo już takową posiadam...

Łukasz Adach; Tumlin-Wykień 87; 26-085 miedziana Góra; Poland

bestialraids@op.pl

Artur

**********************************************

BESTIAL RAIDS
"Order Of Doom"
DemoCD-R'04

Miłe złego początki były już na poprzedniej materiale, a teraz mamy kontynuację jakże obskurnego, przebrzydłego black metalu. Nadal panowie tworzą surowe kawałki bez zbędnych pierdół i niepotrzebnej kakofonii dźwięków. Zwięźle, prosto i na temat, inaczej pisząc konkretnie i przejrzyście obrazują swoje muzyczne fascynację po raz drugi. Niema najmniejszych wątpliwości, komu oddają cześć i służ w wolne soboty.... Chociaż jedna kapela też służyła a dzisiaj gra całkiem, co innego. 16 minut niegłupiej rozpierduchy aż dziw bierze, że nie popieprzą nic trakcie grania. Zresztą czy to ktoś wyłapie! Osobiście wolę pierwszą demówkę ta jest odrobinę za szybka i tamta wbrew ogólnie przyjętej opinii miała lepsze brzmienie...

Artur

**********************************************

THY WINTER KINGDOM
"Opus II - Innerspectrum"
BTOD

Na wkładce widać ośnieżone lasy oczywiście w górach zresztą ten motyw przewija się przez całą książeczkę. Oblicze muzyczne krążka jest już zapewne znane wszystkim... Panowie Vinternatt & Bahal określili to jako raw, misanthropic black metal a może wydawca tak sobie wykalkulował? W pewnym sensie zgodziłbym się z tym określeniem jednak wszystko zależy od tego jak zinterpretuje się słowo "raw"! Dla mnie jest to po prostu black, jakich wiele już słyszałem i pewnie jeszcze usłyszę. Zaczyna to to się wszystko tak jakoś sennie później robi się żywiej i tak na przemian. Nawet Tundra jako współudziałowiec nic nie zmienia w moim nastawieniu do THY WINTER KINGDOM. Sądząc po szacie graficznej, plumkaniu na instrumentach panowie opiewają piękno ojczystej krainy a ja jakoś widzę pustynię i żadnej nadziei na oazę! Ogólnie mówiąc moim zdaniem przekombinowali z tempem. Strasznie przewidywalny materiał i momentami ciut za szybki jak na mizantropiczny black - najbliższy prawdzie jest "Black Void", ale jedna jaskółka wiosny nieczynni! Od bólu może być, aczkolwiek przy dłuższym obcowaniu staje się nudne i cholernie wtórne... poczekam może będzie mi dane posłuchać coś nowego.

**********************************************

ANTIGAMA
"Discomfort"
Selfmadegod Rec

Już mieliście okazję, przeczytania moich wypocin o "Discomfort" na łamach BTD, jak i przetrawić wywiad z Sebastianem z tej zajebistej i pokurwionej maksymalnie załogi. Czemu zatem skreślam tych kilka zdań odnośnie tej płytki jeszcze raz? Otóż pierwotnie "Discomfort" została wypluta przez zaoceaniczną Extremist Records, i przez to w naszym "pięknym" kraju, jak to z zajebistymi rzeczami bywa, mogło być ciężko z zaopatrzeniem się w ten morderczy krążek, a przynajmniej nie dla wszystkich mogło go starczyć w odpowiedniej ilości, i mam taką nadzieję, iż się nie mylę, i chętnych na spożycie tej potężnej porcji wyziewu, nie brakuje. Teraz nie musicie już słać ciężko uciułanej sałaty, za wielką wodę, czy szukać dobrego distro, co by chciało Wam sprzedać tą pozycyjkę. Teraz namiar jest jeden i konkretny - Karol i jego Selfmadegod Records. Tak tak, labelsik z Białej Podlaski, wydał ten krążek ponownie, i nikomu nie powinno już zabraknąć tak znakomitej, chorej, wywołującej intensywne krwotoki z uszu ekstremy. Nie jest to jednocześnie bliźniacze wydawnictwo do tego, które pierwotnie ukazało się z nalepką Extremist Records. Począwszy od delikatnych zmian kosmetycznych w samej oprawie graficznej, poprzez dorzucony do dwunastu piosenek z pierwszego tłoczenia The Seed Remix "Fala" - jak na ten band przystało popieprzony i zakręcony kawałek dźwięku - a na bonusowym video do "Flies" skończywszy, jest więcej ogólnego wykurwu. Ja mogę jedynie słać kolejne peany pod adresem zarówno samej kapeli, jak i Karola, za jeszcze jedną, trafioną decyzję wydawniczą. Z kolei wszystkich maniaków brutalnego i niebagatelnego grzańska, zachęcam, namawiam, nakazuję, aby słać przekazy do Selfmadegod, po ten materiał, a zostawionej tam kapuchy, z pewnością nikt żałował nie będzie!!!!!!!!!!!

-

Skowron

**********************************************

INFERNAL LEGION
"Annihilate"
Promo '04

Po tym zespole, i po tym materiale, spodziewałem się bardziej black metalowej jatki, niż takiego wyziewu, jaki zastałem na promóweczce, zapowiadającej nowe, pełne uderzenie Belgów. Raz, że nie dane mi było wysłuchać wcześniejszych materiałów tej ekipy, jak i sam szyld pod jakim działają, zbił mnie skutecznie z tropu. Zresztą, jak się nie mylę, to w przeszłości, trochę motali się z melodyjną, czarną polewką. Ale co tam?! Mniejsza o większość, bo na "Annihilate", INFERNAL LEGION prze ostro czołgiem do przodu, chłoszcząc niemiłosiernie swoim death metalowym, piekielnym biczem. Na pierwszy rzut ucha, byłem skłonny stwierdzić, że całkowicie mizerny i zupełnie przeciętniacki band. Fakt, nie ma w ich muzyce niczego nader odkrywczego, technicznie, nie balansują na granicy niebezpieczeństwa z niemożliwością, nie silą się na szczególną oryginalność... Ale czy muszą? W sumie robią swoje tak, jak im podpowiadają ich rogate dusze. U mnie łapią autentycznie dużego, tłustego plusa za fakt, że są poza coraz bardziej zakręconym, połamanym i coraz to bardziej dziwnym światkiem muzycznej ekstremy. Jestem więcej niż zadowolony, iż mogłem wreszcie posłuchać czegoś naprawdę dobrego, i nie wyśrubowanego na maxa. Nie to, żebym narzekał na kapele porażające techniką, produkcją, z chorymi patentami, bo zaprzeczałbym w pewnym sensie sam sobie, jednak pewna odskocznia, a nawet powrót do tematów już kiedyś byłych, jest czasem wręcz potrzebna hie hie. INFERNAL LEGION urozmaicone na tempach, tłumione i chwilami rwane granie, a do tego przygniatające ciężarem. Nie powiem, utworki są ciekawie zmontowane, przemyślane i nie brak w nich ciekawych patentów, choć odrobinę brak tu 100%-owego wykończenia. Trochę to wszystko s'thrash'owane, i przyprószone brudem. Najpoważniejszym minusem jest jednak sama produkcja, bo niektóre motywy, czy elementy tak ważne jak wokal, nikną momentami za masywną ścianą dźwięku - czytaj za bardzo wysunięta do przodu perka, a gardłowy produkuje się gdzieś na tyłach. Są to jednak rzeczy, które mnie nie rażą, a w przyszłości można przecież to wszystko jeszcze nadgonić. Podobno "Annihilate" i tak brzmi lepiej, niż jej poprzedniczki. Spróbuję to kiedyś zweryfikować. Na dzień dzisiejszy, mnie INFERNAL LEGION zdobył, i z przyjemnością zadawałem sobie kolejne rany, ich brutalnym grzańskiem.

- http://users.pandora.be/infernallegion

Skowron

**********************************************

WIZARDS' HYMN "Through the Wilderness"
CD 2004

Oto przed wami kolejny heavy metalowy zespół z Japonii oraz kolejny japoński band z panienką na wokalu. To już trzeci, jaki znam. Stroną wokalną zajęła się Kimiko Shirao, natomiast reszta kapeli to Kensuke Imai - perkusista, Toshimasa Kato - basista oraz Tsutomu Ariga - gitarzysta. Jest to pierwsze demo zespołu, który ma na koncie jeszcze trzy demówki, o których wkrótce… Demo składa się z 4 odważnych technicznie kompozycji, a pierwszym z nich jest utwór tytułowy… rozpoczynający się "baśniowo-dworskimi" partiami klawiszy, do których stopniowo dołączają się partie mocnej perkusji oraz ciężkie gitarowe riffy, co w całości daje rytmiczny o zmiennym tempie i bardzo melodyjny power/heavy metal, któremu wtóruje delikatny i miękki (o japońskim akcencie) śpiew Kimiko. Utwór bogaty jest w melodyjne i żywe solowe partie gitar oraz klawiszy o różnorodnym brzmieniu (np. klawesynu). Tło do tych bardzo melodyjnych fraz wokalno-instrumentalnych tworzą ciężkie i szybkie gitarowe riffy wspomagane przez odpowiednio dozowaną sekcję rytmiczną. W utworze pojawiają się częste zmiany tempa i nastroju, podkreślane przez klawiszowe partie i melancholijny śpiew… Następnym utworem jest "Unholy Believers", który rozpoczyna delikatny nostalgiczny motyw pianina przechodzący w ostrzejsze melodyjne heavy metalowe partie. Utwór jest utrzymany w podobnym szybkim tempie z chwilowymi jego zwolnieniami. Aranżacje zbudowane są na bazie szybkich rytmicznych riffów i wirtuozerskich partiach solowych gitar i klawiszy, które wraz z delikatnymi liniami wokalnymi wnoszą dozę melancholii oraz wszechobecny powiew muzyki klasycznej… "Sun In The Night" rozpoczyna się szybkimi skocznymi oraz melodyjnymi frazami. Całość utworu kontynuuje baśniowo-melancholijny power/heavy metalowy klimat. Tutaj Kimiko pozwoliła sobie na odrobinę ekspresji wokalnej nadając miejscami jakby delikatnego gniewu… Demo wieńczy "Drop Of The Ocean" - utwór równie szybki, ale też i zmienny, ostry oraz bogaty aranżacyjnie a zarazem pełen wirtuozerii, melodii i nostalgii. Ogólnie WIZARDS' HYMN mocno tkwi w heavy/power metalowych klimatach albo, jak kto woli w neoklasycznych brzmieniach. Muzycznie można ich porównać do zespołów typu HAMMERFALL i STRATOVARIUS.

wizards-hymn@mbm.nifty.com - http://sound.jp/wizards-hymn

Gnom

**********************************************

VEXED
"Destruction Warfare"
Witches Brew Rec

Z tym zespołem, a właściwie ich muzyką, jest jak dla mnie pół na pół. Dlatego, że nie jest to granie które jakoś szczególnie zachwyca, z pewnością, nie jest to album na którym zęby trzeba połamać, zanim się człowiek dobierze do środka, czyli bez aranżacyjnych fajerwerków, dość przewidywalnie, tak jakby grali w kółko te same motywy, i można powiedzieć, zupełnie średniacko. Z produkcją tego krążka też się nie wyrywają. Nic co mogłoby zmiażdżyć i zdruzgotać. Z drugiej strony, "Destruction Warfare" wzbudził we mnie nieodpartą chęć na ponowne mielenie przez kilka godzin w kółko starych nagrań VENOM - gdzieś tam trochę czerpią z dokonań tych starych diabłów co prawda. Ta płytka naprawdę ma klimacik starych czasów, i siły tegoż klimatu, nie sposób nie docenić. Zresztą, nikt tutaj nie ukrywa, że twórczość VEXED, bardzo mocno zakorzeniona jest we wczesnych latach 80-tych. Taki stuff, mógłby dobrze sprawdzać się na koncertach, ale po tym co mogłem zobaczyć na klipach z żywca dorzuconych do tego albumu, samej kapeli jeszcze daleko do mistrzów ceremonii, a szkoda. Black thrash metal montowany przez tych Italiańców, powinien dusić siarką i przyprawiać o wrzody żołądka, a tym czasem, nie wzbudza większego entuzjazmu. Przyznam, słucha się "Destruction Warfare" całkiem przyjemnie i "łatwo", ale równie szybko się o nim zapomina.

- http://www.vexed-web.tk

Skowron

**********************************************

F.ROSES "The legend of a dragon"
CD 2004

Wiosna coś mnie natchnęła na kraj kwitnącej wiśni. To już drugi japoński band, z którego muzyką mam okazję się zapoznać. Również to też drugi japoński band, na czele którego stoi kobieta. Jak i również to drugi japoński band (jaki znam), który wykonuje heavy metal. Na początek może przedstawię skład zespołu: Yumi - wokalistka, Mitsunobu - gitara, Shima - bas, Tatsuya - gitara oraz Yoshiaki - perkusja. To jest już kolejny (by nie powiedzieć - drugi… hahaha) materiał zespołu składający się z 6 utworów. Według mnie, muzycznie F.ROSES podąża drogą wytyczoną przez kapele typu HELLOWEEN. Kompozycje są bardzo melodyjne i technicznie rozbudowane oraz posiadają swoistą ciężkość i kopa. Przez utwory przeplata się gitarowo-wokalna melodyka wzbogacona przez znaczną ilość wirtuozerskich partii solowych (Już sama kolekcja gitar zrobiła na mnie wrażenie. Ach, gdyby tak mieć choć jedną z nich, umarłbym ze szczęścia…) oraz melodyjne frazy wokalne czasami uzupełniane szczyptą ekspresji, dynamizacji czy agresji lub męskimi chórkami. Barwa głosu Yumi jest stylizowana na kapele z pod znaku power/heavy metalu, aczkolwiek jak na kobiecą barwę głosu jest nisko umieszczona w skali. Każdy utwór zawiera jakiś przewodni motyw np. pod postacią łatwo wpadającego w ucho refrenu, czy muzycznego tematu. Ogólnie utwory trzymają szybkie, energiczne tempo z tendencją do klimatycznych melancholijnych zwolnień, co podkreślane jest przez dynamiczne partie często klangującej gitary basowej i mocne aranże perkusji. Całość uzupełniają klawiszowe akcenty, umiejętnie podkreślające wybrany klimat. Materiał jest wydany profesjonalnie - chociaż własnym sumptem.

j-p@ares.eonet.ne.jp - http://froses.hp.infoseek.co.jp

Gnom

**********************************************

PSYCHOTOBLACK "Psychotoblack - Demo#1"
CD 2003
BloodyBlack Records

Większość japońskich hord, jakie znam grają power/heavy metal. Natomiast PSYCHOTOBLACK uprawia mało popularny gatunek metalu, który określają sludge/doom metalem. Zespół tworzą Nobuyuki Sentou - bas, Shingo Kikuchi - gitara, Shigenori Kobayashi - gitara, Kenji Saitou - perkusja oraz Hiroyuki Takano - wokal. Jeśli mam już spróbować porównać ich muzykę do jakiegoś konkretnego bandu to nasuwa mi się jedynie skojarzenie z EYEHATEGOD (tylko jeszcze wolniej) i może trochę ze starym CATHEDRAL, (ale PSYCHOTOBLACK nie jest taki melodyjny). Demo składa się z czterech wolnych, transowych kawałków, opartych na prostych ciężkich riffach i charczącym (właśnie w stylu EYEHATEGOD) lub monotonnie śpiewającym wokalu oraz na wolnej, ale rozbudowanej rytmice perkusji i basu, który miejscami wysuwa się na pierwszy plan… te ciężkie, wolno falujące aranżacje, co jakiś czas przerywane są przez ostrzejsze i szybkie wręcz hard core'owe lub industrialne motywy (przypominające nieśmiertelny GODFLESH) oraz psychodeliczne partie gitar jak i zsamplowane wokale. Materiał idealny dla maniaków takiego walcowatego grania, bez zbędnych upiększeń pod postacią klawiszy, czy kobiecych śpiewów.

pluhino@hotmail.com - http://www.psychotoblack.com

Gnom

**********************************************

MONSTERWORKS "M-Theory"
CD 2003

Korzenie MONSTERWORKS sięgają aż Nowej Zelandii. Muzyka zawarta na "M-Theory" to wypadkowa wielu gatunków metalu, zręcznie ze sobą zmiksowanych. Już od samego początku wyczuwa się mocne wpływy melodyjnego thrash/death metalu zabarwionego o tzw. szwedzkie brzmienie, które swojego czasu było naprawdę modne, a przede wszystkim stwarzało solidny i ciężki klimat. Aranżacje są również uzupełniane o typowo doomowe motywy bądź też o black metalowe patenty. Aczkolwiek również MONSTERWORKS może nas zaskoczyć delikatnymi gitarowymi pasażami czy brutalnymi death'owymi partiami… Nisko strojone gitary nadają muzyce bardzo ciężkiego brzmienia i poza kaskadą mocnych riffów wypuszczają z siebie sporo melodii, (co nasunęło mi skojarzenia z EDGE OF SANITY). Gitarową ciężkość wzmacniają potężne partie perkusji, sterujące bardzo zróżnicowanym tempem, od bardzo szybkiej i brutalnej młócki po walcowate, ciężkie zwolnienia, (które np. w połączeniu z jedynymi klawiszami w utworze "For Glory" przypominają doom metalowe gwiazdy z początku lat 90-tych). Tą zróżnicowaną całość podkreśla bardzo specyficznie brzmiący wokal, przeważnie oscylujący w wysokich, ochrypłych partiach, (co tutaj nasunęło mi na myśl CORROSION OF CONFORMITY) z tendencjami do przechodzenia w mocny, potężny growling lub black metalowy wrzask, czy też do nakładania na siebie dwóch barw wokalnych. Całość brzmi naprawdę dobrze. Szczerze mówiąc już dawno nie słyszałem tak ciekawie zaaranżowanego thrash/death metalu. Materiał zawiera 12 kawałków, co daje prawie 40 minut naprawdę wartościowej i potężnej dawki metalu..

monsterworks@supermetal.net - www.supermetal.net

Gnom

**********************************************

NOME "Nome"
CD 2005

Poraz kolejny spotykam się z muzyką finlandzkiego NOME. Jest tu już ich trzecie wydawnictwo. Muzyka utrzymana jest w podobnym heavy/gothic metalowym klimacie co "Macrocosmos" ale tym razem materiał zawiera cztery utwory. "Wake-up-eyes" jest pierwszym z nich. Od początku wprowadza słuchacza w gotycki lekko mroczno-melancholijny melodyjny klimat. Utwór bazuje na tłumionych i rytmicznych partiach gitar, wspieranych przez dużą ilość melodyjnych solówek oraz bogatej w akcenty i dynamiczne przejścia pracy perkusji, na czele których wyłania się dość nisko brzmiący, melodyjny śpiew wokalisty. Kolejny utwór to "Malice" - wnosi więcej drapieżności a nawet trochę szaleństwa (pewnymi wokalnymi motywami), ale tylko po to by za chwilę przejść w spokojne melodyjne tematy i by ponownie wspiąć się w agresywniejsze partie. "Katana Mind" jest trzecią kompozycją, która delikatnie, wraz z gitarowymi pasażami w tle wprowadza nas w gotyckie rejony… rejony wypełnione delikatnym mrokiem i melancholią. Muzyczne frazy są nadal bardzo melodyjne i równocześnie osadzone w ciężkiej metalowej tematyce, na czele których oczywiście wybrzmiewa melodyjny śpiew pana Mikko. Ostatnim kawałkiem jest "Hide", początkowo wnoszący większą ilość heavy metalu a wraz z nim melodyjnej gitarowej dynamiki i agresji a nawet odrobinę thrash metalowej i wokalnej wściekłości co przeplata się delikatniejszymi gotyckimi partiami. Cały materiał jest bardzo spójny i bogato zaaranżowany. Każda kompozycja składa się z wielu muzycznych motywów, które tworzą powtarzające się sekwencje. Ogólnie NOME oscyluje wokół delikatnego mroku, melancholii, sporej ilości melodii z odpowiednio dawkowaną dozą drapieżności. Na ich stronie można zapoznać się z ich muzyką w formacie mp3.

nomeband@gmail.com - www.mirzadeh.org/n/index.php

Gnom

**********************************************

VELOCITY
"Axia Kai Dynami"
Black Lotus rec.

Jest to drugi długograj greków, którzy o ile dobrze kumam przez 12 lat rzępolili jako ABOLISH AUTHORITY. Nie wiem, co grali wtedy, pewnie aż tak bardzo nie odbiegali od obecnego stylu. Na dzień dzisiejszy jest to mieszanka street punk z hard corem & elementami oi-a dla weteranów... Na starcie jadą ździebko thrashem i to by było na tyle, chociaż i później gdzieniegdzie słychać znajome riffy. Naprawdę fajny jest ten konglomerat dźwięków i do tego wykurwiście skoczny. Chciałoby się wyjść na ulicę i komuś dokopać, ale to akurat może okazać się niezdrowe... niekoniecznie dla tego kogoś! Pod sceną jak najbardziej w domu traci VELOCITY nieco na swoim uroku. Jako, że Havoc śpiewa po ichniemu momentami wydaje się, że całość jest po rusku. Aczkolwiek znajdują się dwa kawałki po angielsku "Athens Crew", "Skinhead In Stapress" - do tego niema tekstu we wkładce. Zresztą oba są jednoznaczne w swoim przekazie i raczej nie pozostawiają żadnych złudzeń co do światopoglądu Greków, i tak muza jest spoko.

Black Lotus rec.; Kon/poleos 72; 17236; Himittos; Athens; Greece

blacklotusrecs@hotmail.com - www.black-lotus-recs.da.ru

Artur

**********************************************

SAEKO "Above Heaven Bellow Heaven"
CD 2004
Aramgeddon Music

Moje wirtualne podróże po kraju kwitnącej wiśni zaowocowały! Dzięki uprzejmości i hojności niemieckiej wytwórni Armagedon Music miałem okazję spotkać się z muzyką SAEKO. SAEKO to tajemniczo brzmiąca nazwa zespołu, za którą kryje się piękna Saeko Kitamae - "Pierwsza Japońska Metalowa Księżniczka" - która jest wokalistką, pianistką i "kejbordzistką" w zespole. Kolejnymi członkami są: Mariko Inoue - basista byłego japońskiego zespołu Saeko - FAIRY MIRROR, Sven Ludke & Hermann Frank (byli członkowie ACCEPT) - obsługujący gitary oraz Michael Ehre (METALIUM) - perkusista. Producentem był Lars Ratz (METALIUM), który dodatkowo użyczył swojego głosu do agresywnych wokalnych partii oraz zajął się niektórymi partiami gitar. Tak znakomity skład mógł tylko stworzyć znakomitą muzykę. SAEKO to pełen profesjonalizmu, dynamiki, tajemniczości i melancholii heavy metal, w którym niezaprzeczalnie wyczuwam wpływy ACCEPT oraz HELLOWEEN, JUDAS PRIEST czy RUNNING WILD. Piękny melancholijny a zarazem pełen energii śpiew Saeko utrzymany w heavy metalowej konwencji może swobodnie konkurować z Tarją Turunen z NIGHTWISH. Jej wysoka czasami dziewczęca czy pełna głębokiej powagi lub niewielkiej agresji barwa głosu idealnie współgra z szybkimi, agresywnymi oraz pełnymi melodii i solówek heavy metalowymi patentami. Utwory posiadają wiele energii, wytwarzają wiele pozytywnych i nostalgicznych emocji, które są podkreślane przez klawiszowe partie, a wszystko utrzymane jest w szybkim heavy metalowym tempie z tendencjami do zwalniania w stronę delikatnych, melancholijnych metalowych ballad. Poza naprawdę wyśmienitym bardzo profesjonalnie zaaranżowanym heavy metalem spotkamy tutaj japońskie ornamenty pod postacią tradycyjnych bębnów Taiko (?) sławnego japońskiego perkusisty YAMATO, delikatne partie fletu Shakuhachi (?) czy japońskie melodeklamacje. SAEKO to połączenie potęgi europejskiego heavy metalu z potęgą japońskiego ducha. To miejsce gdzie kultura wschodu spotkała się z kulturą zachodu. Myślę, że wkrótce SAEKO podbije serca fanów heavy metalu!!!

info@armageddon-music.com

SAEKO - www.saeko.org

ARMAGEDDON MUSIC - www.armageddon-music.com

Gnom

**********************************************

SAXORIOR
"Never Ending Battles"
Battlegod Prod

Nie miałem styczności, z wcześniejszymi nagraniami tej załogi, ale wiem, iż nie zbierały raczej zbyt entuzjastycznych opinii. Gdyby iść tym tropem, to pewnie nie straciłem niczego ciekawego, być może oszczędzając sobie przy tym czasu, z dźwiękami, które jednym uchem wlecą, a drugim jeszcze szybciej wyskoczą. Być może! I gdyby okazało się to być racją, to po wysłuchaniu "Never Ending Battles", muszę powiedzieć, że SAXORIOR nie tylko stanął na wysokości zadania, ale nagrał album pełną gębą. Muza na nim jest bardzo przemyślana, rozbudowana, wściekła, techniczna, chwilami orkiestralna i na pewno chwytliwa. Takich przymiotników dałoby się wypisać i wyliczyć znacznie więcej, co mogłoby okazać się trudne do wirtualnego ogarnięcia, do wyobrażenia sobie zawartości tej płytki. I jak na ironię, tytuł krążka, niemal idealnie oddaje charakter tego bandu. Dla mnie, jest to właśnie taka "Never Ending Battles". Tu nie można co jakiś czas nie złapać się na większym, czy mniejszym zaskoczeniu. Bogactwo dźwięków, wokaliz, zagrań, aranży, a mimo wszystko, całość stanowi zbitą bryłę, w której każdy element zależy od drugiego. Thrash, black czy death metal - te style co chwila się przecinają, wzajemnie się uzupełniając. "Never Ending Battles" ma klarowne, ale i mocne, potężne brzmienie. A na koniec, dość interesująca sprawa - cover AC/DC "For Those About To Rock" przy udziale Gorgoroth'a z BALTAK. Tak przemaglowany, że nie odstaje zbyt szczególnie od pozostałej reszty utworów. Koniec, kropka. Zainteresowani pewnie będą wiedzieli, jak dotrzeć do tego materiału.


www.saxorior.de -

Skowron

**********************************************

DEVILYN
"11"
Conquer Rec

Chyba wszyscy zgodnie przyznają, że jakoś cholernie długo DEVILYN kazał nam czekać na swoją nową odsłonę. Mijający czas, i kilkuletni rozbrat ze sceną, niekiedy bywa niebezpieczny, skazując dany zespół na pewne zapomnienie. Czasem ten sam czas leczy rany, albo jak w przypadku DEVILYN, jest ciszą przed burzą. Mogłoby się nawet wydawać, że potrzebne były temu zespołowi "wakacje", by złapać drugi oddech, i zacząć krucjatę ze świeżym podejściem do tematu brutalnego death metalu. Na pewno, niepomierne znaczenie miały ostatnie przemeblowania w szeregach tej ekipy, przez co dźwięki na tym krążku, zyskały na odrębności. Nie chciałbym powiedzieć, że "11" to zupełnie inna muza, niż to co do tej pory zdążył wyprodukować ten band, bo korzenie tej ekipy tkwią ciągle w tym samym miejscu, a za sterem ciągle stoi człowiek, który ma największy wpływ na to, co ukazuje się z szyldem DEVILYN Bony, ale różnice pomiędzy choćby "Artefact" są wręcz namacalne, znakomicie słyszalne. Ciągle grają technicznie, w dalszym ciągu przytłaczają szaleństwem i ciężarem. Nie braknie lejącej się strumieniami brunatnej cieszy, nie zapomnieli jak skutecznie przetrącić komuś kręgosłup czy połamać golenie. Jednak "11" sprawia wrażenie albumu bardziej dopracowanego, dopieszczonego, trochę bardziej tradycyjnego, z emanującą od niego ogromną energią. Nie jest to już tak zbite, duszne i zagęszczone granie. To najbardziej klarowny, i najczytelniej brzmiący krążek DEVILYN. Nawet najdrobniejszy szczegół, każdy zjazd na wiośle….jest znakomicie słyszalny. Lecz co by stało się zadość, "11" miażdży, i nie traci na brutalności. Ten stuff, wręcz jest pisany na sceniczny żywioł, do katowania wiernie zgromadzonych pod sceną maniaków. Dla mnie mocarna rzecz, którą wręcz należy sprawdzić na sobie.


-

Skowron

**********************************************

SURGICAL DISSECTION
"Absurd Humanism"
Nice To Eat You Rec

Jeszcze jedna porcja mięsiwa od "Władka" z Nice To Eat You, labela o równie wdzięcznej nazwie he he. "Absurd Humanism" to druga odsłona tej załogi, serwującej brutal death metalowe górzańsko, na amerykańską nutę. W sumie jest to album jakich sporo na dzisiejszej scenie, i z pewnością, słyszało się już bardziej treściwe, oryginalniejsze, lepiej zmontowane krążki. SURGICAL DISSECTION na swoim najnowszym owszem, serwuje rzetelne grzańsko, ciągle pompując do przodu, ale jest w tym wszystkim monotonia, zbytnia przewidywalność, i chyba nie za bardzo im samym zależy, by spróbować wyrwać się z ram utartych schematów. Ten band stawia głównie na szybkie tempa, ciężkie brzmienie, kilka, słownie kilka zawijasów, i grobowy growl, w którym też ciężko jest doszukać się, choćby próby zniekształcenia linii wokalnych. Za bardzo to wszystko przypomina mi taką swoistą cofkę z przed lat, gdzie głównie liczyć się efekt niż metoda. Nie mówię że to źle, ale brutalne mięcho, powinno rozdzierać, ćwiartować i zadawać męki podczas słuchania tak, by chciało się to wszystko powtórzyć, poigrać z własnymi receptorami czucia. Tym czasem, SURGICAL DISSECTION tylko punktuje, nie sprowadzając nawet słuchacza do parkietu. Całkiem "przyjemnie" się tego słucha, lecz bez większego entuzjazmu - przynajmniej tym razem.


-

Skowron

**********************************************

ARMAGEDDON OVER WACKEN "Live 2004"
Digipack - 3 CD' 2005
Aramgeddon Music

Oto kolejna edycja Waken Open Air wypuszczona przez Armageddon Music. Digipack składa się z trzech płyt CD, na których znajduje się mnóstwo muzyki metalowej trwającej ponad 220 minut!!! Krążki CD podzielone są na trzy kategorie: Thrash/Death/Black i Power/Traditional oraz Underground. Muzyka zgrana jest w wielościeżkowym systemie audio, co przenosi autentyczną atmosferę ogromnego festiwalu z udziałem czterdziestotysięcznej publiczności, która nierzadko włącza się do czynnego udziału w koncercie, skandując lub śpiewając razem z wokalistami. Jakość dźwięku jest naprawdę bardzo dobra. Wystarczy tylko puścić muzykę na cały full i poczuć tą potężną koncertową atmosferę, ten żywioł! To idealny materiał dla fascynatorów wszelkich koncertów. Kto się oprze charyzmie Lemmy'iego czy wdziękom Doro Pesch? Tutaj można usłyszeć najcudowniejszą koncertową wersję "Fear Of The Dark" BLAZE'a BAYLEY'a z udziałem Doro Pesch i orkiestry symfonicznej oraz wiele innych ciekawych utworów. Zespoły, których utwory dobierane były przez samych artystów to ANTHRAX, BAL SAGOTH, BLAZE BAYLEY, BRAINSTORM, CANNIBAL CORPSE, CATHEDRAL, CHILDREN OF BODOM, DEATH ANGEL, DESTRUCTION, DIO, DORO, DR. ROCK, EKTOMORF, ELAKELAISET, EVERFEST, FEINSTEIN, GRIFFIN, GUN BARREL, GUTBUCKET, HELLOWEEN, HOBBS ANGEL OF DEATH, JBO, KOTIPELTO, MAYHEM, METHEDRAS, MNEMIC, MOTORHEAD, MYSTIC PROPHECY, NEVERMORE, ORPHANGE, PARAGON, RAUNCHY, RECKLESS TIDE, SUFFERAGE, SUPERSOMA, THORA, UNLEASHED, VANGUARD, WEINHOLD i ZODIAC MINDWARP.

promotion@armageddon-music.com - www.armageddon-music.com

Gnom

**********************************************

MUTILATION
"Conflict Inside"
Empire rec.

Zdaję się, że MUTILATION z materiału na materiał robi się coraz lepszy w najgorszym wypadku przypomina sobie jak to się powinno grać. Obecna płytka o nazwie "Conflict Inside" jak i oczywiście jej poprzedniczka zaczyna zacierać niemiłe wspomnienie o ich jedno razowym zbłądzeniu, które to miało być heavy metalowym "eksperymentem"... Ależ jestem pamiętliwy! Już dawno każdy o tym zapomniał a ja dalej to wypominam... Może znajdą się malkontenci, którzy stwierdzą, że nie o to w tym wszystkim chodzi, aby tłuc w nieskończoność ten stary poczciwy death metal skoro dookoła wszystko się zmienia. I pora najwyższa pójść inną drogą niż tą wydeptaną jeszcze z lat 90-tych. Wszak wytycza się nowe szlaki, kanony. A ja wam powiadam, że taki MUTILATION jest bardziej szczery z tym swoim starym poczciwym death metalem. Klepiący nadal niezbyt skomplikowane w strukturze kawałki w umiarkowanym tempie (Chociaż nie miałbym nic przeciwko gdyby całość brzmiała jak w "Imminent Chaos", ale czy wtedy byłby to ten stary dobry MUTILATION?) bez nadmiernej kanonady dźwięków. Niż te wszystkie formacje posiadające jedną jedyną demówkę na koncie, które za żadne skarby nie przyznają się, iż grają old school death tylko jakąś hybrydę wymyśloną w lesie przy kolejnym winku! Formacje, które z miejsca negują to wszystko, co o nich napiszesz. Mutiliationki pomimo upływu lat i tych wszelkich kłód pod nogami robią nadal to, co lubią. Nikt im nie może zarzucić, że poszli na komerchę ze swoim muzykowaniem. Nie mam im nic do zarzucenia oprócz tego, że zawsze, gdy słucham MUTILATION czuję dziwną suchość w przełyku i myślę o tym, aby naoliwić gardło.

Artur

**********************************************

MASTABAH
Promo '04

Boleśnie oberwałem, krwistym ochłapem świeżutkiego mięcha, na dodatek jeszcze z kośćmi w środku. MASTABAH faktycznie, z nikim nie będzie się cackał, zasadzając co chwila, silnego kopa ciężkim obuwiem w krocze. Autentyk, nie znają litości w tym kolektywie rzeźników. MASTABAH to nowiutki twór na naszej krajowej scenie. W zasadzie to nowa jest nazwa, bo fachmani maczający paluchy w tym zespole, wcześniej udzielali się w innych znanych ekipach pieśni i tańca, jak choćby DARK LEGION, któremu się niestety zdechło. Szkoda, bo ten band, bardzo dobrze obczajone miał, techniki i metody zabijania dźwiękiem. Ale co tam?! Umarł król, niech żyje...MASTABAH he he. Cztery utwory z ich promóweczki, zdrowo mną sponiewierały. Stylistycznie, jakby się człowiek uczepił, to pewnie dałoby się podciągnąć ich dotychczasowe nagrania, pod dokonania wspomnianego wyżej DARK LEGION, ale tylko w jakimś tam procencie. MASTABAH gra szybciej, brutalniej, i jak to określił sam Thorn (gitara) - bardziej rzeźnicko. Trochę ten stuff traci na słabej produkcji, ale przecież nie wszystko można mieć od zaraz. Jestem dobrej myśli, że z kolejną wizytą w studio, istniejące dzisiaj niedociągnięcia, pójdą w zapomnienie. MASTABAH jedzie maksymalnie do przodu, rzygając agresją, zmuszają do konwulsji, spazmów wściekłości. Wiedzą dobrze, jak operować technicznie, bez użycia skalpela, aby trzewia same wyskoczyły na wierzch. Brutalnie, bez kompromisów, niszcząc i okaleczając wszystko dookoła. Ja w temacie mam tylko jedno zasadnicze pytanie: można prosić o więcej?!!


www.mastabah.prv.pl -

Skowron

**********************************************

RESURRECTED
"Stillborn Penetration"
Dark Force Entertainment

Jak ten czas leci hie hie…. Chłopakom z RESURRECTED dwa lata temu stuknęło 10 wiosen na metalowych dechach, a ten krążek w formacie DVD, jest niczym innym, jak tylko swoistym ukoronowaniem, minionej dla nich dekady. Nie jest to raczej full wypas wydawnictwo, jakie mają na swoim koncie zespoły z górnej półki, sygnowane przez duże etykietki, a pozycja jak najbardziej, przede wszystkim, dla zagorzałych wyznawców tego niemieckiego combo, w podziękowaniu, za razem spędzony czas. Ja osobiście darzę dużą estymą Thomasa i band, dlatego zawsze japa mi się cieszy, kiedy dostaję od niego, kolejną pozycję z dyskografii RESURRECTED. Nie będę pisał jak grają, bo to akurat nie czas i miejsce, a najbardziej zainteresowani, pewnie i tak dawno już wyrobili sobie własne zdanie o tych brutalach, jak i sama muza przez nich proponowana, nie jest im obca. Na główną część "Stillborn Penetration", składają się dwa pokazy siły rażenia tych rzeźników, w konfrontacji z metalową wiarą, okupującą niższe partie miejsca, pod sceną. Oba zostały zarejestrowane na taśmie filmowej, w stosunkowo niedługim odstępie czasu - sierpień i wrzesień 2003. Pierwszy z nich, to uderzenie na Party San Open Air, z kolei drugi, pochodzi - o ile dobrze się doczytałem - z New Deathfest. Mięso, krew, piekielna dzicz i kawał brutalnego grania. Bez wątpienia, Thomas to zasłużony libero tej załogi, ciągle szalejący na scenie, z nie znikającą groźną miną i wywieszonym jęzorem z którego ścieka wściekła ślina. Szkoda tylko, że mimo wszystko, koledzy z zespołu, chwilami nie dotrzymują mu kroku. Dobrze zarejestrowane, nie gorzej zmontowane, dobrze słyszalne…. Do tego trochę fotek, obowiązkowo bios, oraz dyskografia z krótkimi opisami poszczególnych pozycji. No cóż?! Obejrzałem, poczytałem i jestem zadowolony z posiadania tego krążka. Czy można było sklecić go lepiej? Pewnie tak, tylko po co?! RESURRECTED nie pcha się na siłę na duże plakaty w kolorowych pisemkach, ani nie dąży za wszelką cenę, do opływania w blichtrze drogiej tandety. Może przyjdzie jeszcze czas, na wysoko-budżetowe sesje i rejestracje. Może…nie ważne. Siedzą w podziemiu, a ci co ich znają i szanują, i tak sięgną po "Stillborn Penetration", nie raz i nie dwa, katując ten materiał na swoim "pececie", czy innym stacjonarnym wynalazku. Ja im osobiście życzę, jeszcze niejednej dekady na karku!

c/o Thomas Meyer; Dorfstr. 7a; D-47239 Duisburg; Germany

darkforceentertainment@hotmail.com -

Skowron

**********************************************

FETUS EATERS/BRAINCHOKE
Split CD
Grindethic Rec

Autentycznie, mam cholerną nadzieję, że ten splicik, wyprzeda się w Grindethic na pniu. Wiem, iż takie gadanie, to niekiedy czcze gadanie, ale zapewniam, że żaden maniak grind'owego mielniea - ale nie tylko - nie powinien czuć rozczarowania, w konfrontacji z obiema załogami, biorącymi udział w tym przedsięwzięciu. Pierwszy w eter leci chory stuff FETUS EATERS. Amerykańcy ładują w uszy ciężkim, lecz chwilami dość dziwnym graniem. W ich grind'owej propozycji, nie brak rasowej zgnilizny, jak i nieustającego ropotoku, a że nazwa do czegoś zobowiązuje….człowiek brodzi w kałuży wymiocin hie hie. Swoją drogą, to chłopaczki mają nie(zdrowe) poczucie humoru - rzućcie tylko okiem na takie tytuliki-perełki jak: "The Carpet Don't Match the Drapes" czy "Sperm Encrusted Sock" - to robią sobie jaja z pogrzebu przez cały czas. Jest miejsce na pewne eksperymenty, które wolałbym pozostawić w formie zagadki, tak by podnieść temperaturę wrzenia w gaciach co poniektórym - nietypowe, jednak ciekawe. Nie może być pełnego zniszczenia bez podmuchu wybuchów dzikich prędkości, eksplozji i huraganów monstrualnej wściekłości, a tego tu nie braknie. Jest kakofonia, są blastbeats, ale jest i logika w ich indywidualnej dewiacji. A jak już do całości wtrącić brutalność, przenikliwość gardłowego FETUS EATERS, to już człowiek całkiem z sił opada he he. Znaczy się, "Vomitcore", to lektura obowiązkowa dla brutalistów. BRAINCHOKE, to z kolei już inna bajka. Niby podobieństwo stylistyczne jakieś tam istnieje, ale akurat ta ekipa, sięga bardziej po wpływy z przeszłości, co czyni ich po części, old school'owym przedstawicielem dzisiejszej sceny łomotu. Właśnie przy BRAINCHOKE jest takie pewne "ale", a może lepiej nieścisłość, bo nie naparzają oni typowego grind'u. W ich muzie jest trochę thrash'owych linii, jak i death'owych partii. Angole nie są tak bezpośredni w tym co robią, jak ich poprzednicy ze splitu. Lubią przykombinować z techniką, więcej tu pewnego ładu, jakiejś dziwnej estetyki. W samych utworach, można odnieść wrażenie, iż wspomniane wcześniej naleciałości thrash i death metalowe, chwilami wysuwają się do przodu, z tyłu chowając ładunki grindcore'owej energii. Dobrze zmontowany, i równie dobrze zaaranżowany metalowy hałas. "Microchipped and Mindcontrolled" nie jest materiałem, który zasługuje na spływ w klozecie. Tyle odnośnie tej płytki.


beer@grindethic.co.uk -

Skowron

**********************************************

METAL WARRIORS
Compilaçăo No 01

Takiej składanki, po prostu było mi potrzeba. Nie dlatego, że jest jakoś szczególnie atrakcyjna z wizualnego punktu widzenia, tylko biega o jej zawartość. Co jest takiego niezwykłego w tej kompilacji? Ano jest to pewien przekrój brazylijskiego podziemia, a chyba nawet chłopcy "empikowcy" wiedzą, że jest to swoista kopalnia diamentów, do których trzeba dotrzeć, by móc je potem zaprezentować reszcie wiary. Ten krążek spina w całość 22 zespoły, i co dla niektórych równie ważne, ta kompilacja nie jest przeznaczona dla wyznawców, jednej, konkretnej stylistyki metalowego hałasu. Są tu autentyki, które trafiają za pierwszym razem do celu, są też ekipy, które wypadają dość blado po przesłuchaniu, tylko jednego ich utworu, ale równocześnie, chciałoby się sprawdzić coś więcej w ich wykonaniu, bo czasami pojedynczy numer, nie jest do końca reprezentatywny dla danej hordy, no jest czas i miejsce dla zwykłych kopistów, z których może się jeszcze coś wykluć w przyszłości. Od thrash metalu, poprzez brutalny death metal, gore'owe ekskrementy, fekalia, gdzieś na black metalu kończąc. Mógłbym w tym miejscu wypisać wszystkie nazwy kapel, goszczących na tej kompilacji, ale szczerze mówiąc, daruję sobie ten zabieg, bo takie szyldy jak CURA MODERNA, SANGRENA czy SCATOLOGIC MADNESS POSSESSION i tak pewnie nikomu nic nie powiedzą, a przecież tego jest tutaj więcej. Jedynie zatwardziałym szperaczom w podziemnych odmętach, mogła nieraz obić się o uszy nazwa IMPERIOUS MALEVOLENCE, ale raczej to wszystko. Kartonowe opakowanie, wkładka z namiarami na poszczególne załogi. Warto sięgnąć po ten krążek, choćby po to, by można było zaszpanować przed koleżkami z trzepaka, iż brazylijska scena undeground'u, nie ma przed Wami tajemnic.

Vergasta Produçöes; Caixa Postal 63; Teresina – Piaui; CEP: 64.001-970; Brasil

www.vergasta.cjb.net -

Skowron

**********************************************

Next / Kolejne   Next / Kolejne   Next / Kolejne  

WSPIERAMY!!!