
GHOST MACHINERY "Haunting Remains"
Sound Riot Records
CD 2004
Myślałem, że już przejadłem się power/heavy
metalem, ale trzech panów z Finlandii, z których każdy ma jakąś przeszłość muzyczną
(Pete Ahonen - BURNING POINT, Tapsa Pelkonen - WILDCARD oraz Jussi Ontero - WILDCARD),
udowodniło, iż nie można znudzić się heavy metalowym graniem. Oczywiście, jeśli już
ktoś na dobre posmakował tego typu dźwięków. GHOST MACHINERY podarował nam 13 kawałków,
w tym cover-song GARY MOORE "Out In The Fields", w którym gościnnie zaśpiewał Ville
Laihiala (SENTENCED), a na gitarze pogrywał niejaki Mikko Myllyla. Swoją muzykę,
zespół określił mianem neo-classical power metal, i słusznie. Utwory charakteryzują
się sporą ilością dynamiki i melodyki utworzonej przez ostre gitarowe partie, symfoniczne
klawisze i oczywiście bardzo melodyjny śpiew wspomagany przez akcentujące chórki.
Aranżacje pełne są ciężkich gitarowych riffów, melodyjnych gitarowo-klawiszowych
solówek i melancholijnych lub czasem bardziej dynamicznych fraz wokalnych, które
łatwo wpadają w ucho (dzięki czemu już przy pierwszym słuchaniu materiału możemy
sobie ponucić razem z wokalistą - hahaha…). Dynamiką utworów steruje energiczna praca
rozbudowanej perkusji. Pragnę nadmienić, że nie mogło obyć się bez nostalgicznych
ballad, co według mnie podniosło wartość albumu. Całość tworzy podniosłą mroczno-melancholijną
atmosferę pełną swoistej dynamiki. Materiał jest idealny dla fanów power/heavy metalowego
szaleństwa w stylu HELLOWEEN, DIO, czy HAMMERFALL.
|
peteghost@hotmail.com -
www.ghostmachinery.com
| |
Gnom
|
**********************************************
|
|
STOMA
"Scat Aficionados"
Bizarre Leprous Prod
Ta płytka jest tak ohydna, perwersyjna i wredna, że aż rewelacyjna, i to nie wiem, czy użycie słowa "rewelacyjna" w stosunku do "Scat Aficionados", nie jest notą zaniżoną, bo ten krążek przyprawi Was o silne przeciągi między pośladami. To jest taki grind'ujący grindcore, że aż bolą jelita, a parcie na odbyt jest tak duże, że ni się człowiek obejrzy, a już ma kloca w gaciach. Zawsze się mówiło, iż holenderski "stuff" jest bardzo mocny, ale STOMA, to już klasa sama dla siebie, a to dopiero ich debiut. Na "Scat Aficionados" spokojnie znajdziecie blasty, wyniszczające prędkości, jak i old school grind'owego ducha z pełną energią i destrukcyjną siła tego gatunku, a o poszczególnych instrumentach i ich pracy, nawet nie chce mi się szerzej rozpisywać, bo to i tak masakra. Każdy perwersus wyciągnie swój długi, ociekający ciągnącą się śliną jęzor, w poszukiwaniu waginalnego mleka, albo chwyci za plastikowy kubek, by wypełnić go po brzegi jogurtem własnej roboty. STOMA, to chora jazda na przecięciu dokonań DEAD INFECTION, GUT, ROT poprzez SUBLIME CADAVERIC DECOMPOSITION, LAST DAYS OF HUMANITY, ROMPEPROP, INHUME, C.B.T czy CLITEATER, a przecież cover E.N.T, znaczy się EXTREME NOISE TERROR też dziełem przypadku nie jest. "Scat Aficionados" nie jest manierą sprawnego "kalkulatora", tylko częścią chorych umysłów jego twórców. I lepiej nie kojarzyć za długo w usilnym poszukiwaniu podobieństw do im podobnych deprawantów, bo mózg się zlasuje, przepalą Wam się obwody, i przegapicie kapitalny rozkurw. Polecam wszystkim których ropotok i fetor zgnilizny przyprawia o wzwód, a seks z kozą jest spełnieniem mokrych snów. Nie do przegapienia!
|
-
www.stomagrindcore.nl
| |
Skowron
| |
**********************************************
|
|
BUNDER NEKROMUNDA/VOMIGOD
"Landsberg vs. Grünberg"
MetalRuleZ Prod
MetalRuleZ i kolejny splicik z logiem tej podziemnej stajenki. Kolejny, ale za to poruszający inną tematykę anatomii brutalnego grania. Tym razem przyszła pora, na penetrowanie grind'owej i grindcore'owej części naszego, podziemnego podwórka. Podejrzewam, że wszystkim leniwcom, nie mającym w zwyczaju szperania w odmętach underground'u, Ancient zrobił tym wydawnictwem po prostu dobrze, choć sama zawartość tej płytki, to już takie pół na pół. Ale po kolei. Pierwsza startuje BUNDER NEKROMUNDA, do której to należy akurat te słabsze 50%. O ile muzycznie jest całkiem w porządeczku, i słychać wyraźnie, mocno i coraz pewniej stawiane kroki do przodu w obrębie ich muzyki, to i tak ich część tego splitu, jest słabszym ogniwem tego wydawnictwa. Wszystko rozbija się o brzmienie, zarówno nagrań studyjnych - które i tak jest majstersztykiem w porównaniu z resztą - jak i strzałów live, dorzuconych do całości, najprawdopodobniej po to, by uatrakcyjnić ten materiał. Akurat z atrakcyjnością to te koncertowe nagrania nie mają wiele wspólnego, bo zamiast słuchania, jest tylko męczarnia. Zanim doczytałem się, że to cięcia z żywca, to myślałem, że mi się mój skatowany hałasem pożeracz zjebał, i już pora wysłać go na emeryturę...dla mnie, w żaden sposób taka zlewka nie jest reprezentatywna dla formy kapeli, jej siły i rażenia, a tylko męczy słuchacza, i jest zupełnie niepotrzebne. BUNDER NEKROMUNDA natomiast od strony kompozytorskiej, aranżacyjnej wyraźnie nabiera rozpędu, i przybiera na mocy, ładując w struktury swoich "piosenek" coraz większy dynamit, i pod tym względem, wolę myśleć, iż zdarzył im się zwyczajnie wypadek przy pracy, niż psuć sobie smaka na kolejne nagrania tej ekipy. VOMIGOD - na tych zboczonych rzeźników czekałem, brnąc przez ścieżki ze srebrnego talerzyka należące do BUNDER NEKROMUNDA. Tyle dobrego, że to nie impreza na ringu, bo tym razem, ci pierwsi zebraliby łomot od ekipy z Zielonej Góry he he. VOMIGOD od samego początku po ostatnie takty swojego stuffu, zasuwają na pełnych obrotach, kalecząc przy tym uszy, że aż...boli. I mam głęboko w zadzie, tematy oryginalności. Proch już raz ktoś wynalazł, a muza VOMIGOD i tak robi swoje...rozdupcza. Brzmią całkiem mocno, wiedzą dobrze jak wykorzystać bardziej techniczne wątki tak, by nikomu się nie przejadło, i tworzą specyficzną chemię pomiędzy chaosem a pewnym porządkiem w swoich utworach. No cóż, ja proszę o więcej. "Landsberg vs. Grünberg" dopełnia jeszcze część multimedialna. Recenzja recenzją, ale warto polecić ten splicik, to indywidualnego sprawdzenia maniakom, tej konkretnej nuty.
|
-
| |
Skowron
| |
**********************************************
|
|
SUDDEN DEATH
"Devoured Inside"
Kick Promotion Agency
Chwilami, robi się naprawdę ciekawie w tej całej słonecznej Italii. Nie jest to może jeszcze przewrót w temacie ilości zespołów - dobrych zespołów - parających się brutalnym grzańskiem, ale da się już wygrzebać coś godnego większej uwagi, a i muzycznych morderców, powoli zaczyna przybywać. I co najważniejsze, nie bawią się już w partyzantkę z małymi pistolecikami, tylko wytaczają coraz to większe działa przeciwko, nic nikomu nie winnemu słuchaczowi he he. Ale przecież uskarżał się nie będę, bo sam mam trochę radochy przy tym małym "zamieszaniu", obcując choćby z muzą właśnie SUDDEN DEATH. Nie jest to jeszcze granie, które każe zgiąć nogi w kolanach, ale od strony czystej ekstremy i brutalnego rozkurwu, są w stanie zrobić człowiekowi dobrze. Brutalny death metal, z lekko grind'ującymi elementami, poniekąd zapatrzony w dokonania starszych kolegów po fachu - CRYPTOPSY, VADER, SUFFOCATION, MORBID ANGEL - co w przypadku Włochów, nie jest porażką, nieudolnym naśladownictwem, a śmiałym krokiem, który pozwala im zalczać całkiem wysokie szczeble w dziedzinie ciężkiego grania. SUDDEN DEATH zna się krwawych łaźniach, i z łatwością niszczyciela, czyni niezgorsze bestialstwo swoimi dźwiękami. Gniotące wiosła, blast beats, zwierzęcy, gardłowy wokal, niemal perfekcyjny ciężar, i brutalna moc, która jest w stanie okaleczyć. "Devoured Inside" nie jest ładnie uczesanym krążkiem, bardziej poprawnym muzycznie. Gdyby tylko zarzucić lepsze brzmienie, pewnie byłby w stanie z miejsca rozerwać, a tak, na "efekty" specjalne, trzeba jeszcze trochę poczekać. Do pewnych rzeczy, zespół jeszcze musi dojrzeć, co nie znaczy, iż "Devoured Inside" to soniczny zakalec.
|
-
| |
Skowron
| |
**********************************************
|
|
TARAN
"Storming The House Of God"
Vatican Porn Factory
A niech to szlag!!! Ta płytka aż parzy od piekielnego ognia którym zionie! TARAN to czyste zło, Piekło i Szatan. Nie chcieli ich wpuścić do podziemnego królestwa po dobroci?! To teraz pękną wrota pod naporem rozpędzonego tarana, aż się diabłom rogi z głów posypią od siły uderzenia. Nie ma rady, twórcy "Storming The House Of God" muszą zasilić armię Upadłego, by znaleźć swoje miejsce w siedlisku plugastwa na wieki. Wszystkim tym, którzy jeszcze jęczą, że dawno konkretów od strony czarnej plewki nikt nie spłodził, Ronve i spółka rzuca w twarz sześć bluźnierczych hymnów. Po nich nikt już nie ma żadnych wątpliwości, żadnych pytań, bo TARAN atakuje szybko i paraliżuje cały układ nerwowy, a ofiara leży bezwiednie czekając, aż ta horda przestanie się nad nią "pastwić". Mało sześć?! Wystarczy by trwale okaleczyć. Gdyby jednak komu cudem brakowało ostatecznego ciosu, to nie trwóżcie się he he, TARAN zadbał o sprawnego egzekutora w postaci przeróbki "Under A Funeral Moon" DARKTHRONE. Coś jeszcze? Ja nie mam już nic do dodania. Czas eksterminacji jest bliski.
|
vpf@o2.pl -
| |
Skowron
| |
**********************************************
|

SONHEILLON "Evilheart
Promo CD 2003
Z SONHEILLON'em miałem już kiedyś do czynienia.
Trójmiejski zespół wówczas zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. I podobnie było tym razem,
choć materiał już nie jest świeży, zapewniam, że się jeszcze nie zepsuł. Promóweczka
zawiera 3 wybrane z 11 utwory, "Another Time", "Halling Down" oraz "Face Of Fear"…
Dość szybkie, ale niepozbawione zmian tempo… dynamiczne, czasem wręcz wściekłe gitary…
ostre i melodyjne partie solowe… mocna sekcja rytmiczna i melodyjny, ale pełen agresji
lub melancholii śpiew (często zabarwiony "diamondowskimi" wpływami w stylu wysokich
tonacji, ochrypłych naleciałości, szeptów i złowieszczych chichotów) tworzą trzon
aranżacji. Utwory przekazują wiele heavy/power metalowej energii oraz specyficznych
dla pewnych kapel (patrz KING DIAMOND i MERCYFUL FATE) mroczno-psychodelicznych motywów.
Wyraźnie słychać fascynację tymi zespołami, zarówno od strony instrumentalnej, jak
i wokalnej. I śmiało przyznam, że SONHEILLON wcale nie wypada gorzej niż jego wzorce.
Oczywiście, co kult to kult i nikt nie dorówna Królowi Diamentów i jego ekipom!!!
Ale mimo wszystko Polacy udowodnili, że też potrafią stworzyć identyczny klimat,
a szczególnie brawa należą się Ikariusowi za jego możliwości wokalne, nie zapominając
o reszcie zespołu, która świetnie daje sobie radę w tego typu technicznych, złowieszczych
klimatach. No coż, któś mógły zarzucić, że zespół powiela pewne patenty. A ja powiem
tak… a kto ich nie powiela!!! Jest wiele kapel, które w hołdzie swoim mistrzom naśladują
ich… może tak samo jest z SONHEILLON?
|
vikingnorden@o2.pl -
www.sonheillon.fr.pl
| |
Gnom
|
**********************************************
|
|
ABUSO VERBAL
"Seu Castigo"
demo '05
Całkiem ciekawa to demóweczka. Dla mnie to takie granie, z jakiego słynęli Brazylijczycy za czasów "Morbid Visions", przy czym, nie bez potrzeby przytaczam tytuł tej zacnej płytki, zmontowanej przez "grobowiec" z tamtych ziem - SEPULTURA - bo ABUSO VERBAL, w mniejszym lub większym stopniu, gdzieś tam po cichaczu, przemycają fluidy, które są całkiem , całkiem zbieżne z zawartością właśnie "Morbid Visions". Jak wiadomo powszechnie, SEPULTURA szybko rozpętała burzę swoimi nagraniami, prowadzą za sobą rzesze zwolenników, jak jagnięta na rzeź he he, ale czy ich ziomkowie są w stanie dźwignąć swoje metalowe umysły w kierunku wyżyn światowego hałasu?! Myślę, że z pewnością są w stanie zainteresować słuchacza swoim graniem, i liczę na to, iż kolejne wydawnictwo tych Brazioli, miło połechta moje ucho. "Seu Castigo" to już jest więcej niż dobry materiał, choć z małym mankamentem - zabrakło lepszego brzmienia. Sound na tym demo, jest...najprościej mówiąc underground'owy, co nie znaczy, że wszystko zlewa się tutaj w maksymalną papkę. I co najważniejsze, nie należy loga SEPULTURy traktować zbyt przesadnie w skojarzeniach, bo ABUSO VERBAL zwykli słuchać w domowym zaciszu płyt takich wymiotów jak BRUJERIA czy CANNIBAL CORPSE, co również odbija się w pewien sposób echem na sposobie grania, czy montowania ścieżek przez tą trójkę grajków. Na "Seu Castigo" nie ma generalnie ścigania się z czasem, niewiadomo jakiej liczby łamańców, czy jakiegoś nieznanego bestialstwa. To materiał bardziej "logiczny", dość klasyczny, jednak ciągle ekstremalny, ciężki i na swój sposób brutalny. A, i thrash'owy wirus, który się plącze po tych utworach, też nie jest przypadkowy. Dobra robota!
|
bandaabusoverbal@yahoo.com.br -
| |
Skowron
| |
**********************************************
|
|
NECROPHILISM
Promo '03
Kick Promotion Agency
Szkoda, że ten materiał nie ma odpowiedniej oprawy brzmieniowej, bo sporo Włosi przy tym tracą. Niby zwykła rozpędówka, wyprodukowana przez sam zespół w jakimś tam studio, ale słyszało się już trochę tego stuffu w swoim żywocie, i spokojnie można by wskazać co najmniej kilka demówek, zmontowanych na domowym "pececie", z lepszym sound'em. W przypadku NECROPHILISM nie jest może jeszcze tragicznie, ale trochę to całe granie ucieka bokiem, jak się człowiek nie wsłucha. Ale przejdźmy do tego, o co biega w tym całym zamieszaniu. Ano cztery utwory z tego promo, to brutalny death metal, wyraźnie inspirowany Florydą, swego czasu jedną z największych, a dla niektórych lepiej zabrzmi, najlepszą chyba wylęgarnią śmierć metalowych hord. Perwersja, odpowiedni chaos, i różnej maści plugastwo - tych substytutów nie brakuje w nagraniach NECROPHILISM, a skutek ich użycia jest jeden, solidna porcja brutalnej łupanki. Oczywiście, wszystko podparte odpowiednim warsztatem muzycznym, i pomysłami, wartymi większego zachodu w przyszłości. Tylko to brzmienie... Pożyjemy, zobaczymy. Może się nie rozpadną, i jeszcze sprawią nam trochę radochy w przyszłości!
|
madfucker@libero.it -
| |
Skowron
| |
**********************************************
|
|
THIRD DEGREE
"Outstay"
Selfmadegod Rec
Ale chujnię ktoś nam tu wciska, wieje nudziarstwem, że szkoda płakać nawet.... Upsss, to nie ten krążek hie hie. Nie no co Wy, to był żart. Może kiepski, ale na starcie wygląda niczego sobie he he. Co by tu napisać?! Piekarz ze mnie żaden, na lukrowaniu się nie wyznaję, wiem tylko tyle, że można z tym przesadzić, się zdrowo porzygać. Z drugiej strony, kiedy w pożeraczu kręcą mi się świeżutkie wybroczyny THIRD DEGREE, nie sposób im trochę nie posłodzić. Nie wydaje mi się, aby ktoś miał jeszcze większe problemy z kojarzeniem tego bandu, czy choćby po części nie wiedział, z czym to się je. Gdyby jednak się jeszcze komu zdarzyło, to proszę bardzo... Najlepiej spożyć na ciepło, beż zapijania, w trakcie aplikacji doustnej, wyciągnąć zawleczkę, i całą treść panicznie przełknąć. "Rozrywka" gwarantowana, a jak się komu uda złożyć po wszystkim własne puzzle w logiczną całość, zabieg powtórzyć dla pełniejszego efektu. Slogany reklamowe to nierzadko przesada, i taki pewien magiczny zabieg, ku wytworzeniu pola magnetycznego pomiędzy sprzedającym a kupującym. Czasami przesadzone to słowa, które człowiek zaczyna odruchowo pomijać, ale...prawda zawsze leży po środku, i najważniejsze są fakty i właściwe treści. Niezaprzeczalnym jest, iż THIRD DEGREE nie uderza głową w mur, gdzie rezultat mógłby być co najmniej opłakany, tylko sukcesywnie prze do przodu, hartując coraz bardziej własne ja, szerząc coraz doskonalsze okrucieństwo ku chwale muzycznej ekstremy. Wystarczy zapuścić sobie choćby stuff z potrójnego splitu "The World Will Fall Soon And We All Will Die", a następnie dobrze obsłużyć "Outstay", i chyba nikomu nie trzeba palcem pokazywać w którym miejscu, bo różnice są wyraźnie słyszalne. Co z tego, że przylgnęła do nich nalepka z napisem NAPALM DEATH czy innego NEUROSIS? Co z tego, że ktoś powie, iż tu w ogóle nie słychać pierwszych z wymienionych Angoli, a THIRD DEGREE to jeszcze raczkujące granie w picipola? Skoro nie słuchać, to bardzo dobrze, a inspiracje zawsze były, są i będą. Najważniejsze, by ich nie kaleczyć. "Outstay" to brutalna, ekstremalna, grind'owa, pojechana, metalowa jazda z Polandu, nie spieprzona nonsensem i z dobrą produkcją. Dla mnie tak jest, a czy dla Was również?! To już nie moja brocha!
|
-
| |
Skowron
| |
**********************************************
|
|
NEGATIVE CREEPS
"Mutual Annihilation"
Black Lotus Rec/Conquer Rec
Za energię, dałbym temu krążkowi najwyższe noty, bo grzeją ze sporą mocą, a i szaleństwa w tych dźwiękach nie brakuje. Od tej strony, akurat można się zdrowo wyżyć przy ich muzyce, a zarazem, chce się ją za czas jakiś ponownie odpalić, by znowu poczuć przytłaczające ciężary na swoim karku. Gorzej jest już od strony kompozytorskiej. Jest na "Mutual Annihilation" pewna monotonia spowodowana bardziej brakiem pomysłu na siebie samego, niż umiejętności, czy końcowego wykończenia. Niby ta płytka ma kopa, nie można jej odmówić ciężaru, co przy takiej stylistyce, jaką uprawia NEGATIVE CREEPS, jest całkiem sporaśnym masywem... Jednak za dużo jak na jeden album skojarzeń. Wiem, iż o oryginalność w muzyce metalowej dzisiaj trudno, a szukanie inności na siłę, również bywa zgubne i niejednokrotnie nijakie, ale przecież od czegoś są chęci, słuch, czy choćby potrzeba zachowania własnej tożsamości. I właśnie, głównie wspomnianej tożsamości, mi tu zdecydowanie brakuje. "Mutual Annihilation" bez problemu wpada w ucho, dobrze się przyswaja, i po części wyzwala zwierza, lecz nie zachwyca. Cały czas zalatuje mi tu SEPULTURą, MACHINE HEAD czy choćby SLAYER'em, a przecież materiał zmontował NEGATIVE CREEPS. Dobra technika i jeszcze lepiej ułożone instrumentarium, interesujące brzmienie, to zdecydowanie nie wszystko. A może się czepiam, i takie dźwięki głównie mają bawić i pobudzać, a nie ciekawić i przyciągać?! Najlepiej, niech każdy znajdzie własną odpowiedź, na w sumie banalne zagadnienie. A nóż widelec, zwolennikom thrash metalu czy agresywnego metalcore'a, ta płytka przypadnie do gustu. Ciekawa pozycja, ale nie koniecznie przyciągająca.
|
-
| |
Skowron
| |
**********************************************
|
|
DEAD INFECTION
"Brain Corrosion"
Obliteration Rec
Ta płytka jest po prostu piękna!!!! Daruję sobie wszelkie jęki, że niby dlaczego to tak długo trwało? DEAD INFECTION znowu rzucają prosto w twarz krwistymi ochłapami, skażonego mięcha, które najlepiej spożyć, póki jeszcze gorące hie hie. Na "Brain Corrosion" nie ma czasu na wytchnienie, bo ten materiał z upodobaniem wysysa wszelkie życiowe moce z ludzkiego ścierwa, pozostawiając po sobie truposza, w zaawansowanym stadium rozkładu. Chciałoby się powiedzieć: DEAD INFECTION tu było....i rozpierdol zrobiło! Nie wielu udało się przetrwać próbę czasu, i po dłuższym rozbracie ze sceną, wrócić z martwych, i to z wysoko podniesioną głową. Od razu wyjaśniam, że pytanie o formę białostockich morderców, jest nie na miejscu, i co najmniej bzdurne. "Brain Corrosion" nie łaskocze, pozostawiając niesmak, i ból straszny ni to w dupie ni to w głowie. Ten krążek niszczy!!! Żadnych "niu" odkrywczych patentów, bez ściemniania o niewiadomo jakiej wyjątkowości tego stuffu - zawartość tego "srebrnika" ma mielić mózgi od pierwszych sekund, i wierzcie mi, tak właśnie jest. Znakomite grind'owe zarzynanie, okraszone naprawdę mięsistym brzmieniem made in Hertz. Co tu jeszcze pisać?! Spotkajmy się w rzeźni... Zainteresowani i tak doskonale zdają sobie sprawę, iż jest to pozycja nie do pominięcia!!!
|
-
www.goregrind.net/deadinfection
| |
Skowron
| |
**********************************************
|

ZONDA Demo 2003
CD 2003
ZONDA pochodzi z Izraela, a na jej czele
stoi Yafit Reuveny - gitarzystka i wokalista wraz z Shai Kalderon - gitarzysta,
Yaniv Kalderon - gitarzysta, Tomer Salman - basista i Shealtiel David - perkusista.
Na krążku znajduje się aż 12 utworów (powyżej 75 minut muzyki), z tego ostatnie cztery
pochodzą z koncertu. Muzycznie zespół zapuszcza się w heavy, gotycko,domowo, progresywne
rejony metalu, zbierając po drodze rockowe patenty, więc w zasadzie z racji rozbudowanych
aranżacji i melancholijnego kobiecego wokalu jak i panującej wszechobecnie nostalgii
i mroku śmiało określę ich jako zespół wykonujący gothic progressive metal. Utwory
mieszczą w sobie wiele gitarowo-wokalnych melodii, które utworzone są przez solowe
partie gitar, pasaże i akordy. W aranżacjach odnajdziemy również sporo akustycznych
partii, gitarowych efektów jak i mocniejszego grania, wypełnionego przez ostre gitarowe
riffy i mocne uderzenia basu czy perkusji, które nadają całości metalowej mocy. Tempo
utworów z reguły jest średnio-wolne, ale potrafi oscylować pomiędzy bardzo wolnymi
depresyjnymi stanami a szybszymi ostrzejszymi uderzeniami. Muzyka brzmi bardzo nostalgicznie
i dość mrocznie a przede wszystkim bardzo melodyjnie. Całość przybliża skojarzenia
z niektórymi kapelami tkwiącymi w podobnych klimatach, np. włoski SYRENS CALL czy
polski MOONLIGHT, BATALION D'AMOUR lub LILITH. Warstwa liryczna oprawiona jest w
angielsko-hebrajskie teksty (zależnie od utworu) nasycone żydowską filozofią, co
wnosi wiele tajemniczości. Szczególnie utwory hebrajsko-języczne wnoszą dodatkowego
powiewu Bliskiego Wschodu.
|
yafyafit@walla.co.il
| |
Gnom
|
**********************************************
|
|

NORTHWAIL
"Genesis"
DemoCD-R'04
Po raz kolejny zgubiłem bio kapeli, a takiego fajnego psikusa szykowałem chłopakom… sorry… i dziewczynie "męczącej" się z violinem. Nigdy o nich nie słyszałem, w taki razie podejrzewam, że raczej krótki jest ich żywot?! Sądząc po nazwie i przydomkach scenicznych Azgaroth, Oddreirr, Varin powinno pachnieć mroźno północą, aczkolwiek tak nie jest. Mamy też Hekate (to ta, co smyka dzierży), oraz Morph, którzy bliżsi są ostatniej olimpiadzie. "Genesis" zawiera 5 kawałków dosyć skocznego blacku utrzymanego w jak dla mnie średnich tempach. Nawet fajne jest te ich plumkanie, ino żeby tak cały czas maglować NORTHWAIL to trochę za bardzo przewidywalny jest materiał. Może niewielki plusik za podpatrywanie innych, bo usiłują czerpać to co najlepsze. W tytułowym kawałku zawodzi inwokacją z "Blood Fire Death", oczywiście bez konika. Zresztą cały czas
krąży widmo Quorthona, możliwe, że to przez te ich logo,
które notabene mało ma wspólnego z BATHORY, ale tak jakoś
zaświdrowało mi w mózgownicy. No to nie omieszkałem tego
naskrobać! W "Long Live The Warriors!" to i DESTROYER przez
chwilę usłyszałem. Chociaż w pewnych partiach bliżej im do
SEAR BLISS niż wyżej wymienionych. Zdaje się żywa istota siedzi za perkusją a momentami brzmi jak automat. Dobrze, że jest to sporadycznie zauważalne przy wnikliwej analizie "Long Live The Warriors", "Into The Blizzard". Krótko zapodając człowiek z pałeczkami lepiej wychodzi w partiach z przysłowiową ikrą, kiedy i reszta ekipy się nakręca niż tych wymagających chwili refleksji nad tym z jaką częstotliwością się uderza. Trzeba to podszlifować, bo reszta nie będzie ratować z opresji przez cały czas. Rokują nadzieje na przyszłość, wszak band wie, co się, z czym miesza, aby było smacznie tak jak u Oliwiera z TVN.
Jednak droga to jeszcze daleka a i wyboista...
|
| |
northwail@epf.pl -
www.northwail.tk
| |
Artur
|
**********************************************
|
|
IPERYT
"Particular Hatred"
Promo '05
Jeżeli jeszcze tego nie wiecie, to już w niedługim czasie, z pewnością Wam ktoś ostro nakopie do dupy! Bez szukania winnego, IPERYT skatuje wszystkich jak leci. I nie ważne, czy Wam się to podoba czy nie, staniecie się częścią piekielnej bitwy, która ustanowi panowanie nienawiści i zwierzęcych zachowań. Nuklearny ogień oczyszczenia, zmiecie z ziemskiej skorupy wszystko, bez żadnego wyjątku. I mam to w dupie, że pojawiają się na co poniektórych twarzyczkach szydercze uśmieszki. To plugastwo i tak Was dopadnie, i zrobi swoje. Rodzaj ludzki ma mocno przejebane, i nie pomoże tu żądna nadzieja, płacz, prośby.... IPERYT jest głodny bitewnego mięsa, a do pełnego uderzenia, można zacząć odliczać "godziny". Dla mnie "Particular Hatred" to już nie jest mocna ciekawostka naszej sceny. Ja prosty człek posunę się dalej twierdząc, iż jest to niemała sensacja, która tylko czeka, by eksplodować z pełnią mocy. Ta piątka czarcich pomiotów, to muzyczni dzikusy, którzy z upodobaniem barbarzyńcy, znęcają się nad biednym słuchaczem, urywając mu łeb przy samej dupie. Jeszcze nie raz zapragniecie, aby ból jaki zafunduje Wam IPERYT, był porównywalny ze zwykłą wizytą u dentysty. Zresztą, dentysta to będzie rarytas dla tych, którym pozostanie jeszcze uzębienie po zetknięciu z zawartością "Particular Hatred". Ale na cholerę ja się tak jeszcze produkuję przy tej recenzji?! Join The Warfare! I wszystko będzie jasne. Tego bestialskiego terroru, nie można powstrzymać!!!
|
hellhound@iperyt.pl -
www.iperyt.pl
| |
Skowron
| |
**********************************************
|
|
BLOODTHIRST/EBOLA
"Hell Bestial Desecration"
Obscure Prod
Podwójna porcja, piekielnego łomotu z naszych ziem ojczystych co się zwą Polandem. Splicik jak się patrzy, i nie sposób w cholerę się nim nie zachwycać. Bluźnierczy hałas, od którego bije pasja, szaleństwo i profesjonalizm, czego niejednokrotnie braknie, tym z nalepką od "majorsów". Stylistycznie, obie kapelki różnią się wyraźnie, za to łączy je czarci wyziew, i kult rogacizny. I jest jeszcze coś - zarówno BLOODTHIRST jak i EBOLA, muzycznie skłaniają się ku starym, dobrym czasom metalowego hałasu, i chyba nikt nie powinien oponować, że jest inaczej. Pierwszy w eter leci BLOODTHIRST, a właściwie jest to eksplozja thrash metalu, której nie daleko do jednego z piewców niemieckiego rzemiosła - KREATOR. Muzyczna furia, w połączeniu z dźwiękową agresją, ciekawym, dość technicznym graniem, i dziczą czerpiącą nieskrywaną przyjemność z "zabijania" swoim bestialskim wykurwem. W tej załodze jest ogień, który zaczyna trawić od środka, dopiero na końcu spopielając wierzchnią powłokę ludzkiego bytu. Bezsprzecznie, ten band stworzył stuff, który znakomicie powinien "sprzedać się" na koncertach, wywołując wśród metalowej gawiedzi, jeden wielki amok. Cztery utwory Hateful Thrash metalu, plus przeróbka "Woman Of Dark Desires" niejakiego BATHORY he he. Soniczna inwazja w głąb ośrodków słuchowych, wręcz nie do przegapienia. No i pora na ten cholerny wirus EBOLA! Tyle złego się słyszy o tej bakterii hie hie, a ja mam ciągle nieskrywaną przyjemność z obcowania z tym śmiercionośnym zarazkiem he he. To już trzeci raz, kiedy ta załoga pieści moje uszy. No, może z malutkim wyjątkiem. Trochę bardziej spasiło mi brzmienie ostatniego demosa "Destroy The Throne Of Nazarene", które nie obfitowało w taki grób jak zawartość materiału z tego splitu. Ale...mały szczegół, więc jebał to pies. Za to muzycznie, EBOLA jest coraz bardziej perwersyjna w tym co robi. Niby nie ma w tym drastycznych zmian, jednak te skurczybyki są z każdym nagraniem coraz obskurniejsi, bardziej hellish, i zwał jak zwał, lecz coraz bardziej przytwierdzają się gruntu, na który spadło nieświęte ziarno prawdziwego, czystego, plugawego death metalu. W końcu trzeba się jakoś przypodobać "panu" hie hie. Aaaa, EBOLA również wzięła na tapetę cudzesa. Całkiem udana przeróbka jednego z hitów fińskiego zespołu pieśni i tańca IMPALED NAZARENE.
|
obscure.productions@poczta.fm -
obscure_prod@o2.pl
| |
Skowron
| |
**********************************************
|
|
EBOLA
"Destroy The Throne Of Nazarene"
demo '04
Ten stuff'ik dotarł do mnie stosunkowo nie dawno, choć kilka miechów już mu zdążyło przybyć od momentu wypuszczenia go w obieg. Nie ma co marudzić he he. Najważniejsze, że znowu EBOLA skaziła mi ciecz w krwioobiegu, gwarantując chwil kilka czystego, śmierć metalowego szaleństwa. Przyznam, iż nieco inaczej słucha się zawartości tego demosa, w porównaniu z poprzednią odsłoną zespołu. "Suffering And Pain" jak dla mnie, był bardziej brutalny, tymczasem "Destroy The Throne Of Nazarene" jest bardziej "old". Po części wynika to pewnie ze zmiany brzmienia, bo jakby nie patrzeć, tym razem, EBOLA brzmi ciekawej, by nie powiedzieć - czytelniej. To ciągle jadowity twór, siejący antychrześcijański zamęt, niszcząc przy tym wszelkie świętości, ale ten band wyraźnie przeszedł na wyższy level własnych umiejętności, zyskując przy tym na przekazie i "atrakcyjności" w odsłuchu. Zło i szaleństwo, namaszczone piekielnym klimatem, a przy tym kawał mocnej muzy. Warte grzechu hie hie!
|
-
| |
Skowron
| |
**********************************************
|

ASSASSIN "The Club"
A.G.D. Records
CD 2005
Jakież ogarnęło mnie zdumienie, gdy zobaczyłem,
że legendarny ASSASSIN nagrał swój kolejny trzeci materiał. Po 12 latach ciszy legenda
niemieckiego thrash metalu powróciła z albumem "The Club". Poprzednie dwa albumy
do dzisiaj darzę wielkim szacunkiem i wciąż słucham z zapartym tchem. Oczywiście
muzyka zawarta na krążku to niczym nie skrępowany thrash metal!!! Ostry, szybki,
agresywny, ale nie pozbawiony gitarowych melodii thrash metal i co najważniejsze
to ten sam stary dobry ASSASSIN, bez przesadnych modernizacji i upiększeń, ale nie
oznacza to, iż panowie nic nowego nie wymyślili, wręcz przeciwnie nowy krążek powali
na kolana każdego thrashersa. Panowie głownie postawili na tradycję z odpowiednią
dozą świeżego oddechu i uczynili bardzo dobrze! Oczywiście ci, którzy znają ASSASSIN
wiedzą, że ich muzyka poza bardzo dynamicznymi thrash metalowymi patentami zawiera
niewielkie punk rockowe lub staro hard core'owe naleciałości co przejawia się w skocznych
prostych frazach, podkreślanych przez bardzo energiczny ostry krzyczący wokal. Agresja
i dynamika płynąca z utworów miejscami zabarwiona jest tzw. jajem, co kiedyś było
częstym zabiegiem wśród thrash metalowych kapel właśnie w stylu ASSASSIN, czy też
TANKARD, DEATH ANGEL oraz ANTHRAX. Ogólnie tempo materiału jest szybkie, ale nie
brakuje tutaj ciężkich klimatycznych zwolnień. Materiał jest naprawdę wyśmienity!!!
|
ASSASSIN
| |
Gnom
|
**********************************************
|

WINTERMOON "Heading For Nowhere"
CD 2004
Bardzo oryginalny sposób wydania materiału
- na mini CD! Mały krążek zawiera 3 utwory, co w sumie daje ponad 11 minut muzyki.
Oczywiście MCD zawiera kolorową wkładkę z niezbędnymi informacjami i tekstami. Pamiętam
kilka lat temu miałem okazję słuchać jakiś materiał WINTERMOON'a aczkolwiek pamięć
mnie już zawodzi i nie pamiętam tytułu. Mimo wszystko mam wrażenie, że zespół trochę
zmienił swój styl muzyczny (może wówczas było bardziej black metalowo???) co pozytywnie
wpłynęło na całość. Natomiast obecnie owe trzy utwory zabarwione są silnymi wpływami
melodyjnego power/death metalu co w sumie tworzy całkiem niezły mix zawierający też
black metalowe naleciałości. Dość bogate aranżacje poza ciężkimi dynamicznymi riffami
i potężnym growlingiem zawierają wiele gitarowych melodii pod postacią solówek czy
gitarowych pasaży. Ogólnie utwory oscylują w średnich tempach z miejscowymi wręcz
doom metalowymi zwolnieniami lub ostrzejszymi prawie blackowymi przyśpieszeniami,
co podkreśla rozbudowana praca perkusji (chociaż tutaj mam zastrzeżenia do bardzo
płytkiego brzmienia "stopy"). Słuchając tego materiału przypomniał mi się krośnieński
THETRAGON, co spowodowało, że stwierdziłem, iż WINTERMOON też pochodzi z Krosna
i jednak mimo wszystko coś poza miastem ich łączy.
|
wintermoon@interia.pl -
www.wintermoon.mp3.wp.pl
| |
Gnom
|
**********************************************
|

THE GREAT KAT "Extreme Guitar Shred"
TPR Music
DVD 2005
Coż za szaleństwo!!! THE GREAT KAT to najbardziej
ekstremalna i szalona kobieta jaką widziałem a równocześnie przeraźliwe utalentowana.
"Extreme Guitar Shred" to zaledwie kolejna próbka jej możliwości i szaleństwa, które
wypłynęły z jej fascynacji muzyką klasyczną i speed metalem. Totalnie speed metalowa
muzyka oprawiona w szokujące filmy, obrazy i zdjęcia natchniona jest szaleństwem,
perwersją i seksem oraz przede wszystkim duchem muzyki klasycznej. Kaskady wirtuozerskich
solowych partii gitary lub skrzypiec przeplatają się z opętańczymi wrzaskami i agresywnymi
melodeklamacjami, czy szeptami wspieranymi przez równie szalone partie sekcji rytmicznej.
Ciężkie riffy, potężne bębny, przeraźliwe wrzaski i totalnie szybkie ostre i melodyjne
solówki tworzą przeraźliwie psychodeliczno-perwersyjny mroczny nastrój, który miejscami
przechodzi w kontrolowany chaos uzupełniany o tchnienie muzyki klasycznej. Ogólnie
muzyczny klimat oscyluje pomiędzy bardzo szybkim i melodyjnym speed metalem a patentami
wziętymi z death czy black metalu. DVD zawiera 6 totalnie ekstremalnych, szalonych
i perwersyjnych teledysków do utworów "Zapateado" (Totalne speed metalowe szaleństwo
z ogromnymi wpływami klasycznej skrzypcowo-gitarowej wirtuozerii!), "Torture Chaber"
(Speed-death metalowa perwersja!!! Mnóstwo cierpienia, bólu i sado-masochistycznego
skeksu!), "Castration" (Speed-symphonic black metalowa jazda! Mnóstwo krwi i obciętych
penisów!), "Live In Chicago" (Speed-hard core'owo industrialny show. Sceny z koncertu.
Dosłownie krew się leje spod palców szalonej Kat!), "Dominatrix" (Speed-death metalowe
tortury i sadystyczny seks! Ogrom krwi!) i "War" (Speed-death metalowa wojna. Wstrząsające
materiały!!!). Poza tym na krążku znajdziecie speed metalowe wersje takich kompozytorów
jak Antonio Vivaldi, i Richard Wagner i innych. "Extreme Gitar Shred" jest dla tylko
dla prawdziwych maniaków.
|
Karen Thomas -
Thomas Public Relacions, Ins.
THE GREAT KAT
| |
Gnom
|
**********************************************
|

LEGION "Shadow Of The King"
CD 2005
"Shadow Of The King" to debiutancki album
zespołu pochodzącego ze Stanów. Album zawiera 8 kawałków utrzymanych w hard rockowo-heavy
metalowej konwencji. Muzyka, jaką nam proponują panowie z zespołu opiera się na energicznych
i melodyjnych taktach. Trzon aranżacji stanowią bardzo melodyjne partie wokalne (osadzone
w wysokich tonacjach) z lekkim melancholijnym zabarwieniem oraz rytmiczne gitarowe
riffy sprzężone z mnogością melodyjnych partii solowych. Całość wspiera dobrze opracowana
sekcja rytmiczna, która w zależności od nastroju podkreśla dynamikę utworów. Gdzieniegdzie
przed utworami pojawiają się klawiszowe intra bądź delikatne gitarowe pasaże wprowadzające
słuchacza w tajemniczy, czasem melancholijny nastrój. Każdy utwór posiada swoistą
melodykę i podział na cyklicznie powtarzające się frazy, co sprawia, że utwory są
łatwo przyswajalne. Cały album przywołuje muzyczne wspomnienia z końca lat 70. i
całego dziesięciolecia lat 80. Najbliższe muzyczne skojarzenia muzyki LEGION oscylują
w klimatach DIO, BLACK SABBATH (bez Ozzyiego), HELLOWEEN i chyba już zapomnianego
WILDFIRE.
|
LEGION
| |
Gnom
|
**********************************************
|

FEAR TRADERS "Obsession"
CD 2005
Oto kolejny materiał Włochów. Aczkolwiek
jest to jedyny jaki miałem okazję posłuchać. Ale już od samego początku chodzą mi
po głowie pewne skojarzenia ale za cholerę nie mogę sobie przypomnieć z jaką starą
kapelą, więc może analizę "Obsession" zacznijmy od początku… Całość zawiera 11 kawałków,
w tym intro i outro (jak za starych dobrych czasów - teraz to nawet zespołom i tego
się nie chce zrobić). Muzyka wypływająca z głośników to melodyjny ale i oczywiście
dynamiczny thrash metal, w którym poza szczyptą mroku i melancholii znajdzie się
miejsce na agresywne przystawki. Aczkolwiek muzycy w aranżacjach bardziej postawili
na technikę i rozbudowane tematy, wyważone tempa (ale nie pozbawione przeciwstawnych
jego zmian) i swoistą melodykę niż na agresywność, wzmożoną dynamikę czy - jak ja
to określam - na kontrolowany chaos. Oczywiście nie byłby to thrash metal gdyby nie
było tutaj tego kopa i tej energii oraz ciężkości utworzonej przez pracę gitar i
perkusji, ale mimo wszystko zachowany jest umiar. Nawet te ostrzejsze gitarowe partie
posiadają specyficzną melodię, która jest tutaj priorytetową sprawą i wraz z bardzo
charakterystyczną ochrypłą melodyjną barwą wokalu (która nasuwa mi wiele skojarzeń,
ale o tym poniżej) tworzą całkiem interesującą całość, która urozmaicana jest różnorodnością
fraz, czy też nawet zaskakującymi motywami. Myślę, że każdy muzyk włożył spory wkład
w aranżowanie muzyki. Każdy ma tutaj nie jedno "swoje pięć minut", a to w gitarowych
melodyjnych bądź ostrych solówkach, czy pasażach, a to w solowych lub przodujących
partiach basu, czy też w pracy perkusji. Całość brzmi ciężko i mrocznie z odpowiednią
dozą melancholii i progresji… Na zakończenie chciałbym wymienić moje skojarzenia, które
nasunęły mi się podczas słuchania tego materiału, oczywiście nie udało mi się znaleźć
czegoś idealnie podobnego (ale to raczej dobrze), jedynie jakieś skrawki nasuwające
na myśl MEGADETH, ANNIHILATOR i może CEREBRAL FIX.
|
FEAR TRADERS
| |
Gnom
|
**********************************************
|

SHATTERSPHERE "In The Face Of Anger"
CD 2005
Kolejny materiał SHATTERSPHERE składa się
z 5 kawałków. Pierwszy z nich to tytułowy "In The Face Of Anger"… Całkowicie mnie
zaskoczył swoim modernistycznym podejściem do tematu. Już nie jest to typowy thrash
metal (jak poprzednio) a bardziej nu metalowy song… Oczywiście nadal jest to typowa
thrash metalowa ciężkość, mocne dynamiczne riffy, melodyjne solówki i energiczne
uderzenia, ale już wokalista pozwolił sobie na odrobinę fantazji i poza mocnym śpiewanym
wrzaskiem po prostu delikatnie śpiewa sobie w refrenie, wspierając się chórkiem.
Brzmi to całkiem nieźle… "Faithless" to następny kawałek. Oczywiście początek jest
równie innowacyjny… delikatne pianino, gitarowy flanger i delikatny melodyjny śpiew…
Wszystko powoli nabiera mocy, cięższych gitar, uderzeń i melodyjnych solówek (ale
nie za dużo) tak by oscylować w nu metalowej balladzie w stylu np. LINKIN PARK.…
Przechodząc dalej do "To No Avail" napotykamy się na perkusyjno-gitarowy wstęp, co
oczywiście wprowadza nas w obrany przez zespół klimat … Melodyjny, czasem energiczny
śpiew lub mroczna melodeklamacja prowadzi ciężkie dynamiczne gitarowe riffy, melodyjne
solówki i mocne perkusyjne uderzenia. Owa perkusja czasami nawet fajnie "łamie"
rytmy… "The Usurper" jest ostatnim utworem na materiale… O dziwo!!! Totalnie mnie
zaskoczył! Totalnie inne wprowadzenie. Najpierw mroczne gitarowe pasaże i basik i
nagle wraz z wejściem potężnych garów pojawia się wolny melodyjny bardzo mroczny
death metal, niczym z początku lat 90., ciężkie monumentalne gitary, piski, mroczne
klawisze… Nagle szybsze uderzenie gitar, garów oraz wielobarwne wokalne frazy (od
mocnego wrzasku po łagodny śpiew) rozkręcają kawałek na dobre… Ciężkie mroczne
melodyjno-melancholijne frazy tworzą ten bardzo urozmaicony utwór. Dla mnie najlepszy
na płycie! Całość materiału jest nawet bardzo zróżnicowana aranżacyjnie, ale mimo
wszystko szala przechyliła się bardziej z thrash metalowej stylistyki na nu metalową.
Wydaję mi się, że materiał "In The Face Of Anger" to nowe lepsze oblicze zespołu.
|
band@shattersphere.com
www.shattersphere.com
| |
Gnom
|
**********************************************
|
|
ABORTION
„Gonna Be Worse”
Obscene Prod
To już słowackie kultusy, co to od długaśnych lat, katują metalową brać, swoimi brutalnymi piosenkami. Ale, komu ja to mówię. Pewnie nałogowi zjadacze krwawego mięcha przyprawianego na ostro grind/mince core’em, już dawno zapewne zasmakowali w graniu ABORTION, przy czym chyba nikt nie powinien mieć wątpliwości, co do jakości ich „produktów”. Po kilku wiosnach, którym towarzyszyła wydawnicza cisza z obozu tej ekipy, przyszła pora na świeżutki stuff, co by skopać kilka zadów, i udowodnić, iż ABORTION ma się zupełnie dobrze, a i forma też dopisuje. Owszem, zawsze można stękać przy odsłuchu „Gonna Be Worse”, że nie idą śladami Kolumba, nie odkrywając niczego nowego, bla bla bla... Ale po co komu zmiany, skoro zespół wie czego chce, wie jak to zagrać, i czuje się z tym coraz lepiej, a przy tym znakomicie katuje, tfuu...pieści uszy swoim graniem. Szkoda czasu na pieprzenie, bo w między czasie, można przegapić kawał solidnego łomotu. „Gonna Be Worse” wręcz rozpiera energia, a same utwory, mimo że chwilami dość skoczne i “hitowe”, to zieją wściekłością i agresją. Mocna produkcja, solidne brzmienie, w które oprawione są wizje, czytaj pomysły grajków z ABORTION. Ja tam nie ma im nic do zarzucenia, a jak jeszcze na warsztat wzięli dwie przeróbki – LAWNMOWER DEATH „Icky Ficky” i MINISTRY „N.W.O” – to kupili mnie w całości. Obie zrobione tak, by nie odstawały od reszty materiału, miały charakter Słowaków, i trzymały fason. Kto jeszcze nie słyszał „Gonna Be Worse”, musi to w najbliższym czasie nadrobić.
|
-
| |
Skowron
| |
**********************************************
|
|
NEWBREED
"Lost"
MetalruleZ Prod
Ponownie NEWBREED gości na łamach naszego pisemka, ale tym razem, z nie do końca nowym materiałem. Jest to „Lost” już u nas opisywany, tyle że aktualnie wydany przez MetalruleZ w ciekawej formie i z bonusem, w postaci utworu „Devil’s Plaything” z gościnną gitarą Piotra Bolkowskiego. Całość opakowana jest w etui DVD, z dołączoną w środku książeczką. Starannie przygotowane, i co ważne, wydawniczo przyciąga oko. Nie wiem, czy jest sens, ponownie rozpisywać się na tą pozycją, co jedynie chyba warto przybliżyć, zawartość muzyczną „Lost”. Ano NEWBREED kombinuje sobie taki progresywny death metal, i chyba tylko głuchy nie wyłapie, że OPETH to dla nich główne źródło inspiracji, i muzycznych wzorców. Zbliżony klimat, jak i podobna przestrzeń, którą Szwedzi jak niewielu, potrafią zmontować na swoich krążkach. NEWBREED nieźle radzi sobie ze swoim instrumentarium, więc od strony kombinatoryki, pomysłów, i użytych elementów na tym materiale, a właściwie ich jakości, chyba można być spokojnym. Inna sprawa to fakt, że nie każdy łyka takie granie. Gdyby do całości dorzucić jeszcze lepsze brzmienie, pewnie byłoby ciekawiej. Ale i tak nie jest źle, a pewnie można się spodziewać, trochę więcej, na następnych nagraniach zespołu. Kto jeszcze nie słyszał, niech uderza do Ancient’a.
|
-
| |
Skowron
| |
**********************************************
|
|
GOATLORD
„Wieczny Płomień”
666 Records
W Zielonej Górze, jak widać i słychać, nie brakuje piekielników. Może nie dzieje się tam jeszcze zbyt wiele, ale jak już coś ujrzy światło dnia, to niemal zawsze, naznaczone jest rogatym. GOATLORD jak mnie pamięć nie myli, przed „Wiecznym Płomieniem”, ma już na swoim koncie dwa demosy, więc co niektórzy, pewnie mięli okazję wysłuchać ich piekielnych hymnów. W sumie nie powinno być problemu, z rozszyfrowaniem twórczości GOATLORD, bo sam szyld zespołu, chyba wyraźnie nasuwa skojarzenia z czarną polewką. A że to czarcie komando nie robi sobie jaj z własnego grania, to już dało się zauważyć, że ludziska mają szacuneczek dla tego zespołu, jak i zaostrzone apetyty na kolejne nagrania. Jest uczciwie, może jeszcze bez bomby z palącym się lądem, ale dobrych pomysłów chłopakom nie brakuje, jak i co do wykonania, oraz warsztatu ogranego materiału, jakichś konkretnych wykrzykników, człowiek mieć nie może. „Wieczny Płomień” to w sumie 9 utworów, w czym jeden to przeróbka „Mother North” wiadomo kogo. I chyba właśnie ten cover’ek, to najpoważniejszy mankament tej płytki. Jakoś tak delikatnie nie udane to posunięcie, mimo iż muzycznie nie uczynili krzywdy temu „szlagierowi”, to jednak pozostaje pewien niesmak, po wysłuchaniu ich wersji. A co poza tym? GOATLORD ma generalnie wszystkie atuty, które powinny cechować dobry black metalowy band, a przecież wymienianie ich chyba nie jest tu zbytnio potrzebne. Przyzwoicie brzmiący materiał, i z wyraźną, własną inwencją muzyczną. Cóż dodać?! Jest dobrze, i wydaje się, że może być jeszcze lepiej.
|
-
goatlord.blackmetal.w.interia.pl
| |
Skowron
| |
**********************************************
|

YPSYLON
CD 2005
YPSYLON to polski band w składzie VVodzu
- wokal i bas; Palla - gary oraz Krzysztof - gitara. Panowie nagrali czterootworowy
materiał oparty o polsko i angielskojęzyczne teksty, który najogólniej mówiąc jest
mieszanką grunge'u, hard rocka, czy stonner rocka (tak na mój gust). Pierwszy utwór
otwierający materiał to "Blizny" rozpoczynający się mroczno-melancholijnym grunge'owym
klimatem… Aranże tego kawałka krążą wokół delikatnych gitarowo-basowych pasaży przeplatanych
mocniejszymi uderzeniami zfuzowanych, na swój sposób ciężkich i tłumionych gitar
oraz melodyjno-psychodelicznych solówek. Tempo narzucane jest przez potężne, ale
zrównoważone partie perkusji. Nad całością czuwa bardzo charakterystycznie brzmiący,
nostalgiczny, lekko jakby szalony śpiew, który nasuwa mi skojarzenia z Glenem Danzigiem,
Henry Rollinsem lub też z Tomkiem Lipnickim (głównie przez charakterystyczny "zmiękczający"
akcent)… "Zając" to kolejny, ale już angielskojęzyczny kawałek, wprowadzający nas
w podobny mroczno-melancholijny grunge'owy klimat (gitarowo-basowe pasaże), który
cyklicznie wzmacniany jest przez hard rockowe patenty (dość ciężkie, rytmiczne gitarowe
riffy, ostre solówki i dynamiczną perkusję). Ekspresja wokalnych partii zależna jest
od danego klimatu (od spokojnego śpiewu po bardziej agresywne motywy)… Polskojęzyczny
"Spokój" nie wnosi spokoju, a tajemniczy mrok utworzony przez potężne perkusyjne
przejścia i gitarowe pasaże, które za chwile zostają zakłócone przez dynamiczne partie
ciężkich gitarowych riffów odpowiednio wspomaganych przez sekcję rytmiczną i wokal.
Trochę tu stonnerowsko-rockowo-metalowego klimatu. Chyba jest to najmocniejszy kawałek.
Na zakończenie pojawił się "Mamo", to już od początku typowo stonner rockowy, osadzony
w wolnym tempie kawałek. Ogólnie całość jest spójna, osadzona w średnio-wolnych tempach
z niewielkimi tendencjami do delikatnych przyśpieszeń, a panujący klimat to mrok
i melancholia.
|
ypsylon@ypsylon.pl
www.ypsylon.pl
| |
Gnom
|
**********************************************
|
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |