ABSTRUSE
"Transgression"
CD '07

Myślę, że propozycję Greków spokojnie można spasować ze słowami progresywny lub awangardowy. Propozycja jaką odnajdziemy po odpaleniu „Transgression”, to całkiem śmiałe połączenie muzyki filmowej, mrocznego i klimatycznego, klawiszowego grania z ostrzejszą formą, metalowego łupania. Nie jest to tym samym jakoś szczególnie świeży pomysł na muzykę, bo pewne środki, jakich używa ABSTRUSE do wyrażania własnych myśli, znalazły już ujście chociażby na produkcjach ARTCTURUS'a, to jednak nie umniejsza faktu, iż grecki duet ma całkiem modernistyczne i dość ciekawe spojrzenie na podejmowane tematy. Od pierwszych taktów, pobrzmiewających z tego krążka słychać wyraźnie, iż jego autorzy mają niemałe ambicje i możliwości do komponowania czegoś dość interesującego. Cała muza oparta jest na sporej dawce eksperymentów, dźwiękowych wariacji, kombinowaniu, nietypowych rozwiązaniach. Zdaje się, iż klawisze pełnią tu najważniejszą rolę, budując mroczny, ponury i psychodeliczny klimat, w który następnie wgryzają się wiosła, automat perkusyjny i mocny, chropowaty, grwol'ujący wokal. Choć czarno-białe instrumentarium nie zawsze idzie w parze z tradycyjnymi narzędziami metalowych grajków, to związek tychże urządzeń zawarty na tej płytce, wygląda na całkiem udany, a tego czego nie są w stanie wykonać klawisze, czyli wyostrzyć ten materiał, spotęgować jego poniekąd ciężar, z powodzeniem nadrabiają właśnie wiosła. „Transgression” jest chwilami dekakofoniczny, chaotyczny, by po chwili pokazać, że w każdym szaleństwie jest metoda, bardzo trafna na finiszu. Ten stuff momentami wydaje się być wywrócony do góry nogami, by w chwili następnej przejść do zgoła bardziej strawnych fragmentów. ABSTRUSE buduje muzykę na pewnej palecie barw i póki co, odcieni sraki nie odnotowałem. Jedna, wielka celebracja dźwięku, do tego przyzwoicie wyprodukowana. Można nie chcieć słuchać takiego grania na dłuższą metę, ale jako odskocznia w odmienność metalicznych dźwięków, produkt idealny. I kończąc ten opis dodam jeszcze tylko, iż „Transgression” została wyda w całkiem ciekawej formie. Jest krążek audio na CD i video na DVD. Tego drugiego opisywał nie będę bo traktuję go bardziej jako swoiste uzupełnienie całości, ale jako taka ciekawostka, pasuje nie najgorzej.

- www.myspace.com/abstruseweb

Skowron

DENIAL WAITS
"Open Skies"
CD '08

Materiał greckiego DENIAL WAITS już jakiś czas czekał na swoją kolej do zrecenzowania. Kapelę założyli członkowie SILENTPROOF w 2008 roku i szczerze mówiąc nie mam pojęcia czy polegało to po prostu na zmianie nazwy. Sami muzycy określają swoje dokonania jako Alternative Rock/Metal. Chociaż w pewnych momentach muzyka utrzymana jest w stylu Southern Rocka. Być może jest to moje subiektywne odczucie. Jednak na taki stan rzeczy wpłynęły między innymi charakterystyczne aranżacje odegrane unplugged (w czterech utworach), czyli elektryczne gitary usłyszymy tutaj tylko w dwóch pozostałych kawałkach (na 6) oraz ponadto ewentualnie jakieś drobne partie klawiszy i skrzypiec. Co nie oznacza, że ta muzyka nie ma kopa. Owszem, kawałki akustyczne tworzą głównie spokojny melancholijno- psychodeliczny nastrój z momentami emocjonalnego wzburzenia (wśród nich znajduje się cover LED ZEPPELIN "Rock’n’roll" i A PERFECT CIRCLE "Orestes"). To pozostałe utwory są już typowe dla rockowo/metalowej stylistyki (chociaż nagrane w słabej jakości dźwięku). Jeden z nich to cover RAGE AGAINST THE MACHINE "Know Your Enemy". Natomiast drugi, pochodzący z jakiegoś demo jest jakby mieszaniną niektórych muzycznych upodobań muzyków, czyli LED ZEPPLIN, TOOL i PEARL JAM. Dziwny jest to materiał…

MySpace-DENIAL WAITS

Gnom

ANTIQUUS
"My Kingdom"
CD '08

Materiał "My Kingom" gdzieś mi się zawieruszył… ale skoro go znalazłem postanowiłem go opisać… Twórczość ANTIQUUS, a w zasadzie Abazusa znam od samego początku. Jest to kolejny solowy projekt tego młodego artysty i na dzień dzisiejszy jest to przedostatni twór ANTIQUUS’a. Niedawno recenzowałem jego ostatni album "Suicie War", którego opis znajdziecie na naszym portalu. Ale wróćmy do czteroutworowego "My Kingom"… Abazus ma już wyraźnie wytypowaną ścieżkę muzyczną jaką podąża z ANTIQUUS’em. Kompozycje są nadal przepełnione furiatyczną wściekłością z chwilami jakiejś tajemniczej nostalgii. Co wyraźnie słychać w aranżacjach… Szaleńcze i ostre riffy wspierane przez chaotyczne i melodyjne solówki oraz przez zautomatyzowaną perkusję pełną blastów. Przeraźliwy blackowy wrzask przeplatany monstrualnym growlingiem oraz majestatyczne partie klawiszy, miejscami tworzące złowieszcze lub ambientalne klimaty. Muzyka zawarta na krążku jest iście diabelska, szalona, agresywna, opętana, majestatyczna i chwilami z tchnieniem mrocznego mistycyzmu. Niestety jak zwykle mam zastrzeżenia do brzmienia gitar… Może przydałoby się nagrać kilka najlepszych utworów w profesjonalnym studio… Aż strach pomyśleć jakie pojawiłoby się zamieszanie w black metalowym podziemiu.

ANTIQUUS

Gnom

KOMMANDANT
"Iron Hands On Scandinavia"
demo '07

Z USA się to do mnie dowlokło i z buta wydało się czymś całkiem ciekawym, nawet bez odpalania samej muzyczki. Amerykańcy wzięli sobie na tapetę czasy drugiej wojny światowej (co już samo w sobie jest pewnym ewenementem wśród tamtejszych zespołów), w lirykach zdaje się poruszają zdarzenia z ziem skandynawskich tamtego okresu, a z okładki zdobiącej tego demoska, wyziera czarny krzyż charakterystyczny nazistowskim Niemcom (tu akurat wolałbym bez poplecznictwa drużynie Adolfa). Te oto argumenty przemówiły jak najbardziej za tym, aby jak najszybciej odpalić ten krążek i obczaić, co się na nim wyrabia. A przyznam, że wyrabia się całkiem nie mało i w nie byle jakim stylu. Z kolei owe nie mało, można też rozpatrywać w sposób dwojaki, bo na tego demo/latora złożyły się zaledwie trzy utwory - „Blood And Savagery”, „Social Parasite”, „Bypaths To Chaos” - o łącznym czasie niespełna 10-ciu minut, ale muzycznie okazało się, iż to jednak o wiele więcej, i czas wystarczający, aby ostro nakopać do zada. KOMMANDANT wypierdala wściekle szybkim death/thrash’em, a w momentach tej naprawdę cholernie szybkiej młócy, robi się nawet czarno w barwach MARDUK'owego black metalu. "Iron Hands On Scandinavia" miażdży! Chłopy sypią morderczymi riffami, pera strzela rozgrzanymi do czerwoności gwoźdźmi, a wokale...no cóż, miodzio. Mimo całej rzezi jaką KOMMANDANT tutaj proponuje, całego, nasyconego chaosem i zniszczeniem jazgotu, masy brutalnych, zabijających cięć, ten stuff został namaszczony pewną czytelnością i chwytliwością zrazem. To natomiast, jedynie uatrakcyjnia propozycję Amerykańców, a po pewnym czasie spędzonym na obcowaniu z tym krążkiem, japa sama bezwiednie i mimicznie zaczyna prawić osobliwą mantrę, a ciało w niepohamowanym obłędzie, pędzone transem podąża za tą w pytę muzą – no wiecie, bańka opada raz ku górze a raz w dół i tak dalej. Ale bez obaw, KOMMANDANT wie znakomicie jak zachować bezlitosnego ducha takiej muzy i rzygnąć potężną dawką surowizny. Nie chcę nikomu wmawiać, że ktoś tu odkrył nowy, nieznany dotąd ląd, to jednak pokłady piekielnych talentów drzemią w nich ogromne, a sama muza ma niesamowitą energię, którą można by obdzielić tuziny. Słucha się tego wręcz kapitalnie a ucho przez długi czas nie ma zamiaru odkleić się od głośnika! Sprawdźcie bo cholernie warto!!!

- www.myspace.com/kommandantofficial1

Skowron

RE-DRUM
"S"
Zoharum

Rosyjski RE-DRUM jest kolejnym przedstawicielem niszowego nurtu elektronicznej muzyki eksperymentalnej określanej mianem Drone/Ambient. Niektórych z was zapewne nie zdziwi fakt, iż album otoczony jest opieką wytwórni Zoharum, która to promuje i wydaje podobne dźwięki. Myślę, że album "S" jest przeznaczony dla bardzo wytrwałych i zaangażowanych osób w scenę muzyki Ambient. Materiał prezentuje bardzo transowe i hipnotyczne kompozycje ciągnące się jakby w nieskończoność sprawiając wrażenie monotonności, co dodatkowo potęgowane jest przez stworzenie złudzenia nieprzerwanej ciągłości czterech kompozycji zlewających się w jedną ponad pięćdziesięciopięciominutową całość. Tutaj, cisza między przerwami utworów wydaje się być również wymowna, gdyż podkreśla oczekiwanie na kolejny muzyczny temat, których jest tutaj sześć czy siedem. Podobnie jak w większości tego rodzaju kompozycjach owe nieskomplikowane, chwilami minimalistyczne syntezatorowo-samplowe aranżacje tworzą tajemniczą mroczno mistyczną aurę rozpościerająca się po muzycznej przestrzeni.

RE-DRUM

Gnom

DOCTRINE X
"Mind Control"
CD '09

W pracę nad debiutanckim albumem DOCTRONE X zaangażowano muzyków z różnych grup, jak TOTEM, CHAINSAW, SCEPTIC i TURBO… A zatem mamy tutaj do czynienia z profesjonalnym podejściem już od samego początku, co sprawiło, że "Mind Control" zapowiada się bardzo gorąco. Zresztą słychać to doskonale w kompozycjach tego 10-cio utworowego materiału, będącego ciekawą miksturą Szwedzkiego melodyjnego Death Metalu z technicznym Thrash Metalem. Obrazując to bardziej zrozumiale, doszło tutaj między innymi do unikatowego połączenia patentów UNLEASHED z patentami ANNIHILATOR i MEGADETH. Cechą charakterystyczną kompozycji są trzy barwy wokalne (należące do Max'a i Weroniki – znanej z TOTEM i SCEPTIC) występujące na przemian jak i polifonicznie (typowy "unleashedowski" niski melodyjny growling i nieco wyższy, bardziej chrapliwy wrzask oraz melodyjny śpiew utrzymany w niskich tonacjach), ponadto nisko strojone gitary wydobywające z siebie ciężkie i rytmiczne riffy, melodyjne solówki (najczęściej utrzymane w kanonach technicznego thrashu lub przypominające wczesne melodie DEATH) występujące na tle mocnych uderzeń perkusji. Materiał jest zarówno ciężki i melodyjny, dynamiczny oraz żywiołowy ale i lekko melancholijny. Co tu dużo gadać… Ten album powala na kolana!

DOCTRINE X

Gnom

STILLBORN
"Esta Rebelión Es Eterna"
Dissonance Rec

Odwieczny bunt, rebeliancki duch, od zawsze, jasno zdeklarowana postawa, atakujące bluźnierstwo i nieświęty, odegrany z piekielną mocą śmierć metal. Od lat, twórczość Mielczan rozpatrywana była w kontekście powyższego i jeżeli ktoś spodziewał się nie/chlubnej kontynuacji podjętego przed „wiekami” przez ten band zniszczenia w znanym maniakom death metalu z wcześniejszych nagrań tej ekipy stylu, dostanie tego, czego dokładnie oczekiwał: PO RYJU!!! STILLBORN od dawna ma jasno sprecyzowaną drogę (w zasadzie to ścieżkę lewej ręki) którą chce podążać, a z której póki co nie zamierza zbaczać, a upór i determinacja jaka zawsze była obecna w tym zespole, nie dość że godna podziwu, to jeszcze dodatkowo ładująca wysokooktanowe paliwo, co z kolei zwyżkuje mocą i siłą rażenia montowanej przez nich muzy. "Esta Rebelión Es Eterna" niby pełni w dyskografii tej hordy rolę kolejnego, nowego długograja, choć z pewnością, nie jest to typowy „full” jakie zwykło się kojarzyć w takim kontekście. A to z przyczyny takiej, iż na dziewięć hymnów składających się na ten krążek, zaledwie cztery to świeżutkie, autorskie kompozycje STILLBORN (plus intro), natomiast resztę stanowią covery, przeplatające się z tą właściwą sferą twórczą. Zresztą, podtytuł tego krążka „Tribute To Unholy Metal„ wiele w tym temacie wyjaśnia, a i mi to bardziej pasuje. To teraz usiądźmy trochę na covery. Mamy tu „Sodomize The Dead” (PILEDRIVER), „The Third Of The Storms” (HELLHAMMER), „Nightmare” (SARCOFAGO), same piękniusie pioseneczki nieprawdaż?! A to nie wszystko, cover'ową część zamyka całkiem nietypowy utwór jak na treści stylistycznie preferowane przez sam STILLBORN, ale odpowiednio podrasowany, nabiera już im odpowiedniego kolorytu „Soldiers Of Hell” (RUNNING WILD). Chociaż, tak szczerze powiedziawszy, w oryginale ten song chyba smakuje najlepiej! Co tu więcej napisać? Nie zauważyłem, aby któryś z powyższych szlagierów został poważnie okaleczony czy obdarty ze swoich nie/świętych instynktów mordercy, natomiast nadano im odpowiedni charakter sadyzmu, nihilizmu i bezkompromisowości adekwatnej dźwiękom którym hołduje mielecka załoga. Autorskie kompozycje, to już pełna świadomość tego co się tworzy, z jakiej STILLBORN od zawsze jest znany, i choć z czasem przeobraża się to i w pewną przewidywalność, to ja osobiście rozpatruję ją nie w formie zarzutu, ale kolejnego atutu i takiego pozytywnego aspektu dokonań tej hordy. Przecież wiadomo, że ma być death metalowe tornado, i póki co, w ich przypadku to mi wystarczy hie hie. A że przy okazji chłopy wiedzą, skąd się hałas rasowy wziął na świecie i jemu składają pokłony, nie nobilitując sobie, jak to bywa w przypadku wielu ekip, nikłych pokładów diabelskich talentów tanimi sztuczkami technicznymi, to chwali im się to raz jeszcze. A propos, od strony technicznej, nie uważam tych diabłów za jakowychś kaleczniaków, to tak gwoli ścisłości, bo ich sprawność w tej materii jak zawsze, to zdecydowanie więcej iż średnia krajowa. Jest intensywnie, nie mają litości, toczy się wojna i leje się krew. Chwała im za to! Za to ich lubię!

Dissonance Records; c/o Marcin Malczynski; P.O. Box 8; 39-303 Mielec 6; Poland

dis_prod@wp.eu - www.dissonance.ovh.org

Skowron

PERCIVAL SCHUTTENBACH
"Reakcja Pogańska"
Centrum Kultury Muza

"Reakcja Pogańska" jest kolejnym albumem folkowo metalowej hordy z Lubina, która dumnie określiła swoje przedsięwzięcie jako New Wave Of Polish Heavy Folk. I powiem szczerze, że owo określenie idealnie pasuje do charakteru kapeli. PERCIVAL SCHUTTENBACH jest sensu stricte folkowo metalowym bandem, gdyż jego kompozycje to w większości metalowe aranżacje ludowych pieśni słowiańskich, zawierających nie tylko ludowe melodie ale i teksty (oraz język) zaczerpnięte ze słowiańskiego folkloru będące miksem pieśni Polskich, Białoruskich, Bułgarskich oraz Ukraińskich. Mało tego, w utworach usłyszymy poza typowym rockowym instrumentarium, grę na tradycyjnych instrumentach typu mandolina, róg, ligawa, instrumenty smyczkowe i liczne wspomagajki. Muzyka jest bardzo energiczna, melodyjna, swoiście klimatyczna, zarówno skoczna jak i melancholijna czy też z tak zwanym pazurem, gdzie przeplatają się ciężkie, dynamiczne gitarowe riffy, rytmiczne uderzenia instrumentów perkusyjnych z folkowymi melodiami i zadziornymi lub nostalgicznymi wokalami (głównie żeńskimi). Na uwagę zasługuje warstwa liryczna skupiająca się na życiu i kulturze średniowiecznej oraz wydarzeniach z tamtej epoki. Przy okazji można posłuchać ówczesnych języków, które przy metalowej oprawie brzmią bardzo kuriozalnie ale i oryginalnie. Choć PERCIVAL SCHUTTENBACH, o ile mi wiadomo, jest raczej jedyną w swoim rodzaju tego typu polską kapelą to niektóre momenty kojarzą się z dokonaniami ANKH (wyłącznie za sprawą połączenia rockowo-metalowych gitar z niektórymi partiami smyczków) czy też STOS (dzięki ostrzejszym partiom damskich wokaliz; miejscami ten drapieżny kobiecy śpiew jest bliski śpiewowi Ireny Bol). Jednak to tylko nieznaczne asocjacje nie wpływające na ogólną całość. Nieco odmiennym klimatycznie kawałkiem z "Reakcji Pogańskiej" jest "Satanismus (Braniewo song)", który raczej ma najmniej wspólnego ze średniowiecznym folklorem, aczkolwiek mimo swojej chwilami typowo metalowej aranżacji ma w sobie duszę i prezentuje mroczno-melancholijno-satyryczny ton (skupiając sobie wielojęzyczną warstwę liryczną – język niemiecki, łaciński, polski, angielski, a może i nawet neologizmy). Album wydany jest w postaci digipacku, z apetyczną "pogańską zakonnicą" w środku ?. I jak głosi "Bajka o melodii" zawarta tam muzyka i „dźwięki radują serca, a rytm nadaje sens. (…) Stęsknionym, pokaże miłość. Smutnych, rozbawi. Zmęczonych, ukoi. (…) Melodia ta, bowiem, jest magiczna."

PERCIVAL SCHUTTENBACH

Gnom

ANTIQUUS
"Suicide War"
CD '09

Abazus wydał na światło dzienne kolejny swój solowy materiał. Jest on natchnionym artystą, który dokonuje transfiguracji swoich mrocznych demonów do muzyczno-wizualnej formy (stąd taka mnogość wideoklipów – nie tylko ANTIQUUSA ale i jego pozostałych projektów). Dokonania Abazusa mam okazję śledzić od samego początku (a jest to już kilka lat) i tak jak jego pierwszy solowy-ambientalny projekt LADROS przechodził niewielką metamorfozę to ANTIQUUS od samego początku podążą tą samą mistyczną i czarną drogą zagłady miejscami przypominającą BURZUM lub CORPUS CHRISTI. Cechą charakterystyczną projektu ANTIQUUS jest swoiste brzmienie gitar (uzyskane dzięki domowemu studiu nagrań), aczkolwiek jakoś ja zawsze miałem zastrzeżenia do tego brzmienia i podobnie jest tym razem (dla mnie jakby było dużo wysokich tonów). Chociaż to jest moje subiektywne odczucie, a najprawdopodobniej jest to już stały, zamierzony efekt. Zaś sam album "Suicie War" to totalna black metalowa furia, pełna ekstremalnie szybkich i ciężkich riffów połączonych kanonadą blastów oraz opętańczych i diabolicznych wokaliz. Oczywiście powyższe zestawienie opisuje tylko podstawę twórczości w ANTIQUUS, ponieważ spośród tych ekstremalnych dźwięków miejscami wyłaniają się bardziej klimatyczne tematy będące mniejszością podkreślającą mroczny i zimny nastrój (chociażby melodyjne gitarowe "Intro", dynamiczne solówki, czy klawiszowe akcenty w tle szaleńczych i niszczycielskich dźwięków). Jednak tym razem klawiszowe partie nie zostały tak wyraźnie wyeksponowane jak poprzednio co przesunęło całość z bardziej klimatycznych tematów w stronę ekstremum. Utworami łączącymi złowieszczy (a nawet czasami melancholijny!) klimat z destrukcyjną siłą są tutaj - "Lord", który zwrócił moją uwagę jeszcze przed edycją "Suicie War" czy też "Dark Q" i "War" – muzyka w nich zawarta obrazuje strach i zagładę, pierwotne siły natury, bestialskie instynkty, żądze oraz demoniczne manifestacje. Tego typu obrazy zostały zmaterializowane w scenach wideoklipów. ANTIQUUS przedstawia bardzo agresywną muzę i mimo klimatycznego tchnienia potrafi doszczętnie zmiażdżyć najbardziej wytrwałych koneserów ekstremalnego łomotu.

ANTIQUUS

Gnom

MORTIS DEI
"Last Failure"
CD '09

Podziwiam ten zespół! Podziwiam za to, iż mimo przeciwnościom losu, licznym zmianom składu, naprzeciw zmieniającym się koniunkturom, zmieniającym się trendom w metalowej muzie, zapaściom death metalowej sceny, ciągle im się chce pchać ciężki, napakowany bagażem doświadczeń wózek. Podziwiam za to, iż mimo wcale nie gwiazdorskiej pozycji na naszym podwórku, za własne, ciężko uciułane pieniądze i przy pomocy drobnych sponsorów, montują, nagrywają i wydają kolejne, kapitalne płyty. Podziwiam za to, iż mimo tego, że z góry wiem czego oczekiwać po ich kolejnej produkcji, są w stanie ciągle mnie zaskoczyć, i odnaleźć się w czymś mimo iż generalnie zamkniętym hermetycznie w jednym, jasno sprecyzowanym gatunku łomotu, to za każdym razem serwując coś zupełnie odmiennego niż na poprzedniej realizacji, świeżego i podcinającego kolana. Dzięki takim zespołom, jeszcze w ogóle wierzę w sens wspierania metalowego łomotu! Dzięki takim kapelom jak MORTIS DEI, chce mi się jeszcze grzebać głęboko w podziemiu, w poszukiwaniu perełek, i choć wiem, że oryginalność w śmierć metalowym gatunku to wręcz rzecz dzisiaj niebywała i nie spotykana, to dla mnie MORTIS DEI jest taką swoistą perełką underground'u. Już dawno kupili sobie wysokie miejsce w moim prywatnym rankingu i wraz z "Last Failure" podbijają jego kolejne terytoria. Ten krążek to jeszcze jedna twarz tego zespołu, nowe oblicze, która w rozciągłości minionych lat, spędzonych na muzykowaniu, dotąd jeszcze nikomu nie była objawiona. I choć może dla wielu trąci to pewnym banałem, to mnie tym krążkiem MORTIS DEI po raz kolejny wzięło z zaskoczenia. Po mega intensywnym, rewelacyjnie technicznym, zwartym, gotującym się i cholernie szybkim "My Lovely Enemy”, bydgoski kwartet poszedł w zupełnie innym kierunku. "Last Failure" nie jest już tak skomasowanym atakiem jak poprzedniczka. Zdecydowanie więcej tu mroku, ciężaru, piekielnej duchoty, pesymistycznych wyrażeń, po prostu brutalnego przekazu o ile wiecie co mam w tym momencie na myśli?! Ale to nie wszystko, bo ten album, to muzycznie i aranżacyjnie jakby dziwne rozdwojenie jaźni. Na tej płycie ścierają się jakby dwa światy kostuszego grania – ten morderczy, brutalny właśnie, ale przetkany finezyjnością, uwypuklający aranżacyjne smaczki, z jakby wypieszczoną melodyką (notabene, owa melodyka od zawsze towarzyszy zespołowi, ale w innym charakterze), nieokreśloną bliżej formą przyswajalności. Temu wszystkiemu z kolei niekiedy towarzyszy osobliwa prostolinijność a nawet dość modernistyczny charakter pojawiających się dźwięków (riff otwierający "Sick Mind"). MORTIS DEI jakby czarował szukając przy tym słabych punktów swojego słuchacza, serwując raz całkiem klimatyczne wątki, sypiąc ciekawymi, rozbudowanymi partiami solowymi, plącząc melodyjną nicią, by nagle przygwoździć odbiorcę do ściany z rozłożonymi rękoma przybijając go grubymi gwoźdźmi do zimnego muru. "Last Failure" to ni mniej ni więcej, tylko 9 hymnów śmierć metalowego barbarzyństwa wypełnionego po brzegi piekielnie duszną, odbierającą życiodajne hausty powietrza atmosferą, morderczych blastów, gwałcących rytmy riffów i świetnych growl'i, ale uzupełnionych o pewną subtelność i chwytliwość materiału. Nagrali płytę nowoczesną ale tradycyjną zarówno, doskonałą i skończoną. Wiedziałem, czułem, że znowu będę musiał stawić czoła mocnej płycie, ale tym razem samo słowo „mocny” jest zdecydowanie poniżej tego, co się kapeli należy. Chylę głęboko czoło!!! TAK WŁAŚNIE JEST!

mortisdei@go2.pl - www.myspace.com/mortisdei

Skowron

WHISPERS
"Passions"
CD '09

WHISPERS "Passions" miałem okazję słuchać wielokrotnie, aczkolwiek nigdy pod kontem zrecenzowania albumu. Chociaż materiał ma już 12 lat i jest znany większości starym wyjadaczom to pomyślałem sobie, że skoro Cezar podesłał mi krążek z tym albumem, będzie to dobry pretekst by odświeżyć wspomnienia o tym kontrowersyjnym projekcie. Dlaczego kontrowersyjnym? Wiedzą to fani black metalowego CHRIST AGONY – macierzystej hordy Cezara, gdyż muzyka WHISPERS jest wynikiem fascynacji Cezara "wczesnymi dokonaniami pionierów muzyki metalowej". Pozostali ludzie tworzący skład WHISPERS byli "związani z post-punkowym zespołem MORALNY SUKCES IKARA, który swój sukces osiągnął pod koniec lat 80." W wyniku tej personalnej fuzji powstała specyficzna muzyka posiadająca ciężkość i agresywność heavy metalu oraz dynamikę i melodykę post punkowych uderzeń wraz z silnym progresywnym i mroczno-psychodelicznym tchnieniem. Kompozycje zawierają różnorodne tematy muzyczne, od prostych zagrywek po bardziej skomplikowane dźwięki, które błądzą po heavy metalowo-hard rockowych i post-punkowych pięcioliniach. Podobnie jak dość rozwinięte aranżacje instrumentalne, wokalne frazy również są urozmaicone. Oscylują one pomiędzy spokojnym, nostalgicznym śpiewem i melodeklamacjami a lamentującymi zawodzeniami oraz ostrzejszymi wokalnymi uniesieniami. Całość jest dość energiczna ale i zarazem bardzo melodyjna oraz melancholijna. Z powyższych powodów raczej trudno powiedzieć, że materiał jest typowo metalowy czy typowo post-punkowy. Z jednej strony jest zbyt alternatywny, zbyt mało agresywny, czasami zbyt prosty a z drugiej strony jest zbyt ciężki, zbyt dynamiczny i zbyt klimatyczny. Jak wiadomo jedyny album WHISPERS - "Passions" został wydany w 1998 roku jedynie w formie kasety przez Demonic Records i niestety nie posiadam informacji co do szczegółów wydania albumu na krążku. Wygląda na to, że materiał na Cd został wydany własnym sumptem (z inną ilustracją na okładce).

Gnom

MOTHRA
"Dyes"
Selfmadegod Rec

Śledząc poczynania wydawnicze Karola i jego Selfmadegod przyznaję, że chłopina zwykł mieć czuja do promowanych przez siebie zespołów, a pozycje ukazujące się kolejno z logiem jego stajni, nie raz i nie dwa, zrobiły dobrze moim odsłuchom. Idąc tym tropem dalej, w przypadku MOTHRA odstępstwa od tej reguły nie zanotowałem. "Dyes" to cholernie czarodziejski materiał. Nie w kwestii magii czy jakiegoś czarnoksięstwa, ale bez wątpienia, jest to materiał dość zjawiskowy, twórczy a na naszej, rodzimej scenie całkiem świeży i zaskakujący. Zresztą, muza jaką tworzy ten band, w całości złożona jest z dźwięków nietuzinkowych i zaskakujących właśnie. Styl w obrębie którego MOTHRA się porusza już sam w sobie do łatwych i przyjemnych w odbiorze raczej nie należy, a to co tu się wyrabia, to ekwilibrystyka sama w sobie, intensywne eksploatowanie instrumentarium i zaangażowanie w niekonwencjonalność padających kolejno ciosów. "Dyes" to „produkt” głośny, atakujący bezpardonowo, zakręcony, połamany, w obrębie instrumentów strasznie pogmatwany by nie powiedzieć wręcz wirtuozerski, ale też bardzo metalowy i core'owy. Ten album to krążek skonstruowany, zgrany, odegrany i nagrany z pasją wynikającą przede wszystkim z samego grania, obcowania z takimi, a nie innymi dźwiękami. "Dyes" to również uderzająca furia, wściekłość i euforia sianego terroru. Każdy utwór to pewna zagadka, na terytorium której czai się masa niespodzianek, dziwnych zagrań, sonicznych wybryków. MOTHRA potrafi być też wręcz opętana, psychicznie nie zdrowa, wybuchowa, pełna rebelii, anormalna i niestandardowa. I pewnie mógłbym tak jeszcze sączyć superlatywy pod adresem tej załogi, tylko nie do końca wierzę, by jakiekolwiek słowa mogły oddać nieobliczalny charakter tej muzy. Zatem zakończę tu i teraz kwitując krótko: dla wielbicieli MOCY lektura obowiązkowa!!!

-

Skowron

PSYCHOBOLIA
"Fisting You All"
Xtreem Music

Francja to taki kraj na metalowej mapie świata, gdzie o samej muzyce chyba więcej się pisze i o niej gada, niż ją samą gra, a przynajmniej ja takie odnoszę wrażenie. Przecież zespołów prących do przodu i z uporem maniaka pchających od lat swój metalowy wózek, i tym samym słuchanych, czy też znanych przez szersze grono maniaków, zbierające się dalej niż na lokalnym blokowisku, jest przecież zaledwie garstka. Co prawa, raz na jakiś czas coś się tam wykluje i próbuje swoich sił na tak zwanym szerszym polu, ale często tak samo jak szybko dany band się pojawia, to jeszcze szybciej słuch o nim ginie. Jak zawsze są wyjątki od reguły, ale ciągle nie wiele... W każdym bądź razie, my tutaj przecież nie o tym, choć w obrębie powyższego tematu zaczynać będziemy. Ano PSYCHOBOLIA to zupełny debiutant właśnie z Francji, o muzie którego ja, do chwili obecnej pojęcia nie miałem. Jak widać, kwartecik mimo iż zupełnie świeży to „produkt” to już zaskarbił sobie łaski w całkiem nie byle jakiej stajni, przez co i okazja się nadarzyła, do zweryfikowania ich muzycznej wartości nausznie. To co mogę powiedzieć na dzień dobry, to fakt, iż debiut się im udał a nawet więcej, zespół startuje z całkiem wysokiego pułapu i jak będą ten poziom w stanie utrzymać na kolejnych wydawnictwach, to metalowe sceny będą stały dla nich otworem. „Fisting You All” to nic innego, jak pół godzinna porcja brutalnego, morderczego i gnijącego death metalu, stworzonego przez trzech kolesi i taką jedną, całkiem niepozorną babkę. Co więcej, ta dziewoja drze tu ryło. Wiem, że dla wielu z Was zestaw w następującej kompilacji, czyli DEATH METAL + MIKROFON + CYCKI = zestaw w ogóle nie atrakcyjny, banalny czy śmieszny, ale wierzcie mi, kobitka daje radę, a ja do jej mieszanych w tonacjach dialogów wokalnych, nie mam zbyt wiele do zarzucenia. Fakt, za pierwszym razem smakuje dość dziwnie, ale już potem pasuje wręcz idealnie. Stylistycznie, wyraźnie autorzy „Fisting You All” kochają słowo „old” - stary CANNIBAL CORPSE, stary MORBID ANGEL, stary DEICIDE, stary IMMOLATION, KRISIUN i w ogóle tych starych ekip można by tu wymienić jeszcze kilka – dodatkowo głównie w amerykańskim stylu, z lekką domieszką thrash'owego szaleństwa i chaosu w stylu SLAYER z namaszczeniem współczesności w stylu na przykład HATE ETERNAL ze względu i przede wszystkim na niemałe umiejętności techniczne zespołu, choć tutaj akurat nie wyczuwam jakiegoś szczególnego, stylistycznego fetyszyzmu. Nie brakuje tu morderczych prędkości, pogoni za tornado, ale są również zakręcone zjazdy, trochę jakby bardziej mulące, a nawet całkiem rytmiczne rzekłbym ucieczki i tym podobne „niespodzianki”. Dominuje tu dzicz, staromodny chaos i szaleństwo, sączące truciznę riffy opętanych wioseł, growl'ing i gardłowe wrzaski, grzmiący gniewnie bass i bateria perkusisty w stałym pogotowiu do śmierć metalowej bitwy, a to ubrane jedynie we współczesne możliwości realizatorskie i nie złe brzmienie. Całościowo, łoją ostro i potrafią miażdżyć, a „Fisting You All” słucha się „z przyjemnością” od początku do końca. Myślę, że chcecie sięgnąć po ten krążek! Tak czy siak, ja będę go często nawiedzał na swojej półeczce.

-

Skowron

IN SCISSORS
"Orbis Terrarum Requiem"
Zoharum

Kolejny materiał ze stajni Zoharum gości w moim odtwarzaczu. I oczywiście jest to kolejny materiał zakorzeniony w klimatach Dark Ambient. Ponadto jak głosi wieść, album "Orbis Terrarum Requiem" wydany jest wręcz tradycyjnie w formie digipacku. Dźwięki zrodzone przez grecki IN SCISSORS transowo kroczą po ambientalnych rejonach muzyki elektronicznej, chwilami zapuszczając się w minimalistyczne rejony. Chociaż mimo, iż aranżacje zdają się być nieskomplikowane to jednak ich warstwa brzmieniowa jest dość urozmaicona. W zasadzie każdy utwór prezentuje inny rodzaj brzmienia i sampli. Kompozycje tworzą bardzo mroczny i hipnotyczny nastrój rozpościerając dookoła spokojny, tajemniczy i mistyczny ton. Czasami niektóre melodie i brzmienia przypominają dokonania MORTISA i BURZUM z czasów ich elektronicznych wojaży po świecie klawiszowych dźwięków. Jednak tego typu zabiegi należą do mniejszości. Reasumując, IN SCISSORS to podróż po świecie tajemniczych i mrocznych dźwięków wzbudzających w słuchaczu przeróżne obrazy wydobyte z głębi umysłu. Muzyka prowadzi nas na spotkanie z czymś niezwykłym, w odległe minione lub przyszłe czasy, w niepoznane regiony wszechświata lub w głąb naszej nieświadomości, gdzieś gdzie drzemią ukryte istoty żywiące się naszymi pierwotnymi emocjami.

Zoharum

Gnom

SETH
Promo '09

Powołany do życia w 2008 roku (w Lublinie) SETH jest pozornie młodą kapelą, gdyż jak głosi legenda, zespół jest inkarnacją DEIGRATIA – kapeli założonej w połowie lat 90. XX wieku przez niejakiego Paula, który to po wielu latach wskrzesza zespół pod zmienioną nazwą. Jedynym członkiem z pierwotnego składu DEIGRATIA jest właśnie Paul, który po kilku przetasowaniach personalnych dobiera stały skład. Oczywiście nie bez znaczenia pozostaje fakt, iż warstwą liryczną i wokalami zajął się sam Cezar (CHRIST AGONY, MOON, WHISPERS), którego specyficzny sposób śpiewania znacząco wpłynął na całość muzyki. Materiał promocyjny skupia 3 kompozycje oscylujące w klimatach szerokopojetego heavy metalu z naleciałościami thrash metalowych patentów a nawet stonerowskich gitarowych zagrywek. Już od pierwszych wokalnych fraz daje się odczuć wpływ Cezara na melodykę linii wokalnych. Jego charakterystyczny melancholijno-płaczliwy ton śpiewu (często polifoniczny) w połączeniu z nisko strojonymi gitarami, ciężkimi tłumionymi riffami, melodyjnymi aczkolwiek chwilami ostrymi solówkami oraz ze zrównoważoną pracą perkusji wyraźnie przypominają dokonania WHISPERS, czy też niektóre kawałki CHRIST AGONY (z czasów Moonlight” i „Darkside”). Szczerze mówiąc gdybym nie wiedział, że to SETH, pewnie pomyślałbym, że jest to kolejna płyta WHISPERS. Jednak muzyka SETH należy do typowo stricte metalowych klimatów, w przeciwieństwie do dźwięków WHISPERS z alternatywnymi naleciałościami. Rytmika promówki utrzymana jest w średnio-wolnych tempach. Całość jest melodyjna ale i równocześnie ciężka oraz bardzo melancholijna. A nawet momentami muzyka jest utrzymana w stylu retro lub jak kto woli old schoolowa (w pojęciu heavy metalowym). Pomijając fakt obecności Cezara uważam Promo 2009 za bardzo ciekawy materiał, szkoda tylko, że taki krótki. No cóż… to jest tylko promo. A z drugiej strony zastanawiam się czy SETH będzie tylko kolejnym projektem "w kolekcji" Cezara (jako odskocznia od CHRIST AGONY lub kontynuacja WHISPERS – jako fascynacja pionierami muzyki metalowej ), czy może będzie stałym bandem, na dłuższy czas…

SETH

Gnom

Next / Kolejne   Next / Kolejne   Next / Kolejne  

WSPIERAMY!!!